On, który w zapalezywości Bożej, świat niezbożny głodem morzył, ogień z Nieba na złe spuszczał, fałszywe proroki i heretyki gubił, króle karał, umarłe ożywiał, sam jeszcze do tego czasu w ciele nie umarły, przez 2000 lat i dalej żyje, wielki Prorok Eliasz, żywota swego wyczytaniem, dziwnej nas w Bogu rozkoszy nabawi; i jego niewypowiedziane cnoty, a niesłychana z P . Bogiem bezpieczność, wiele nas zbudować może. Jedno dla pojęcia łacniejszego, co się przed nim działo, przypomnieć się musi; bo mi się rzecz zda taka, która dla dzisiejszych czasów i ludzi, z pożytkiem się przełożyć i przypomnieć może. Salomonowe odstępstwo od P. Boga, i bałwochwalstwo jego, tem P. Bóg sprawiedliwy karały docześnie, iż od jego syna i potomków jego większa część królestwa odstąpiła, i państwo ono wielkie, na dwóch się królów rozdzieliło. Jeszcze był żyw Salomon, gdy P. Bóg posłał Proroka Aiasza Sylonitę do niejakiego Jeroboam a ubogiej wdowy syna (którego był Salomon widząc męztwo i dowcip jego, poborcą uczynił), oznajmując mu to, iż go uczynił P. Bóg królem nad 10 pokolenia, a dwoje zostawi królom z potomstwa Dawidowego przy Jeruzalem dla Dawida sługi swego; wszakże tym sposobem, aby słuchał P. Boga, jemu służył, a pełnił przykazania i wolę jego. Ziściło się to po śmierci Salomonowej, i postanowiony jest Jeroboam na królestwie Izraela, to jest nad 10 pokolenia albo powiatów; ale jednak lud on, choć państwem świeckiem innego miał króla, ale nie mógł mieć innego Boga, ani innego Kościoła, jedno który był w Jeruzalem , ani innych kapłanów i nabożeństwa innego, tylko to, które P. Bóg w lewitach postanowił; i trwało to przez kilka lat, iż lud pod Jeroboamem jednęż miał służbę Bożą, kościół i kapłany w Jeruzalem (lubo pod różnymi królami), gdzie czasów swych na ofiary wedle Zakonu chodzili. Smakując Jeroboam onego panowania, a sercem do niego świeckiem, i cześć próżną miłującym przystając, a bojąc się, aby go kiedy nie utracił, opuściwszy P . Boga, od którego je miał, i który go w nim zatrzymać mógł, gdyby był pełnił wolę jego, puścił się za wymysłami swemi, i świecką głupią mądrością, myślił tak sobie: Będzieli lud mój chodził do Jeruzalem, czynić ofiary P. Bogu, obrócą się znowu do króla jednego narodu Dawidowego, a mnie zabiją; i znalazł sobie taką radę: Uczynił im inne bogi zrobione ze złota, i postawił jednego w Betel, a drugiego w Danie, i począł lud do swej woli, którą kacerstwo podaje, skłonny zwodzić i nauczać, fałszywie mówiąc: To są, bogowie twoi Izraelu, którzy cię wywiedli z Egiptu. Nie trzeba wam do Jeruzalem chodzić, ani Zakonu tak ciężkiego nosić; tu bogowie twoi, którzyć nie bronią czynić tego, coć się podoba. I tak wynalazca kacerstwa i odszczepieństwa dla swego świeckiego panowania, duszę tracił, jedność Kościoła świętego rozerwał, bałwochwalstwo wszczepił; i kapłany one, z pospólstwa i podłych ludzi, którzy nie byli z rodu i następowania Aarona, za kapłanów im naczynił, i sam, kiedy chciał, kapłanem był. Toć jest ojciec heretyków, którzy dla sławy albo zalecenia rozumków swych, albo dla której świeckiej czci i pożytku, Kościoła świętego jedność targają, a odrywając się od jednej powszechnej wiary, nigdy do jednej nie trafiają, ale wiele wiar i sekt czynią. I nie mogą nigdy mówić, owo Bóg twój, jedno owo bogowie twoi, owo wiary twoje; a jednej wiary i Boga jednego, tacy nigdy mieć nie mogą. Ci są, co sobie czynią wiary, i kapłany wedle woli swojej, którzy sukcessyi i mocy na kapłańst o od Apostołów idącej nie mając, sami się kapłanami czynią, i drugich, kiedy chcą i jako chcą, i z ręki świeckiej, taką moc, jakiej nie mają, to jest świecką, na rzeczy duchowne biorą. Karał P. Bóg tego złoczyńcę tak przeklętego Jeroboama, tem, czego się bał; bo nie tylko z domu jego królestwo ono wyszło, ale gdy syn jego Nabab nastąpił, w zburzył się na niego Baasa poddany jego, i wszystek dom aż do szczętu wybił i wytracił. Na to nieszczęsne królestwo inni następowali, a jednak każdy w zaczętem onem od Jeroboama odszczepieństwie od Kościoła Bożego, i w kacerstwie bałwochwalskiem
