Ks. Piotr Skarga: Żywot św. Jakuba z Nizybu Biskupa (15 lipca)


ŻYWOT Ś. JAKÓBA Z NIZYBU BISKUPA, pisany od Teodoreta biskupa
Cyry, in Theophil. cap. 1, w Żywotach Świętych, i w Historyi
Kościelnej lib. 1 cap. 7 & lib. 2 cap. 30. Żył około
Roku Pańskiego 320.

Zakonodawca Mojżesz, który morskie dno otworzył i na puszczy suchą ziemię wodą oblał, i inne cuda czynił, wypisał żywoty świętych onych, którzy byli przed nim, nie oną mądrością, którą miał od Egipcyan, ale oną łaską, którą miał z Nieba. Bo jako on mógł wiedzieć o cnotach Abla i o Enochowej bogobojności, i o sprawiedliwości Ńoego, i o kapłaństwie nabożnego Melchizedecha, i o Abrahamowem wezwaniu, wierze, męztwie, szczodrobliwości ku gościom i ofierze onej jego, i o innych świętych a dziwnych ich zwycięztwach i zacności, które wysławił, gdyby był na to Ducha św. promieni i oświecenia nie wziął? Takiejże też pomocy i mnie wypisującemu żywoty świętych potrzeba, tych, którzy mało co przed nami i za wieków naszych żyli, zwłaszcza gdy się żywotami ich prawo niejakie tym, którzy ich naśladować chcą, stawi. Trzeba tedy ich modlitwy wzywać i rzecz począć. Nizybe jest miasto na granicach państwa Rzymskiego i Persldego, które niegdy było pod cesarzam i Rzymskimi; w nim urodzony Jakób ten, obrał sobie spokojny i pustelniczy stan, i osiadłszy wysokich gór wierzchy, tam żywot wiódł, wiosnę, lato i jesień trawił między lasami, mając za pokrycie Niebo, a w zimie wchodził w jaskinię jednę, w której miał swoję od zimna obronę.

Pokarm jego nie był z pracy ani z siejby, ale z tego, co sama ziemia rodzi, zbierając owoce z drzew leśnych i ziółka na wzór ogrodnych rzeczy, ciało swe posilał, ognia do potraw swoich nie używając i wełny mu na suknię było nie trzeba, skórami się koziemi pokrywał, to była jego suknia i odzienie. Tak ciało trudząc, duchownym i niebieskim obrokiem duszę tuczył, a myśl swoję na widzenie Boga przeczyszczał; czynił ją zwierciadłem Ducha ś. i objawioną twarzą, jako mówi Apostoł, na chwałę Bożą patrząc, na jej się wzór obracał i o nię się tylko starał. Ztąd jemu się zawżdy codzień więcej ufności w Bogu przyczyniało, i gdy o co potrzebnego Boga prosił, zawsze otrzymał i prorockim duchem przyszłe rzeczy widział, a do czynienia cudów łaskę Przenajświętszego Ducha brał; z których niektóre powiem i tym, co nie wiedzą, promienie światłości jego Apostolskiej oznajmię. Naonczas szaleni ludzie bałwanom się kłaniali i słupy nieme boską cześć miały, a cześć Boga prawego była zaniechana od wielu ludzi. I byli w wzgardzie ci, którzy na ich obżarstwie przestać z nimi nie chcieli, i ci, co z doskonałości cnoty na rzeczach się znali, a gardząc chwałą bałwochwalską, Twórcę świata wszystkiego chwalili. Tegoż czasu opuściwszy pustynię Jakób, puścił się do Persyi, patrzyć, jako szczep wiary świętej nie dawno osadzony roście, chcąc się też o to, tak, jako mu przyszło, zastawiać.

I gdy jednę rzeczkę przechodził, u której dziewki chusty prały, które się nic onego nowego, a czci godnego ubioru nie wstydząc, bezpieczną twarzą i niewstydliwem okiem na niego patrzały, głów swoich nie przykrywając i podkasanych podołków u sukien nie spuszczając, miał im za złe mąż Boży; i chcąc Boską moc pokazać, na ukaranie niewstydu, ażeby za owym cudem, od bałwochwalstwa wybawił dusze, przeklął onę rzeczkę, iż wnet zniknęła, a woda w niej ustała; i dziewek onych młodość bystrą w tern pokarał, iż wnetże osiwiały przed czasem. Na słowo jego one się rzeczy stały i włosy ich (których pokryć nie chciały) stały się jako liście na młodym szczepie, kiedy je już zimno w jesieni zarazi. Gdy to karanie poczuły (bo widziały, iż woda im uciekła, jedna drugiej siwe włosy ukazowała), zlękłszy się; do m iasta pobiegły i rzecz onę rozgłosiły. Ludzie się zbiegli i onego wielkiego cudotwórcę poznali, i prosili go pilnie, aby swój gniew pohamował, a wodę im przy wrócił. Nie długo się dał prosić, ofiarował Panu modlitwę i puściła się woda, a źródło na wolę sprawiedliwego wracać zawiązaną rzekę poczęło. Co gdy uprosili ludzie oni, żądali też, aby na włosy córek ich pierwsza się farba wróciła. Powiadają, iż i to uczynić chciał; ale gdy się pytał o nich, a one nie przyszły, jako nieposłuszne i uporne w karaniu onem zostawił, naukę dając wstydu i umiarkowania, i on mocy Boskiej upominek zostawując na nich. Taki był cud tego nowego Mojżesza, którego nie uczynił laski uderzeniem, ale znakiem krzyża świętego. Ja się okrom cudu, łaskawości jego dziwuję; bo nie tak uczynił, jako wielki Elizeusz, na one niewstydliwe dziewki nie puścił niedźwiedzi srogich; ale nieobraźliwem karaniem , które trochę szpetności miało, obyczajów ich i bogobojności nauczył. A to mówię, nie skarżąc się na srogość. Prorocką (nie daj Boże, abym tak szalony miał być), ale abym pokazał, iż mając moc takąż, to czynił, co więcej łaskawości Chrystusowej w nowym zakonie służyło.

