BŁOGOSŁAWIONEGO SZYMONA Z LIPNICY Z ZAKONU BRACI-MNIEJSZYCH ŚWIĘTEGO FRANCISZKA SERAFICKIEGO (18 lipca)
3-go Lipca.
BŁOGOSŁAWIONEGO
SZYMONA Z LIPNICY
Z ZAKONU BRACI-MNIEJSZYCH ŚWIĘTEGO FRANCISZKA SERAFICKIEGO.
Żył około roku Pańskiego 1482.
(Żywot jego wyjęty jest z kronik klasztoru OO. Bernardynów Krakowskich, gdzie był zakonnikiem ).
Święty Szymon urodził się na początku wieku XV w Lipnicy, małem miasteczku przy paśmie gór Karpackich, o mil dziesięć od Krakowa położonem. Rodzice jego byli to poczciwi i bogobojni mieszczanie, i według ówczesnego zwyczaju, po chrześcijańsku wychowali synka swego. Dom gdzie on się urodził, za panowania Władysława IV, na uczczenie jego pamięci przerobiony został na kaplicę.
Szymon od najmłodszych lat stroniąc od lekkomyślnych zabaw, o ile mógł przepędzał czas na modlitwie, a szczególnie przed wizerunkami przenajświętszej Maryi Panny, do której miał wielkie nabożeństwo. Często widywać go można było w poblizkim kościółku, przed Jej ołtarzem jak aniołka klęczącego. Gdy podrósł, rodzice oddali go do szkółki w Lipnicy; a że okazywał nadzwyczajne zdolności i wielką w naukach pilność, posłali go do Akademii krakowskiej świeżo w ten czas założonej. Tam znowu tak się młodzieniec odznaczył, iż po ukończonym zawodzie naukowym, otrzymał stopień Doktora.
Wtedy przybył właśnie do Krakowa święty Jan Kapistran, który wraz ze świętym Bernardynem Seneńskim, zaprowadził w Zakonach świętego Franciszka Serafickiego pierwotną ścisłość reguły. Na kazania tego wielkiego Apostoła, które głosił na rynku, mając przy sobie tłumacza (który na polski język
przekładał to co po łacinie mówił Jan święty), gromadnie schodziła się nietylko ludność miejska, lecz i uczniowie Wszechnicy. Po jednem z kazań jego, wstąpiło od razu do zakonu ojców Bernardynów, których zakładał w Krakowie Jan Kapistran, stu trzydziestu, a niektórzy piszą trzech set uczniów i profesorów Akademii Jagielońskiej, w których liczbie był i święty Szymon.
Przyjąwszy habit świętego Patryarchy Asyskiego, starał się od tejże chwili wstępować w jego ślady. Pokora, ubóstwo, najwyższe posłuszeństwo, nieskalana czystość; oto były cnoty w których z dnia do dnia, coraz wyżej postępował. A widząc, iż niezbędnym do nabycia takowych i ustalenia się w nich środkiem, były modlitwa wytrwała i ostrość życia, ćwiczył się pilnie w bogomyślności i pokutnych czynach. Na wszystkie obowiązki zakonne pierwszy, do chóru nikomu nie dał się wyprzedzić, a niekiedy większą część nocy przebywał na modlitwie. Wierny nabożeństwu do Matki Boskiej, które przyniósł jeszcze ze świata, miał zwyczaj codziennie odmawiać Jej pacierze zwane Offcium Parvum i koronkę. Wigilie Jej uroczystości i czterdzieści dni przed Jej Wniebowzięciem suszył, a w dniach Jej święta, zwykłą włosiennicę którą nosił, na ostrzejszą zamieniał. Często też za to, w objawieniach pokazywała mu się Bogarodzica, niebieską pociechą serce jego napełniając. Dla ćwiczenia się w pokorze, wypraszał zawsze aby mu najniższe w klasztorze posługi przeznaczano: zwykle on sam kloaki czyścił; a że zmysł powonienia miał nadzwyczaj czuły, naumyślnie wchodził aż na dno, aby się w tem umartwiać. Gdy z posłuszeństwa przychodziło mu sprawować urząd przełożonego, poczytywał to za jeden z najcięższych za grzechy swoje, dopuszczonych od Boga krzyżów, i wzdychał za chwilą gdzie od tego bywał uwolniony. Prócz zwykłych zakonnych postów, inne jeszcze ścisłe i częste zachowywał; krwawe dyscypliny kilka razy odbywał w tygodniu, które trwały tyle, ile mu potrzeba było na odmówienie przy nich siedmiu Psalmów pokutnych. Kolczastym żelaznym paskiem na gołem ciele był zawsze przepasany. Gdy go bracia zakonni upominali, iż zbyt surowo z ciałem swojem postępując, odpoczynku mu nie daje, on wskazawszy na grób odpowiedział: „tu ono odpocznie, a teraz niech zarabia na nagrody niebieskie."