trwał, i lud w onym błędzie potwierdzały a nie było żadnego z nich, któryby się w onem zaczętem od Jeroboam a kacerstwie upamiętał. Zabijali oni heretycy królów swoich często, i jeden drugiego z państw a spychał, a okrutnie z potomstwem gubił, i wszystkie złości w onych ludziach kwitnęły, aż gdy przyszło królestwo do Achaba, tam się już niecnota gorsza pokazała, a złość i grzechy z brzegów wylały. Nad wszystkie króle przeszłe, Achab ten bardziej obrażał P. Boga, brzydząc się wzywaniem Imienia Pańskiego, i sługami jego; i wziął za żonę Jezabelę, córkę króla pogańskiego z Sydonu, której się radzić dał, i która wszystkę wiarę świata, kapłany i Proroki Boże traciła, a swe bałwochwalskie po wszystkim świecie rozmnażała.
W one złe a nieszczęśliwe czasy, dał P. Bóg wielkiego i cudownego Eliasza Proroka, chcąc lud jeszcze przy służbie swej zatrzymać, a Kościołowi swemuw onem prześladowaniu pomoc dać. Z podania starych kościelnych doktorów, pisze o nim Epifaniusz biskup z Cypru, i toż kładzie Symeon Metafrastes, iż był z pokolenia Aaronowego kapłan, a urodził się w Arabii; i w ten dzień, którego się urodził, widział ojciec jego mężów w białych szatach, a oni w ogniu onego syna jego nowi urodzonego wiążą, i ogniem go karmią. Co był znak gorącego serca jego ku Bogu, i gorliwości wielkiej ku czci jego; a iż ognia na cuda, które potem czynił, używać miał. Ten z młodu mając święte między kapłanami
wychowanie, udał się na życie powściągliwe i czyste, chcąc w dziewictwie bez żony służyć P. Bogu; na którego skarbu zachowanie, na puszczy więcej żył, i w onym anielskim żywocie, a bogomyślności, na wielką się łaskę Bożą, i bezpieczeństwo z Panem , i śmiałą a mocną modlitwę zdobył. Ten gdy słyszał o niezbożności tak wielkiej tego złego króla Achaba, o okrucieństwie żony jego, i o sprośnych grzechach, w których za przykładem złych panów lud pospolity brodził, frasował się, płakał i narzekał przed P. Bogiem, żałując czci jego, i utraty dusz tak wielu, i w modlitwach swych prosił, aby im dał upamiętanie i powstanie; ale gdy widział upór ich i serce twarde, śmiał prosić P. Boga, aby złe one ludzie na ciele docześnie karał, żeby się upamiętali, a dusz swoich nie tracili. Lecz P. Bóg nie skwapliwy, przewłóczył pomstę swoję, a on widząc, iż tak bardzo jest łaskawy, a ku złym cierpliwy Pan, z wielkiej miłości czci jego; i z uprzejmego ufania, które miał w nim, rzekł: Panie, tyś bardzo miłosierny nad tym i złymi ludźmi, a karać ich o zelżywość twoję nie chcesz; proszę, daj mi tę moc, abym je ja sam karał, jako chcę, wszak się rychlej do ciebie nawrócą. Wielka to była bezpieczność ludzka z P. Bogiem, ale większa ludzkość Boska z człowiekiem; uprosił onę moc Eliasz, i zlecił mu P. Bóg sąd i sprawiedliwość swoję Boską. Tedy przyszedłszy w oczy Achlabowi królowi, i do żony jego okrutnicy, upominał, a karał złość ich; i rzekł nakoniec: Żyje P. Bóg Izraelski; przed którym stoję, iż deszczu i rosy przez te lata nie będzie, aż gdy ja każę, a głód wielki na królestwo twoje puszczę; a tak się stało: Roku onego deszcz nie postał, i poginęła wszystka praca ludzka i nadzieja w polu, rzeki wysychały, i bydło paszy nie miało, a głodem wszystkie strony i okoliczne pogańskie państwa skarane są, tak wielkim, iż i na króla i dom jego było ciężko.