Czasu jednego, gdy widział, iż sądzia Perski wydał w sądzie dekret niesprawiedliwy, brzydząc się jego złem sercem, kamieniowi jednemu blizko leżącemu, skruszyć się i rozpaść kazał. Co widząc przytomni, przelękli się, a sędzia także przestraszony, spostrzegł się i pierwszy dekret skaził, a sprawiedliwy wydał. W tem też Pana swego naśladował, który chcąc pokazać, iż dobrowolnie na mękę szedł i skarać mężobójców swych mógł, nie gubił ich, ale figowe drzewo ususzył i moc swoję zjawił. Takiej łaskawości naśladował Jakób, sędziego niesprawiedliwego nie skarał, ale skruszeniem kamienia sprawiedliwości go nauczył.

Gdy się tedy tak wsławił i wielkim u ludzi został, porwany jest na biskupstwo Nizybeńskie i w ojczyźnie swej urząd on duchowny przyjąć, choć nie rad musiał. Odmieniwszy tedy nie z chęcią ono pustelnicze życie, a do innego się z ludźmi sposobiąc, potraw swych i szat nie odmieniał; miejsce było inne, ale żywot przedsięwzięty tenże był. Przybywało mu pracy daleko więcej niżeli pierwiej, bo do postów i na ziemi legania, i włosiennicy którą wdziewał, przystąpiło staranie o ludzkich potrzebach. Musiał myślić o wdowach i wyżywieniu sierót, i o tych, co krzywdy mieli, albo czynili; wszystkich do dobrego przywodząc i wszystkim pomocnym być chcąc. Ci co ten urząd na się biorą, a czynić mu dosyć chcą, wiedzą co to za praca, a zwłaszcza temu, kto się w Panu tym, którego są owce, kocha i jego się boi. A im więcej sobie cnót przyczyniał, tem też większe bogactwa darów Ducha św. odnosił.

Czasu jednego, gdy do jednej wsi albo miasteczka zaszedł, przystąpili do niego ubodzy, (zmówiwszy się z jednym, aby się uczynił umarłym), prosząc o jałmużnę na pogrzeb. A on im dał jałmużnę i modlił się za umarłego, aby grzechy jego odpuszczone, a dusza między sprawiedliwych przyjęta być mogła. Co gdy uczynił, dusza onego zmyślacza z niego wyszła i prawdziwie umarł. A gdy odszedł święty i dziwny człowiek, towarzystwo onemu wstać kazało; ale gdy obaczyli, iż się kłamstwo obróciło w prawdę, biegli za wielkim Jakóbem, padając do nóg jego, a kłamstwa swego przyczynę na ubóstwo składając, prosili, aby im grzech on odpuścił, a umarłego duszę do ciała przywrócił. A on Pańskiej łaskawości naśladując, wysłuchał ich i drugi cud uczynił, modlitwą swoją biorąc i wracając duszę onę. Takim i się zda, iż to podobno dlatego się stało, co uczynił i Piotr ś. gdy kłamcę i kradzieżcę Ananiasza i Zafirę na śmierć dał; bo i ten tego duszę, który kradł prawdę, odjął. Piotr ś. z Ducha ś. poznawszy ich kradzież, karanie na nie dał; a Jakób nie wiedząc co się działo, modlitwą żywot temu, co zmyślał, odjął. Piotr pokaranych onych od śmierci nie wyzwolił; (bo one zbawienne wiary początki srogości potrzebowały) ale ten mając dary Apostolskie do czasu tylko pokarał i znowu pocieszył.

Potem gdy Aryusz przodek i ojciec bluźnierstw na jedynego Syna Bożego i na Ducha ś. język swój na tego, który go stworzył, obrócił i Egipt trwogą nakarmił, Konstantyn wielki, drugi nasz Zorobabel, (bo on wszystkichwiernych z niewoli wywiódł i kościół wyniósł), zebrał wszystkie biskupy do Nicei; między innymi był też tam ten wielki Jakób, o prawdę się i naukę zastawiając i z ojcami onymi potępił aryańskie bluźnierstwo.

