Lipom, tomo 1. Surius toino 4. EuzoMus lib. 8, cap. 12.
Żył około Roku Pańskiego 290.
Prokop albo Neanias miał ojca chrześcianina z miasta Jeruzalem, ale matkę Teodyzyę pogańskim zabobonom oddaną, która rychło owdowiawszy, syna tego w bałwochwalstwie wychowała i pokłonów djabelskich nauczała. A. iż była rodu senatorskiego zacnego, gdy Dyoklecyan cesarz był w Antyochii, ona tam pojechawszy, syna już dorosłego na posługę jemu oddała. Widząc cesarz młodzieńca udatnego, a męztwo jego i stateczność nad lata w twarzy i postawie pokazującego, uczynił go wkrótce rotmistrzem nad Aleksandryą w Egipcie i tam go posłał, aby chrześciany do ofiar bogom przymuszał, a ten naród, jako bogom przeciwny, tracił. On jako był wolnego języka, rzekł cesarzowi: Słyszałem, powiada, cesarzu, o tych ludziach, iż się kłaniają jakiemuś Synowi Bożemu, którego Chrystusem zowią, a iż twardzi w swem i umrzeć pierwiej, a są nieposłuszni przedsięwzięciu niżeli bogom ofiary czynić wolą, przetoż je trudno do tego będzie przywieść. Dyoklecyan bluźniąc Chrystusa, dobrą mu myśl czynił i przydawszy mu drugą rotę, aby sobie przeciw nim mężnie poczynał, nikogo się nie bojąc, wysłał go do Aleksandryi.
Na tej drodze, dla gorąca wielkiego nocą jadąc, gdy minął Apameę w Syryi, o 3 godzinie w nocy stało się trzęsienie ziemi i straszliwe błyskanie z gromem, które wszystkich zastraszyło; a Prokop słyszał głos z Nieba: Neania, dokąd jedziesz a przeciw komu się burzysz? A on rzekł: Jadę tracić wierzące w Ukrzyżowanego, z rozkazania cesarza, Znowu głos usłyszał: Iżali i ty ze mną walczyć chcesz? A Prokop rzekł: A ktoś ty jest, Panie? nie mogę cię poznać. To mówiąc, ujrzał jakoby krzyż z kryształu i usłyszał głos: Jam jest Jezus ukrzyżowany, Syn Boży. A Prokop powiedział: Nauczał mię cesarz Dyoklecyan, iż Bóg, którego chwalą chrześcianie, żony nie miał, a jako ty Synem Bożym jesteś, albo jeżeli jesteś, czemu cię Żydowie tak zelżyli, potępili i ukrzyżowali? A Chrystus rzekł: Dla narodu to ludzkiego podjąłem , aby grzeszni z mocy djabelskiej wyzwoleni i z potępienia a wiecznej śmierci wybawieni byli. To mówiąc a w niebo wstępując, rzekł: W tym znaku, któryś widział, porazisz nieprzyjaciele twoje a pokój mój z tobą będzie.