Czekał Eliasz, aby się cudem onym król i z domem swym upamiętał, i zobaczył, iż to był prawy Bóg, od którego Eliasz mówił, i który mu tę moc dał na zamknienie Nieba i puszczenie takiej plagi, ale to nic twardemu sercu złych, jako Faraona onego, nie pomogło. A P . Bóg, którego się miłosierdzie
złością ludzką nie króci, gotów był już dać deszcz, by jedno był Eliasz chciał, widząc ludzką nędzę wielką. Do czego chcąc dać powód Eliaszowi, samego też głodem doznawał. Lecz Eliasz myślił: Wolę Panie i głodem umrzeć, tylko żeby się chwała twoja u ludzi za takiem karaniem wróciła; abym widział poprawę i upamiętanie ich, jużbym cię o deszcz prosił Widząc P. Bóg wolą jego, nie chciał samego trapić głodem, ale mu rzekł: Idź na wschód słońca, a kryj się u rzeczki Karyt przeciw Jordanowi; tam z niej pić będziesz, a ja krukom rozkazałem, aby cię tam karmili. I nie opuścił P . Bóg ani trapił głodem sługi swego; posyłał mu przez kruki chleb i mięso dwakroć na dzień. Dziwował się Eliasz zkąd krucy tak piękny chleb i mięso tak dobre biorą; a jako sami obżartszymi nad ptaki inne będąc, mięsa onego nie zjedzą; a iż mu dwakroć na dzień to czynią, wtenczas, gdy inni ludzie głodem umierają. Lecz znając wszechmocność i dobroć Pańską, nizki jemu pokłon, za takie obmyślanie o słudze swoim czynił.
A gdy potem rzeczka ona, dla wielkiego upalenia ziemi, wyschła, chcąc P. Bóg jednej ubogiej, ale nabożnej wdowie w Sarepcie Sydońskiej dobrze czynić, posłał Eliasza do niej, mówiąc: Idź tam a tam, rozkazałem jednej wdowie, aby cię żywiła. A przychodząc Eliasz do bramy Sarepty, ujrzał niewiastę ubogą, obszarpaną, bladą i wychudłą, która zbierając trzaski, dwa drewna niosła; poznał, że to być miała jego dobrodzika. Mógł sobie myślić: Czemu mię ten Pan mój, do jakiego bogatego pana, który ma stare zachowane gumna, nie posłał? iżali ta mię żywić ma, co nie ma nic, a jako widzę, od głodu sama umiera? Ale znając jako P. Bóg na pokazanie mocy swej, czyni z małych rzeczy wielkie, i z niepodobnych u ludzi, u siebie łacne, czekał z wiarą wielką, co będzie. I nie śmiejąc niewiasty onej o chleb prosić, od łacniejszej rzeczy począł, chcąc doznać ochoty serca jej ku ubogim i podróżnym; zawołał tedy na nię: Proszę, przynieść mi trochę wody, abym się napił. A ona widząc człowieka postronnego, i czcigodną twarz jego, i na szatach ubogiego, z jałmużny i politowania nad nim, biegła dla niego po wodę; Gdy widział miłe i litościwe serce jej Prorok, ważył się o chleb prosić mówiąc: Jeszczemci nic nie jadał, a woda mi bez jedzenia zaszkodzić może, i dawno już chleba nie miałem; proszę przynieś mi kęs chleba przekąsić; a niewiasta ubożuchna nie rzekła: Nie dam, ale powiedziała jako było w samej rzeczy: Żyje, prawi, P. Bóg twój, iźci nie mam, jedno garść mąki, a trochę oleju, otóż już dziś ostatek wypiekę sobie i synowi mojemu, i na to te dwa drewna niosę, a zjadłszy to, już od głodu śmierci czekać będziemy. A Eliasz widząc wielką i miłosierną jałmużnicę, iżby była rada i krwi swej dała ubogiemu dla Boga, błogosławił jej imieniem Pańskiem, i doznawał jeszcze jej wiary, mówiąc: Nie bój się, głodem nie umrzesz, jedno uczyń tak, jakoś rzekła; ale pierwiej mnie ubogiemu uczyń jałmużnę, a z tej mąki przynieś mi upieczony podpłomyczek, a potem sobie i synowi twemu uczynisz; a to mówi P. Bóg Izraelski: Mąki tej z pudełka nie przebierzesz, i oleju twego ze dzbanuszka nie ubędzie, póty, aż P. Bóg da deszcz na ziemię.