Wtenczas Nizyba była pod mocą cesarzów Rzymskich; ale gdy Konstantyn umarł, król Perski Sapores, miasto ono wielkiemi wojskami obiegł i długo dobywając, gdy za modlitwą tego Jakóba nic sprawić nie mógł, mocą wielką zastanowił blizką rzekę i puściwszy ją z nawałnością na mury, wnet podebrała woda fundamenta i mury obaliła. Wielki już był wrzask i bojaźń w mieście, wszakże dnia onego woda broniła przystępu nieprzyjacielowi, a w nocy za pobudką i modlitwą ś. Jakóba robiąc wszyscy, przez noc jedną tak wysoko murów podnieśli, iż jezdni i piechota przejść nie mogli. Łacne jednak już było miasta dobicie gdyby się byli ludzie w niem do Boskiej pomocy nie uciekli: bo wszyscy prosili biskupa swego, aby na murach stanął, a na wojsko jaką klątwę puścił. Dał się użyć Jakób, wlazł na mury i widząc niezliczone wojsko, prosił P . Boga, jako drugi Mojżesz, aby na nie przepuścił komary i psie muchy, żeby moc Boską poznali, a od miasta odstąpili. Uczynił tak P. Bóg, uderzyło na nie ono robactwo, tak, iż konie i wielbłądowie ich wodze targając uciekali, a stanowić się nie dali i ludziom wszystkim żądła ich one, dziwnie się stały przykre i niewytrwane. Widząc król niezbożny, iż jego praca
wniwecz się obracała, a wojsko onej plagi od robactw a wytrwać nie mogło, a iż mu się zdało, jakoby na murach widział cesarza w purpurze, który miasta bronił; rozgniewany na tych, którzy mu sprawę dawali, jakoby tam cesarza nie było, przeto pokarał sługi swoje i odciągnął wojsko, uciekając tem prędzej dp swej ziemi. Takie P. Bóg uczynił cuda nad tym drugim Ezechiaszem, a snadź większe, bo już mury upadły a nieprzyjaciel nie przyszedł! coż dziwniejszego być może? I drugiej się rzeczy dziwuję, iż nie prosił Pana Boga, aby je trzaskaniem i gromami, albo ogniem z Nieba odpędził, jako Eliasz uczynił onym pięciu dziesiętnikom, (bo słyszał, co rzekł Pan Jakobowi i Janowi, którzy to czynić chcieli: Nie wiecie, którego ducha jesteście); nie prosił, aby je ziemia pożarła, ale żeby je robactwo trapiło, żeby poznali moc Boską (gdy się tak wielkie i mocne wojsko maluczkim robaczkom odjąć nie mogło) i onego samego prawdziwego Boga.

Taką miał u P. Boga ten człowiek bezpieczność i tak wielkiej łaski dostąpił. Takim będąc aż do końca, a
co dzień w rzeczach Boskich rosnąc, z wielką sławą złożył ten żywot i poszedł na inny. A po jego śmierci król Perski miasto opanował, z którego się wierni wynosząc, wzięli też z sobą i ciało obrońcy i hetmana swego żałując, iż uciekać musieli; ale się weseląc, iż mieli z sobą onego zwyciężcę, który gdyby był żyw, nigdyby moc nieprzyjaciół opanować ich nie mogła. Bogu na wysokości nizki pokłon, przez Jezusa Chrystusa Pana naszego, który z Ojcem i z Duchem św. jest jedynym w Trójcy św. Bogiem królującym, na wieki wieków, Amen.

Obrok Duchowny

Snadź nie  z wielkiej bardzo winy te dziewki święty ten pokarał, iż je siwemi w młodości poczynił. Ale kto się przypatrzy, obaczyć radę Ducha św. może, iż wielkiego wstydu i ostrożności potrzeba panienkom i białymgłowom, które się tą cnotą najwięcej zdobią i ten skarb za najbogatsze posagi mają. A bezpieczność przy płci męzkiej zwłaszcza, zły znak jest czystość. Napisał święty Bazyli: Inne cnoty wnętrznie się tają, ale czystość i wstrzemięźliwość wnet się na twarzy pokaże, we płci panieńskiej zwłaszcza. A największego niewstydu znak jest, gdy się panna i białogłowa na wejrzenie duchownej osoby nie zawstydzi; gdyż  takie wejrzenie wnetże ją do nabożeństwa i wszelakiej uczciwości wzbudzić ma. Niech się i w tem postrzegą, aby głowy  swoje pokrywać jako naucza Apostoł, dla takiego wzgorszenia umiały. Bo te słusznie tak ą siwizną są skarane, które głowy odkryte miały, iż je na potem kryć, wstydząc się onej swej szpetności, musiały.


Ks. Piotr Skarga ,,Żywoty Świętych Starego i Nowego Zakonu na każdy dzień T.II", str. 46-49