Z tej dziwnej a takiej drugiej, jako Paweł św. miał rozmowy, zapalił się miłością ku Chrystusowi Prokop, a pełen wesela duchownego i wiary, tegoż czasu do Scytopolu przyjechawszy, tajemnie jednemu złotnikowi kazał urobić z złota i z srebra krzyż taki, jako widział. Na którym cudownie, okrom rzemieślniczej ręki, trzy się obrazy wyraziły z napisem żydowskim; na wierzchu był napis Emanuel, na stronie jednej Michael, a na drugiej Gabryel. Pytał Prokop, czemuby te obrazy wyrzezał? A on powiedział, iż sam nie wiem, jako stanęły, a gdym je wygładzić chciał, drętwiała mi ręka. Poznał Prokop moc krzyża świętego, i całując go, w drogie płótno obwinął i przy sobie nosił. Skoro do Aleksandryi przyciągnął, prosili go mieszczanie, aby się ich krzywdy pomścił nad Agarenami, którzy mało co przedtem miasto obiegłszy, szkody poczynili i córki ich za żony sobie pobrali; uczynił to Prokop nie mieszkając, a chcąc doświadczyć Chrystusowej obietnicy, wziąwszy krzyż on, udał się za nimi w pogonię i poraziwszy ich wielką klęską, z sławnym tryumfem do miasta, gdzie matka jego jemu
zajechała i mówiła: Dziękujmy bogom, których ja za cię, synu miły, prosiłam , abyć zwycięztwo dali. A on jej rzekł: Dziękujęć, że się za mię modlisz, ale ja z ręki Boga mego, nie od twych fałszywych, mam to zwycięztwo. A ona się zlękła, mówiąc: Nie śmiej tego mówić a jednemu Bogu takich rzeczy przyczytać! Powiedział ś. Prokop: Matko, zwiedzionaś jest a prawdy nie znasz; i szedłszy z nią do jej komórki, gdzie było wiele bałwanów srebrnych, zawołał na nie Prokop ś., Pytam was, bogowie, powiedzcie, kto mi pomocnym był na wojnie? A oni jako słuchu tak i mowy nie mieli, i rzekł: Widzisz, matko, co to za bogowie twoi? A ona rzekła: Iż ich zelżywie pytasz, przeto z tobą nie mówią. Powiedział Prokop ś.; Pytajże ich ty sama z taką czcią, z jaką największą umiesz; co gdy uczyniła, toż było jako z głuchym i i niemymi. A syn odwiódłszy matkę na stronę i złożywszy z siebie szatę, potłukł, podeptał i skruszył bałwany one, a srebro połamane rozdał ubogim i rzekł: Ukrzyżowany mnie dał zwycięztwo, matko.
A niewiasta rozgniewana, nic się na swoję krew nie oglądając, jechała do Dyoklecyana i oznajmiła mu wszystko, żałując się na syna swego. Pisał cesarz listy do Justa starosty Palestyny, aby Prokopa pojmał a do ofiary go bogom przymusił. Uczynił tak Justus, a nie mogąc go słowy żadnemi zmiękczyć, (bo się Chrystusowym sługą wyznawał, a na męki wszystkie gotowym stawił) związanego do Cezarei miasta posłał. Ta jest Cezarea, którą Philippi zowiemy, którą pierwiej turris Stratonis et Peneadae zwano, z którego miasta była niewiasta ona krwią płynąca, od Zbawiciela zleczona, jako czytamy w Ewangelii, gdzie też był obraz Pana naszego od niej postawiony. Tam stawiony na sąd Prokop ś.; gdy ofiar czynić nie chciał, starosta Justus zawiesić młodzieńca i drapać ciało jego kazał tak bardzo, iż mięso z niego jako woda płynęło, a człowieczej osoby znać na nim nie było, same tylko kości zostawały. Płakało nad nim wiele pogaństwa, żałując jego lat młodych i urody. A on im mężnie mówił: Nad sobą samymi płaczcie, gdyż ci godni politowania, którym wieczny bez końca ogień po śmierci zgotowany jest; i podnosząc oczy w Niebo, mówił: Boże! wodzu i światłości błędnych, posil mię ku pohańbieniu nieprzyjaciela a ku podwyższeniu Imienia majestatu twego. A gdy się zmęczyli kątownicy, kazano świętego do ciemnicy wrzucić.