Uwierzyła słowom onym dziwnego nabożeństwa i wiary wielkiej niewiasta, uczyniła tak, jako rzekł; i od Onego czasu z pudełka, jako ze młyna mąka się jej sypała, a przejeść jej z gościem swoim Eliaszem i synaczkiem nie mogła, oleju także przez wszystek czas głodu stawało. Tak P. Bóg jałmużnę nagrodził, a nadzieję swoich i wiarę wypełnił. Przemieszkiwał u wdowy onej Eliasz, i trafiło się, że jej syn umarł; o jaka pokora onej matki! śmiała mówić Eliaszowi: Widzęć ja ciebie świętego człowieka, miałam się w życiu poprawić, a P. Bogu więcej służyć z nauki twojej; a iżem tego nie uczyniła, oto mię P. Bóg za grzechy moje skarał na synaczku; jeżeli mi go nie ożywisz, jakobyś mi go sam zabił; gdyż cię nie na szkodę, ale na pociechę moję Bóg do mnie posłał. Tedy Eliasz wołał do P. Boga mówiąc: Iżali P. Boże mój tę wdowę, która mię jakokolwiek żywi, tak zafrasować masz? jakoby rzekł: Jej jałmużna niech to u ciebie zjedna, abyś ją pocieszył. Pożywienie ono przypisał wdowie pokornej Prorok, a oto przystojniej je sobie przypisać miał; bo przez niego, i dla niego więcej ono cudo P. Bóg na mące i oleju czynił, i on ją żywił, nie ona jego. Tak wszędzie pokora święta znaczna jest, a jałmużna wielkie rzeczy jedna; jako też i onę Dorkę w dziejach Apostolskich ożywiła. Wziąwszy tedy umarłego onego syna święty Prorok, rozciągał się nad nim trzykroć, i wołał do Pana mówiąc: P. Boże mój, proszę aby się wróciła dusza dziecięcia tego w ciało jego, i wysłuchał go P. Bóg, iż dziecko ono ożyło.
A po trzech leciech przyszedł czas, iż już deszcz P. Bóg dać miał na ziemię, i uczynić tego bez Eliasza, któremu ono był karanie zlecił, nie chciał, aby się ziściło, co rzekł przed Achabem: Nie będzie deszcz, aż gdy ja każę; i kazał mu P. Bóg iść do Achaba króla. Już król bydła nie miał czem żywić, i sługę starszego swego Abdyasza posyłał w jednę stronę, a sam szedł w drugą, szukając około rzek jakiej trawy dobytkom. Abdyasz ten na dworze jego był święty, i Bogu wierny człowiek, który sto kapłanów Pańskich skrył przed mieczem Jezabeli królowej pani swej, i żywił je chlebem i wodą w jaskini jednej. A Achab już po wszystkich stronach kazał był szukać Elia-sza, aby u niego onę plagę głodu w ielkiego
odprosił;przetoż gdy mu Abdyasz, z którym się był pierwiej spotkał, o Eliaszu powiedział, wyszedł przeciw niemu król, i śmiał go spotkać słowami onemi: Ty to jesteś, co takie zamieszanie czynisz w Izraelu? A prorok mu odpowiedział: Nie ja, prawi, zamieszanie czynię, ale ty i dom ojca twego, iżeście opuścili P . Boga, a udaliście się za Baalem, uczyń, coć każę, zwołaj lud wszystek na górę Karmelu, i niech tam staną fałszerze twoi prorocy, których jest 850, które żywi Jezabel, a ja się tam z nimi dysputować i gadać o wierze a Bogu prawym będę; uczynił tak Achab, pragnąc od dalenia głodu onego. A Eliasz takie kazanie do ludu miał: Czemu chramiecie na dwie strony? Jeżeli Baal bóg, idźcie za nim; a po tem poznacie, który jest prawy Bóg. Otom ja jeden został Prorok Pański, wyście towarzyszów moich pozabijali, a proroków Baalowych jest 850; dajcie mnie wołu do ofiary jednego, a im drugiego, a