ŻYWOT Ś. JAKÓBA APOSTOŁA, syna Zebedeuszówego, z Pisma św. i
Kościelnych History i wzięty.
Chodząc Pan Jezus przy morzu Galilejskiem, ujrzał tego Jakóba w łódce, a on z bratem swym Janem , który potem był Ewangelistą, i z ojcem swym starym Zebedeuszem sieci swoje naprawuje. Nie wejrzał Chrystus Bóg nasz na próżnujących, nie obrócił łaskawości oka swego na weselących sią i świeckiej rozkoszy zażywających; ale na tych ubogich pracowitych w nądzy swej w której sią wiele serc świątych i Bogu tylko znajomych znajduje. A jako dobry rzemieślnik, gdy widzi jaki kamień porzucony i wzgardzony od tych, którzy go użyć nie umieją i na nim sią, do czego przydać może, nie znają, bierze, ociosywa i gładzi, inne piąkniejsze opuszczając; tak Pan Jezus na serce Jakóbowe patrząc, wiedział, jako sią na fundament Kościoła jego ten kamień przydać i na przedniejszem miejscu postawiony być miał. I zawołał na Jakóba temiż słowy, jako na Piotra i Jądrzeja tegoż czasu: Pójdź za mną, nauczą cią lepszego rzemiosła, iż nie ryby ale ludzie łowić bądziesz. Dziwne rzemiosło, którego sią ci uczyć mają, którym opieka dusz ludzkich zlecona jest. Powołany Jakób św. do onej szkoły i nauki łowienia ludzi, nie dał sią takiej myśli z wyciążyć. Porzucić mi pożywienie i chleb mój każe a sam nic nie ma; do nauki mią swej wzywa, a sam nie ma co jeść. Nie widzą dostatku; i fortuny ten żadnej nie trzyma, ubogiego jest rzemieślnika syn; co za pociechą mieć bądą, chodząc za tym, który nie ma gdzie skłonić głowy swojej? a ja już podrosły, jako sią uczyć mam pisma i nauk? a ojca miłego tak starego i matką jako opuszczą? Zwyciążał te myśli i pokusy, i mądrze sobie wszystko uważając, mówił do Jana brata swego: Wielki to prorok, jako słyszą, cuda czyni i zbawienie ludziom, i odpuszczenie grzechów opowiada; tegoć nam najpilniej, bracie najmilszy potrzeba. Iżali nas zabawy świata tego od gniewu Bożego i od srogiego sądu jego wybawią? iżali nas ojciec i brat zastąpi; nie umorzyć nas Bóg głodem przy takim Proroku; a chociaż my prostaczkowie nieuczeni, gdy nas sam woła, pójdźmy zaraz, a nie rozmyślajmy sią, gdy on każe, poruczmy ojca P . Bogu, zostawmy te sieci, łódką jemu, i to ubóstwo, które w domu jest, i tak obadwa nie bawiąc, opuścili świat i wszystko co na nim mieli i mieć mogli, i nadzieją do wszystkiego dobrego na nim mienia wzgardzili, i szli za wodzem i dawcą zbawienia i Nieba; wiącej sobie ważąc rzeczy niewidome wieczne, niżeli doczesne, i dla nich miłości ojcowskiej, i tego, co im przeszkodą jaką do wolnej o zbawienie zabawy czynić mogli, odstąpili.
A najprzód Zbawiciel świata mając innych wiele uczniów, tego Jakóba miądzy dwanaście przedniejszych poczytać raczył, i dał mu imią syn gromu; jako Piotrowi imią dał opoki, iż na nim Kościół swój zbudować miał, tak Jakóbowi dał imią gromu, iż przez niego gromić bałwochwalstwo i grzechy ludzkie karać, a sądem swym straszliwym do prawdy i uznania Ewangelii przywodzić ich miał. Tegoż nad innych uczynił osobliwszym uczniem swoim, którego do rady swej tajemnej przypuszczał; bo jego i Piotra z Janem, innych zaniechawszy, chciał mieć przy wzbudzeniu od śmierci panienki onej, i przy świetnem odmienieniu swem na górze Tabor, gdzie ten Jakób widział chwałą Niebieską Syna jedynego od Ojca i skosztował rozkoszy wiernym zgotowanej; gdzie też widział Mojżesza z Eliaszem na rozmowie Pańskiej, i głos on świadectwa ojcowskiego, iż mistrz za którym sią puścił, był Syn Boski i Bóg prawy, słyszał. O, szcząśliwe oczy i uszy, które sam błogosławił. Jego też miądzy trzem a chciał mieć, gdy sią w Ogrójcu na mąką dobrowolną gotował. Zkąd sią pokazuje, iż to był wielki a przedniejszy Apostoł Pana naszego z wysokiemi cnotami, wlaniem wielkiej łaski Niebieskiej ozdobiony.