Terencyusz stróż zmiłowawszy się nad nim, siana mu posłał, na którem leżał; ale dana mu jest z Nieba lepsza ochłoda, bo o północy, gdy strzęsła się ziemia, wszystkich więźniów okowy opadły, drzwi się otworzyły i weszli dwa młodzieńcy do Prokopa, mówiąc: Patrz na nas! A on się obróciwszy, rzekł: Coście zacz? Powiedzieli: Jesteśmy Aniołowie Boży, od Chrystusa do ciebie posłani. Rzecze Prokop:
Jeśliście jego posłowie, ukłońcie się Chrystusowi, a krzyż jego kładźcie na oczy wasze; tak gdy uczynili, on z pokorą rzekł: O jakom ja niegodzien obecności i nawiedzenia waszego! A to mówiąc, ujrzał w osobie ludzkiej Pana Jezusa, który go posilił i znaki bytności swej, na duszy wielką pociechę i mężność, a na ciele zupełne zdrowie zostawił; bo tak ciało mu się wszystko wnetże wróciło, iż i jednej blizny znać na nim nie było.
Wywiedziony nazajutrz, gdy się ukazał tak zdrowym, jakoby żadna rana na nim nigdy nie była, ludzi wielka liczba krzyknęła: Boże tego świętego, wspomóż nas! I uwierzyli w Chrystusa. Starosta im serce psując, rzekł: Bogowie go wasi zleczyli, ich to dobrodziejstwo. A Prokop ś. odpowiedział: pójdźmy do kościoła, a dowiedzmy się, który mię wasz Bóg uzdrowił. Rad był tem u słowu starosta i obwołać kazał, iż Neanias syn Teodozyi idzie do kościoła czynić Bogom ofiarę, radowało się pogaństwo a chrześcianie się bardzo smucili. Gdy przyszli przed kościół, rzekł Prokop: Ja sam tam wnijść do bogów mam, bo ja sam ich obraziłem. Tam zamknąwszy się, prosił P. Boga, aby się wszystkie bałwany na Imię jego Boskie straszliwie skruszyły i jako woda rozpłynęły; a czyniąc krzyż na powietrzu, rzekł: Bójcie się niemi bałwanowie Imienia Boga mego i w wodę się rozpłyńcie; wnet się tak stało, bo 30 bałwanów w niwecz się roztopiło. Widząc to, lud krzyknął: Boże chrześciański, wspomóż nas! A starosta do więzienia w rzucić Prokopa kazał, do którego dwie roty żołnierzów przyszli, prosząc, aby je uczynił chrześcianami. A on z nimi za dozwoleniem Terencyusza stróża, w nocy szedł do Leoncyusza biskupa i tam ich biskup nauczył i ochrzcił, Ciałem i Krwią Chrystusową nakarmił.
Nazajutrz sędzia dowiedziawszy się, iż w Chrystusa owe dwie roty żołnierzów uwierzyły, wszystkich pościnać i z dwoma rotmistrzami Nikostratem i Antyochem kazał. Szli pod miecz wierni żołnierze jako pod koronę, i za krótki czas Królestwa nieskończonego dostali. Potem do Prokopa przyszło do więzienia niewiast zacnych 12, mówiąc: I my też jesteśmy sługi Ukrzyżowanego. Gdy oznajmiono to staroście, posadzić je z nim kazał. Tam je święty posilał i nauczał. A one do sądu wywiedzione, mężnie Chrystusa wyznawały, za co pierwej je bić rózgami starosta kazał, potem zawieszone na drzewie ciągniono i palono ogniem boki i pachy ich, i piersi ich rzezano, a one za pociechę miały modlitwę do Chrystusa. Starosta zaś śmiał się z nich, mówiąc: Aleć Ukrzyżowany wam pomógł? a one rzekły: i bardzo pomógł; bo my niewiasty, z twego się okrucieństwa śmiejemy. Kazał im potem kule ogniste pod pachy kłaść i mówił: A czujecie, iż gorąco? A one wołały: Ty, ty uczujesz ogień nieugaszony. Bóg niezwyciężony pomoc nasza, ktorego ty nie znasz.