nie dajcie nam ognia; na czyję ofiarę padnie z Nieba ogień, i spali ją, tego za Boga miejcie. Podobała się ta rzecz wszystkim; kazał tedy pierwiej sługom Baalowym czynić onę ofiarę, czynili, wołali, biegali około onego wołu i ołtarza swego, prosząc o ogień; rznęli się i krwawili krzycząc: Baalu, wysłuchaj nas, lecz nic nie wywołali; i śmiał się z nich Eliasz, mówiąc: Podobno Wasz bóg śpi, albo gdzie pojechał, wołajcie głośniej; i odeszli ze sromotą. A Eliasz nagotowawszy ołtarz, i położywszy na nim ofiarę, kazał trzykroć wszystek ołtarz i mięso ono wodą zlać; a pokornie, padłszy na modlitwę, wołał do Pana swego: P. Boże Abrahama, Izaaka i Izraela, pokaż teraz, iżeś ty jest Bóg Izraelski, a iżem ja jest sługa twój, i tom wszystko z rozkazania twego uczynił; i spadł zaraz ogień z Nieba i spalił ofiarę, i wodę około niej Wysuszli. Co widząc ludzie wszyscy, obrócili serce swoje do Pana Boga prawdziwego, i odstąpili Baala mówiąc: Pan jest Bogiem, Pan jest Bogiem. Szczęśliwa ofiaro, któraś tak wiele ludzi pozyskała: szczęśliwe staranie i karanie twoje, wierny sługo Boży Eliaszu, które taki skutek wzięło. I zaraz Eliasz porwać kazał onych 850 fałszerzow heretyckich, i wszystkie aż do jednego pozabijał nad rzeką Cysson; a potraciwszy onych duszorozbójców, dopiero prosił Pana Boga, aby dał deszcz na ziemię, a wybawił od głodu lud skruszony; i w skazał do króla: Jedz i pij rychło, a ujeżdżaj, bo bardzo zmokniesz. Spadł tedy wielki deszcz i ożywił ziemię, po onym pierwszym deszczu łaski Bożej, który spadł na serca ludzkie, za ofiarą jedynego Syna Bożego, która się tam znaczyła, i która ludzkie dusze ożywiała na uznanie Boga prawego. A Eliasz puścił się z Achabem królem, i pieszo przed nim biegł do miasta Jezrael.
Tam o nim słysząc Jezabel, zatwardziała w złości, i którą one cuda nic nie wzruszyły; wskazała do niego, iż cię jutro zabić każę. Z ludzkiej krewkości przeląkł się Prorok, i uciekał, gdzie go oczy niosły; a zostawiwszy sługę albo towarzysza swego w Bersabei, sam się puścił w puszczą i osiadłszy pod jałowcowem drzewem, prosił o śmierć Pana Boga, mówiąc: Dosyć się na świecie nażyłem, weź duszę moję Panie, iżalim ja lepszy, niżeli ojcowie moi? nie iżby w nędzy dla Pana Boga, i w onem dla niego prześladowaniu tęsknił, ale iż na taką złość ludzką, i krzywdy Boga swego, na bluźnienie imienia jego, i takie kacerstwa patrzyć nie mógł. Znośniejsza mu była śmierć, niżeli one zelżywości Imienia Bożego. I w tej modlitwie Eliasz zasnął, w ochłodzie pod onym jałowcem; gdzie przyszedł do niego Anioł, i obudził go, mówiący Wstań, a pożywaj; i ocuciwszy się, ujrzał chleb i kusz wody, jadł tedy, i znowu zasnął. Powtóre Anioł przyszedł, i obudził go, mówiąc: Jedz, bo daleką drogę masz; wstał, jadł i pił, a przez dni i nocy 40 pościł, onym chlebem umocniony, i przyszedł aż do góry świętej Horeb. Tam mieszkał w jaskini, i widział Pana w cichuchnym wietrze; przed którym zasłoniwszy płaszczem twarz swoją, wyszedł z jaskini. Gdzie głos Boży stał się do niego, pytając go: Co tu czynisz Eliaszu? A on się uskarżał przed Panem swym mówiąc: Zapalczywość mię wzięła o