Jako Pana swego i cześć jego miłował, pokazuje sią ztąd, iż sią na niecześć jego bardzo gniewał; bo gdy raz w jednem miasteczku Samarytańskiem, Pana Jezusa spracowanego, z drogi na noc przyjąć nie chciano, Jakób z żałości, iż Pan jego odpocznienia mieć nie mógł, i z miłości wielkiej ku niemu, iż mu jakiego wczasu uczynić nie mogli, prosił z bratem swym Janem i Pana, aby im tego dozwolił, żeby kazali ogniowi z Nieba zstąpić i spalić one złe a niewdzięczne Indzie, którym tak wielki Pan zbawienie przynosił. Patrz na wysoką wiarę tego wielkiego Jakóba, nie w tem nie wątpi, iż nie tylko on, którego Synem Bożym być znał, ale oni sami uczniowie jego tak wielki cud na jego słowo uczynić, z Eliaszem się który 150 mężów takim z Nieba ogniem spalił, zrównać mogli. Patrz i na wielką miłość jego ku Panu, o którego się krzywdę tak gniewał. W czem, iż go Pan Jezus karał, mówiąc, nie wiecie którego ducha macie; jam nie przyszedł ludzi tracić, ale ożywiać. Nie zganił słusznego gniewu i nie karał świętej i dobrej miłości ku sobie, ale czas ukazował inszy, jakoby rzekł: Mija zakon srogości starej, a Eliasza w tem naśladować teraz nie potrzeba, gdy Syn Boży z łaską i cichością z Nieba zstąpił na pomoc ludzką, i gotów jest dla zbawienia grzesznych nie tylko takie krzywdy cierpieć, ale i zabitym sromotnie zostać, a cierpliwością i męką, świat i grzechy ludzkie odkupić.
Nie zaniechajmy i onej ochoty do męki i krzyża Chrystusowego, chwalić i naśladować w wielkim Apostole Jakóbie; bo gdy Matka ich od Pana naszego prosiła, aby synowie jej ten to Jakób i Jan w królestwie jego siedzieli, jeden na prawicy, a drugi na lewicy jego, spytał ich Pan, jako już rozumnych a wiedzących, iż do Królestwa jego przez mękę i gorzkość droga jest, jeśliby pić mogli ten kielich, który on pić ma; to jest, jeżeli chcą i obierają sobie nie tylko tę sromotę na ziemi, ubóstwo i poniżenie w którem już byli, ale srogą śmierć dla Boga i prawdy jego. Oni, a ten Jakób zwłaszcza jako starszy odpowiedział, iż chcą ochotnie jego, jako Pana i Mistrza swego, w tem naśladować, a to co i on, tu na świecie cierpieć. Wielka zaprawdę ochota do krzyża Chrystusowego, na którego wytrwanie, jako i o samym Panu mówi Apostoł, królestwo i koronę nieśmiertelną, i wesele przyszłe przedsiębrali. Za onem tedy woli swej na mękę dla Chrystusa ofiarowaniem, otrzymał to sobie Jakób mądry, iż mu Chrystus błogosławił, mówiąc: Kielich mój pić będziesz. O, wielkie błogosławieństwo, większe niźliby był rzekł: Królować ze mną będziesz; bo lepsze jest, jako mówi jeden doktor, z Chrystusem cierpienie, niżeli z nim w Niebie królowanie. Wolałbym z nim być uplwany, niźli od Aniołów uczczony; wolałbym być z nim na krzyżu, niżeli bez niego (jeśli to jest podobno) w Niebie. Błogosławionyś tyś zaprawdę Jakóbie, któryś to słowo usłyszał, święta skwapliwość twoja, którąś był na prawicy Chrystusowej pragnął, która cię do otrzymania takiego przywileju i odniesienia słowa tego przywiodła: Kielich mój pić będziesz, cierpieć dla mnie sromotną śmierć będziesz, i krew na cześć moję przelejesz. Lepsze to słowo, niżeli ono: Wnijdź sługo dobry i wierny w radość Pana twego, bo nie taka się miłość pokazuje ku Chrystusowi, gdy z nim się weselimy, jako gdy z nim cierpiemy; większej czci to słowo godne jest: Pić kielich mój, niźli ono: Siedzieć na stolicy mojej będziesz. Tego słowa i błogosławieństwa pragniemy, bo szczęście nas większe spotkać nie może, nad to, gdy co dla Imienia Bożego cierpiemy. Szczęśliwe serce, które Chrystusa nie dla zapłaty miłuje, a nie tak się na Niebo, jako na jego naśladowanie i zrównanie z nim w nędzy ogląda. To się dziś ziściło temu ś. Jakóbowi, który z ręki Herodotowej ten kubek spełnił, który mu onego czasu, gdy mu go Zbawiciel świata obiecał, nad miód i najsmaczniejszy napój w sercu słodniał.