Na męki onych białychgłow patrzała matka Prokopa Teodozya, i słysząc cierpliwe a mężne wyznanie Chrystusa z ust ich, rozgorzało się serce jej miłością ku niemu, i nieomieszkając, wzgardziwszy wszystką zacnością i rozkoszami świata krótkiego, skoczyła do nich i Chrystusową się być niewolnicą wyznała. O jako się lud wszystek i starosta zdumiał! a gdy długą rzecz, odradzając jej wiarę w Chrystusa, czynił, usłyszał te słowa: Błądziłam i bluźniłam Boga, Twórcę Nieba i ziemi, dostałam światłości mej Chrystusa Ukrzyżowanego, dla którego wszystko opuszczać i cierpieć gotowa jestem. Tedy ją z innmi Męczenniczkami posadzić do więzienia kazał, gdzie gdy ją syn oglądał, z wielkiem weselem rzekł: Co tu czynisz najmilsza matko? A ona rzekła: Synu mój najmilszy, widziałam , jako i niewiasty cierpiały, i pomyślałam, iż bez wnętrznej Boskiej pomocy uczynić tego nie mogły; przetom się Ukrzyżowanemu, który im siłę taką daje, pokłoniła. A Prokop rzekł: O, błogosławionaś, matko moja i pani moja. I gdy nauczył jej wiary, ochrzczona jest od biskupa Geroncyusza.
A potem posłał po nie sędzia, i po długiej namowie, gdy w idział stateczną, w gębę ją bić, potem czterem biczować, żelazmi ciało jej targać kazał. A widząc, iż nic wymęczyć nie mógł, wstydząc się sam siebie, na śmierć ją przez ścięcie z innemi dwanaście, jednym łańcuchem związanemi, prowadzić kazał. Szły święte Męczennice ja ko na wesele, a żadna z nich łzy nie wypuściła, żadna się do powinnych nie obróciła, ale jako id ą drugie do tańcu i rozkoszy, z tak wesołą twarzą szyją pod miecz poddawały. Potem wywieść Prokopa starosta kazał i mówił mu: Patrz, jakoś wiele dusz potracił. A on rzekł: pozyskałem je Bogu, nie straciłem. Tedy twarz jego żelaznemi rękami drapać kazał; ciekła krew i ziemię polewała, a Prokop stał jak słup, ani skwierknął, ani ruszył się, gdy go żołnierze jako niedźwiedzie drapali, a potem szyję kulam i ołowianemi bili. Lecz gdy nic duszy i serca męczeńskiego nie dotknęło, a jednakim zawźdy zostawał, pohańbiony będąc sędzia, dał świętego do ciemnicy, w której on pilnie Chrystusa prosił, aby Imię święte jego do końca w niem było wsławione, ażeby wiara chrześciańska słynęła, a nieprawda pohańbiona zostawała.
Gdy myślił starosta, coby na niego za mękę jeszcze znaleźć, zdjął go wielki gniew tak, iż dnia onego do żadnego nic nie przemówił, a z tęskliwości i z smutku, że swego przywieść a góry mieć nad Prokopem nie mógł, wpadł w gorączkę i skłaniając się na karanie Boskie, sprośną duszę, na wieczne męki prędką śmiercią oddał. Rozszerzyła się tem chrześciańska sława i wiele mężów i niewiast Chrystusowi się oddało. Po śmierci Justa onego, posłany jest z tegoż narodu Włoskiego na starostwo Palestyny Flawianus, jeszcze niźli Justus okrutniejszy, który przyjechawszy do Cezarei, dowiedział się o takim więźniu i postawionemu przed sobą kazał ofiary Bogom czynić. Ale Prokop ś. jako nowemu sędziemu długo wywodził, co to za bogowie ich i zkąd je wzięli; a jako jeden Bóg jest pokazował z pism pogańskich i doktorów ich, Trysm egista, Sokratesa, Platona, Arystotelesa. A iż Syn Boży