P. Boga Zastępów; oto synowie Izraelscy opuścili umowę z tobą, i popsowali ołtarze twoje, i Proroki twoje mieczem wybili, a ja sam zostałem, i mnie też na śmierć szukają. O piękna żałości tego męża, i szczęśliwy frasunek jego, nie o to; iż go na gardło szukają, narzeka, swej krzywdy zapominając, Boskiej czci żałuje, i grzechów ludzkich tak wielkich. Tam cieszył Pan Bóg smutek jego on wielki i święty, nie tem (bo tego nie czekał), aby go z ręku nieprzyjaciół jego wyrwać miał (bo o to nie prosił), ale tem uspokoił sługę wiernego, iż mu o siedmiu tysiącach, to jest o pewnym i wielkim poczcie ludzi na ziemi powiedział, którzy chwalą jego Imię święte, a Baalowi się nie pokłonili. Dopiero się ucieszył wierny miłośnik czci Pana swego, gdy usłyszał o takich towarzyszach na ziemi, którzy mu pomagali pokłonu i służby Boga prawdziwego, i kazał mu Pan Bóg króla innego imieniem Jehu uczynić, na miejscu Achaba złego, który odszczepieńców onych i Proroki ich fałszywe pokarać miał; kazał mu też miasto siebie, postawić Elizeusza na urząd prorocki; i szedł Eliasz tam, gdzie go Pan Bóg posyłał.
Potem Achab król w złości swej trwając, pragnął winnicy Nabotowej w mieście Jezrael, i wskazał do niego mówiąc, aby jej ustąpił, iż mu przyległa, chcąc mu dać inną za nię, albo chcąc ją zapłacić. Na co, wymawiając się Nabot, odpowiedział, iż to jest dziedzictwo mnie od przodków zostawione. Łakomy król rozgniewał się, i nie jadł; a Jezabel żona jego, gorsza niżeli sam, śmiała się z niego, mówiąc: wielka moc twoja, a dobrze rządzisz królestwo Izraelskie. Iżali to rząd i władza nierządnico, brać co cudzego? iżali nie to rząd królewski, aby się każdy przy swem został ? sprośnica tedy ona napisała list do mieszczan Jezrael, pod pieczęcią królewską; aby potwarz włożyli na Nabota, jakoby przeklinał Boga i króla; ażeby go zabili. Posłuchali źli złej, naprawili syny djabelskie, którzy na niego fałszywie świadczyli; i ukamienowany jest. O czem mając wiadomość Jezabel, rzekła do króla: Wstań, a idź weźmij winnicę, której pragnąłeś, boć już umarł Nabot. I gdy szedł brać w dzierżawę onę winnicę, owo mu z rozkazania Bożego zaszedł drogę Eliasz, i wołał na niego, mówiąc: Tak mówi Pan Bóg: Zabiłeś i osiadłeś; na tern miejscu, na którem psy lizali krew Nabotową, twoję też lizać będą. I rzekł król: Iżalim ci co złego uczynił? A Eliasz mówił: Uczyniłeś, boś się dał przedać niewieście na grzech przed Bogiem; przetoż Bóg wygładzi wszystko potomstwo twoje, a Jezabelę żonę twoją psy zjedzą na roli. To słysząc Achab, rozdarł szaty swoje, i ubrał się w włosiennicę, pościł, i spał na worze czyniąc pokutę, a chodził smutno spuściwszy głowę. Tak wiele mogła ona tak mała pokuta jego, iż mu Pan Bóg doczesne karanie ono przewlókł, źe nie za czasów jego, ale za czasów syna jego, ona się kara Boża ziścić miała nad domem jego. Zabity jest potem na wojnie, i krew jego, która była na wóz płynęła, psy lizali; Jezabela też z rozkazania Jehu króla, z wysokiego okna zrzucona jest, końskiemi nogami zdeptana, i na rolę wyrzuconą psy zjedli, i wszystko plemię Achabowe nie długo potem, mieczem jest wygubione.