Po wzięciu Ducha ś. puścił się Jakób ś. do Hiszpanii, tak daleko na połów dusz zabiegając, a mało nie świat wszystek, od wschodu aż na zachód ostatniego kraju ziemi przebiegł. O, jaka chęć do pozyskania dusz i wypełnienia rozkazania Pana swego. Tam wiele robiąc i długo sieci kazania swego, w onem naonczas nie połownem jeziorze mocząc, tylko 9 dusz ułowił. W czem zobacz onę wielką cierpliwość. Bo mu mogły takie myśli przychodzić. I takaż jest, Chryste Boże mój, obietnica twoja? gdzież ono słowo twoje: Szukajcie a znajdziecie? Jam się tak daleko zawlókł, z wielką ciężkością, pracą i niebezpieczeństwem zdrowia mego, a nic nie znajduję; robię, cierpię głód, więzienie, sromotę, a nic nie zyskuję. Sieję z płaczem, a żąć z weselem nie mogę. Czemu mi dzieci nie dasz i synów, którebym przez Ewangelię urodził? czemu na pracę nie wejrzysz ? Zwyciężał wojnę tych myśli i mówił: I tych dziewięciu nie godzienem, bo dla jednej duszy zbiegaćbym chciał wszystek świat, wiedząc, iż krwią Pana mego odkupiona jest, a pragnąc aby mąka Boga mego daremna nie była. A iż dla niewdzięcznych opuszczać sią słowo Boże do opowiadania lepszym nie ma, umyślił sią na niepłodnej onej roli nie bawić; polecając Hiszpanią P. Bogu, a prosząc aby czasu swego rosą łaski swej na ono wielkie królestwo puścił, a siejbie jego napotem błogosławił, modlitwą oną swoją za skarb Hiszpanii zostawując, znowu sią do Jeruzalem puścił.
Nie ciążka mu była drugi raz tak daleka droga dla Pana swego. Tam gorącem sercem, onym zatwardziałym Faryzeuszom i Żydom, wywodząc z Pisma Bóstwo Pana naszego, a iż on jest Zbawiciel świata; gdy go przekonać w nauce i cudom jego przyganić nie mogli, naprawili na niego jednego czarownika i filozofa Hermogenesa, aby z nim gadał, a jego nauką zesromocił. On hardy filozof nabrawszy od żydów pieniędzy, tak sią chełpliwie postawił, iż sam z nim gadać nie chcąc, ucznia tylko swego Fileta posłał, mówiąc, iż nietylko moją, ale i ucznia mego nauką, na placu sią Jakób nie zastoi. Lecz Filetus gadając z ś. Jakóbem, tak jego mową, nie tylko usta zamknął, ale i serce swe skruszył; iż wróciwszy sią do mistrza swego, powiedział, że nieprzekonana jest nauka jego i cuda któremi jej podpiera. I śmiał już radzić mistrzowi swemu, chcąc mu tego wiernie pomódz, aby uczniem Jakóbowym został.