ucierpieć miał dla zbawienia ludzkiego, wywodził z ksiąg Sybilli, które wszyscy poganie za święte i prorockie mają. Ale gdy nie pomogło upornemu, który mu ofiarę czynić kazał, a Prokop się z niego śmiał, ściąć go jednemu swemu żołnierzowi kazał, któremu gdy Prokop ochotnie szyję poddał, ręce katowi zemdlały i zdrętwiały jako słup, tak, iż miecz upuścił i sam na ziemię padł. Zdziwił się bardzo Flawianus i w trącić znowu do więzienia Męczennika kazał. Po sześciu dniach, wywiedziono go znowu i ofiary czynić mu radzono, z czego gdy się śmiał Prokop, rzekł starosta: Rozciągnijcie go, sieczcie i ognia mu na grzbiet nakładźcie; bo głupiemu takiego karania trzeba. A Prokop się z radością na męki podając, a pokazując, jakie miał w Chrystusie ufanie, łajał okrutnikowi, mówiąc: Złoczyńco i głownio wiecznego ognia, grzeszysz przeciw prawdzie, a głupim mię zowiesz? nie widzisz, iż mi to dajesz, w czem się ja kocham? A co milszego być może, jako cierpieć dla Chrystusa? bardziej się boję tego, abyś mię męczyć nie przestał, a tego mię pożytku nie zbawił. A okrutnik rozpalone żelazka i rożenki między rany jego kłaść, a potem solą dręczyć sparzeliny one kazał. A gdy i to wycierpiał, przyniesiono ołtarz i na nim węgle ogniste, ściągniono na ogień rękę świętego, na którą kadzidła nakładali, iż gdyby jej dla boleści umknął, a kadzidło w ogień wpadło, rozumieć się miało, iż bogom ofiarował. Lecz mężny Prokop w ogniu ręki nie ruszał, a kadzidło się ognia nie dotknęło. Patrzący na to zdumiewali się, błąd tajał, wiara się sławiła, Chrystus się uwielbiał, djabeł pohańbiony zostawał. Stał Męczennik z oczyma w Niebo podniesionemi, w zdychając a łzy wylewając na dziękowanie Chrystusowi, i mówił: Ująłeś, Panie, rękę moję i umocniłeś mię. Widząc starosta łzy jego i wzdychanie, mówił: Powiadasz, iż nie czujesz męki, a zkądże te łzy i wzdychanie? Odpowiedział Prokop: Płaczę, nieszczęśniku, zguby duszy twej, iżeś dla cesarza odstąpił Boga i nabyłeś sobie piekła. Zatem znowu go do ciemnicy wieść kazał. Ale gdy rychło potem na nowe go męki wywiódł, zawieszono go za ręce, a u nóg ielkie dwa kamienie uwieszono, żeby się stawy wszystkie członków jego rozpuściły. A widząc, iż i to skromnie znosił, w piec go rozpalony wrzucić kazał, gdzie skoro znak krzyża świętego uczynił, ogień z pieca wybuchnął i katów popalił, tak iż lud krzyknął: Zgub rychło tego czarownika; bo on wszystko miasto zgubi. Dziwując się starosta, jeszcze go schować rozkazał, a po kilku dniach wydał nań dekret, aby mieczem ścięty był. Wywiedziony na plac katowi rzekł: O jednę cię a ostatnią łaskę proszę: daj mi pierwiej się Bogu pokłonić, potem umrzeć. I czynił na wschód słońca modlitwę za miasto ono, aby straż Boską miało, a w nim się Chrystusowa cześć rozszerzyła; żeby błędy ustały, wdowy, sieroty, ubodzy i chorzy żeby pocieszeni zostawali. Potem szyję podał i odniósł wieniec nie więdniejący i cześć Anielską, w chwale i śpiewaniu świętych, gdzie sławny jest Bóg Ojciec, Syn i Duch ś. na wieki wieków, Amen.
Ks. Piotr Skarga ,,Żywoty Świętych Starego i Nowego Zakonu na każdy dzień T.II", str. 13-17