Syn Achabów Ochozyasz złości ojca swego naśladując, gdy wpadł w chorobę, posłał do Beelzebuba djabła pytać go o zdrowie swoje. Zaszedł posłom Eliasz, i rzekł: Iżali Boga nie masz w Izraelu, iż się do Beelzebuba radzić idziecie? powiedźcież panu swemu; z łóżka, na któremeś legł, nie wstaniesz, ale śmiercią umrzesz. Wrócili się posłowie, i powiedzieli słowa one; a niebaczny król nie ukorzył się Bogu, ale posłał rotmistrza z pięćdziesiąt żołnierzami, aby pojmali Eliasza i przywiedli. Przyszedłszy tedy rotmistrz, mówił do Proroka: Mężu Boży, król kazał, abyś do niego szedł; a Eliasz rzekł: Jeżelim mąż Boży, niech zstąpi ogień z Nieba, a powali was; i wnet na słowo jego tak się stało, pożarł wszystkich ogień z Nieba. Uporny król o tem się dowiedziawszy, drugiego rotmistrza z tąż liczbą żołnierzy po niego posłał, i temu także się z towarzyszami stało: zstąpił z Nieba ogień, i pożarł je. Jeszcze i trzecią rotę takąż posłał, ale rotmistrz już był mędrszy; upadł przed Eliaszem na kolana, i prosił o miłosierdzie. O gdyby takie miał od ludzi Pan Bóg posłuszeństwo, jakie królowie od żołnierzów, którzy na taki ogień szli, iż król kazał choć go w tem słuchać nie mieli! Tak był straszliwszy złym Eliasz, i tak go bronić Pan Bóg i pohańbić nieprzyjaciele swe umiał. Za prośbą tedy onego rotmistrza szedł w oczy królowi choremu Eliasz, i toż mu powiedział, co i pierwiej; radziłeś się czarta, a nie Boga, przeto umrzesz na tern łóżku. I tak się stało, zszedł bez potomstwa Ochozyasz, a brat jego Joram wstąpiwszy na państwo, wprędce, wedle pogróżki Bożej, ze wszystkim domem Achabowym wygubiony jest. A Pan Bóg objawił dziwną i niesłychaną cześć Eliaszowi swemu którego uczcić miał tem, iż go do raju wziąść żywo w ciele miał. Już był przy nim uczeń jego Elizeusz, i wiedział z objawienia Bożego, jako też od innych synów prorockich, którym to Pan Bóg zjawił, iż tego a tego dnia wzięty być miał. Przetoż zostać nie chciał nigdzie onego dnia bez mistrza swego; i będąc obadwa nad Jordanem, a nie mając czółna na przewóz, Eliasz uderzył płaszczem w wodę, i wnet się rzeka rozstąpiła na obiedwie strony, i przeszli suchą nogą. O cudotwórco wielki Eliaszu! czegoś ty nie przywiódł wiarą i bezpieczeństwem twojemu Pana, iż ci, jako Mojżeszowi, i wody powolne były. Skoro przeszli już sam powiedział Elizeuszowi: Proś odemnie, co chcesz mieć, niżeli mię wezmą od ciebie; a on prosił, aby mieć mógł dwojakiego ducha jego. Rzekł Eliasz: o wielkąś rzecz prosił. Gdy idąc rozmawiali, owo wóz ognisty i konie ogniste stanęły między nimi; i wsiadł Eliasz, a wstąpił po mgle w Niebo, to jest, na wysokość. Patrzył na niego Elizeusz, i wołał za nim: Ojcze mój, ojcze mój, wozie Izraelski i woźnico jego; jakoby rzekł: Tyś nosił na sobie Kościół Boży, sprawowałeś go, a broniłeś chwały Bożej; i spuścił mu płaszcz swój Eliasz, a potem go nigdy nie oglądało oko ludzkie. Do dzisiejszego dnia żywy w ciele, z Aniołami ma towarzystwo, tam, gdzie jest chleb żywota, i owoc drzewa na starość. Ten się żywym ukazał na górze Tabor przy przemienieniu Chrystusowem, którego na wielu rzeczach, a najwięcej na tem podniesieniu w Niebo figurą był, i jego będzie przesłańcem do nas, przed dniem onym straszliwym sądu powszechnego. Na którym daj nam Boże godnie stanąć przed sędzią onym nieprzedarowanym, mając owoce pokuty i dobre uczynki miłosierdzia, i miłości ku Chrystusowi, który Bóg jest jeden z Ojcem i z Duchem ś. królujący na wieki, Amen.
Ks. Piotr Skarga ,,Żywoty Świętych Starego i Nowego Zakonu na każdy dzień T.II", str. 284-289