A pyszny on Hermogenes czarami swemi czartów zawołał i trzymać im Fileta, jako związanego na jednem miejscu kazał, tak, iż sią ruszyć nie mógł, i mówił mu: Zobaczże, jeżeli cią ten Jakób wybawi. A Filetus dał znać ś. Jakóbowi o tern, co sią z nim działo; który mu posłał chustką swoją, nauczając go, aby ją wziąwszy, te słowa mówił: Pan rozwiązuje związanych, Pan podnosi upadłych. I gdy to wyrzekł Filetus, wnetże wolnym został, a śmiejąc sią z Hermogenesa, do Jakóba pobiegł i nauczony wiary ś., chrzest przyjął. Tern rozgniewany Hermogenes, poprzysiągł czarty swoje, aby do niego Jakóba i Fileta związanych przywiedli; ale skoro sią do mieszkania Jakóbowego przybliżyli, Anioł je Boży powiązał i dręczył, tak, iż wołać musieli: Jakóbie Apostole Boży, zmiłuj sią nad nami; myśmy z rozkazania Hermogenesa związać ciebie z Filetem chcieli, ale teraz srodze sami związani jesteśmy. A święty rzekł: Ten Anioł, który was związał, niech was rozwiąże, a idźcie przywiedźcie tu Hermogenesa bez obrażenia jego. Co oni wnetże uczynili, i prosili, aby im dozwolił mścić sią krzywdy swej nad Hermogenesem. A Jakób święty ich pytał: Czemuby Fileta nie związali, jako im kazano? oni rzekli: i muchy w domu twoim ruszyć nie możemy. Tedy Apostoł rzekł do Fileta: Pan nasz za złe dobrem płacić kazał; rozwiąż ty Hermogenesa, a wolnym go od czartów uczyń; i tak sią stało.
I rzekł Apostoł do niego już wolnego; Pan nasz poniewolnych sług nie chce, idź gdzie chcesz; a Hermogenes rzekł: Skoro z domu twego wynijdę, czarci mię zabiją, bo wiem jako srogi jest gniew ich, jeżeli mią ty nie obronisz. Tedy mu Apostoł laską swoją, której w drodze używał, w ręce podał, z którą do domu idąc, nic sią nie bał; i zobaczywszy moc Chrystusową, a słabość czartów którym służył, księgi wszystkie czarnoksiązkie zebrawszy, do Jakóba je ś. przyniósł, i padłszy do nóg jego, wołał: Wybawicielu dusz ludzkich, zmiłuj się nademną, nieprzyjaciela twego przyjmij za ucznia twego. Zaczem nauczony wiary, ochrzczony jest, a księgi czarnoksiązkie potracić mu Apostoł kazał, i był wiernym sługą Chrystusowym, tak iż też i cuda Imieniem jego czynił.
Czem bardzo wzburzeni Żydowie, użyli Heroda króla, iż go pojmać i ściąć według woli ich kazał. Na sądzie onym, gdy Jozyas niejaki, który ś. Jakóba do sądu przywiódł, stateczność jego wielką i serce na śmierć nieustraszone widział, wnetże w Chrystusa uwierzył i zaraz z Jakóbem świętym na śmierć skazany jest. Na tej drodze Apostoł ś. jednego powietrzem zarażonego zleczył; a podając szyję Jozyas, żegnał i przepraszał Jakóba, którego on całując i mówiąc mu, pokój tobie, z weselem pod siekierę głowę swoją podali. Ciało jego wzięli uczniowie i z zrządzenia Boskiego do Hiszpanii z nim, do Kompostelli zapłynęli, tam gdzie nawrócenia ludu onego gorąco pragnął i błogosławieństwo siejby swej modlitwę swoją przemożną zostawił; aby tam więcej czynił umarły, aniżeli żywy, i znaczniejszą królestwu onemu czynił z Nieba pomoc, niźli z ziemi.
Co znać aż do tego czasu za jego błogosławieństwem , iż tak w ziemi onej wiara święta wkorzeniona jest i tak mocno stoi, iż też żadne chytrości kacerskie zmieszać i tych złych czasów naszych zwątlić nie mogą. Szczęśliwa Hiszpania, w której i królowie sami pierwiej zdrowia pozbyć, niżeli się samem podejrzeniem kacerskiej, a od Kościoła Rzymskiego potępionej zarazy zmazać gotowi są, za przyczyną twoją wielki Jakóbie, którego grób w tej ziemi uczczony, ze wszystkiego świata nabożne pielgrzymy do siebie ciągnie, i tam niezliczone dobrodziejstwa ludziom Bóg miłosierny daje. Przez Pana naszego Jezusa, który z Ojcem i z Duchem świętym ma w jedności Bóstwa niski pokłon, i chwałę nieustającą od wszystkiego stworzenia na wieki, Amen.
Ks. Piotr Skarga ,,Żywoty Świętych Starego i Nowego Zakonu na każdy dzień T.II", str. 86-89