Obdarzony znakomitą wymową, na kazalnicy wiele pracował, i mnóstwo dusz Panu Bogu pozyskał. Sław a jego jako wielkiego kaznodziei i świętego zakonnika, pobudziła zazdrosnych przeciwko niemu. Oskarżyli go do władzy Dyecezalnej, jakoby wprowadzał nowości w kościele Bożym, mając zwyczaj po każdem kazaniu, polecać ludowi trzykrotne wezwanie Imienia Jezusowego. Zawezwano go do władzy dla wytłumaczenia się. „Wszakże, odpowiedział Święty, Apostoł Paweł Imię to roznosić kazał pomiędzy narody i króle i syny Izraelskie. Jan Ewangelista więcej niż dwieście razy wymienił je w swojej Ewangelii, a święty Bernard napisał: „suchym będzie pokarm dla duszy, jeśli tem Imieniem nie będzie okraszony," i na koniec w Piśmie Bożem stoi: że każdy któryby tuzywał imienia Pańskiego, zbawion będzie.“ Te słów kilka dostecznemi były na jego obronę. Szymon odszedł z pochwałą od władzy za gorliwość swoję o sławę imienia Jezusowego, a z gorącą modlitwą w sercu i na ustach za tych, którzy z zawiści ku niemu, chcieli mu zaszkodzić.
Po wieloletnich pracach około pożytku dusz wiernych w jego ojczyźnie, święty Szymon żywo zapragnął wylać krew za Chrystusa. Otrzymawszy na to pozwolenie swoich przełożonych, w tym celu udał się do Ziemi świętej pomiędzy pogany. Wszakże, Pan Bóg przyjął jego ofiarę, lecz mu nie w ten sposób dał położyć życie za Siebie. Sługa Boży zwiedziwszy najprzód groby Apostołów w Rzymie, a potem miejsca święte w Palestynie, powrócił zdrowo do Krakowa, a z naocznego przypatrzenia się miejscom, gdzie Syn Boży za nas mękę i śmierć podjął, wyniósł jeszcze żywsze do tych tajemnic nabożeństwo. Odtąd każde kazanie jego, owszem każda rozmowa, rozbudzała w słuchaczu serdeczne do męki i śmierci Zbawiciela nabożeństwo. Także od tej pory przymnożył jeszcze różnych umartwień zewnętrznych, a szczególniej w wewnętrznych się ćwiczył. Zachowywał już tak ścisłe milczenie, iż tylko z koniecznej potrzeby parę słów, i to jak najkrócej mówił, nietylko z klasztoru, ale i z celi ile możności się nie wydalając. Dla trapienia ciała, różne wynajdywał sposoby. I tak: kładł się w miejscu gdzie bracia habity czyścili, i tam od robactwa ponosił istne męczeństwo. A znowu była w zabudowaniach klasztornych sucha studnia gdzie lęgły się roje komarów; niekiedy zdjąwszy habit, tam większą część nocy na ich kąsanie wystawiał się.
Zostawszy magistrem nowicyuszów, ćwiczył ich w cnotach zakonnych, miewając do nich najzbawienniejsze nauki, a na sobie samym przedstawiając wzór najwyższej doskonałości. Upominał ich, aby w kaznodziejstwie nie szukali czego innego jak pożytku słuchaczów, a więc strzegli się wytworności mowy, która dla prostaczków niedostępnemi czyni prawdy ogłaszane. Spytany razu pewnego, jakim sposobem najwłaściwiej jest przygotowywać się na ambonę odrzekł: „módl się, pracuj, rozpaczaj," to jest: proś Pana Boga o potrzebne do tego łaski, czytaj odpowiednie do przedmiotu o którym masz mówić dzieła, i nie ufaj własnym wysiłkom, lecz zakładaj całą skuteczność słów twoich na pomocy Bożej.
Z nowicyuszami obchodząc się z największą miłością, gdy jednak ich przyjmował, tak dalece próbował ich powołania, iż nakazywał każdemu deptać gołą nogą węgle rozpalone: a jeśli który zawahał się, wnet go wydalał z zakonu. Zdarzyło się iż jednemu z nich, w którym wielkiego ducha widział, dozwolił nawet wejść na palące się węgle, po których ten długo chodząc, doznał jak powiadał, takiego wrażenia, jakby po miękkiej murawie stąpał. Pod jego przewodnictwem w nowicyacie, kształcili się święty Jan Duklan, święty Władysław z Gielniowa, i błogosławiony Rafał z Proszowic. Prócz tego wielu innych wielkich sług Bożych, zostawało pod jego kierunkiem duchownym, a między innymi błogosławiony Michał Giedrojć, błogosławiony Stanisław Kazimierczyk, błogosławiony Izajasz Boner, i kilku im podobnych.
Za jego czasów nawiedził Pan Bóg Polskę a mianowicie Kraków, ciężkiem morowem powietrzem, pospolicie dżumą zwanem. Gdy wszyscy nad tą klęską boleli, Szymon widząc jak ona pobudzała ludzi do skruchy i pokuty, nazywał ją Jubileuszem wybranych, którego w końcu i sam dostąpił. Gdy bowiem wśród powszechnego popłochu uciekających z miasta przed morem, nawet niektórzy pasterze trzody swojej odstąpili, Szymon podwajając gorliwości, dzień i noc obsługiwał zapowietrzonych, udzielając im ostatnie Sakramenta i doglądając ich, a szczególnie biedniejszych, gdy wszelkiego dozoru pozbawieni byli. Wśród takowych usług, w czasie kazania w oktawę Nawiedzenia przenajświętszej Maryi Panny, będąc na ambonie, uczuł na lewej łopatce zbierający się wrzód morowy. Pomimo tego dopóki mógł chodzić służył umierającym. Na koniec musiał się i sam położyć, a szóstego dnia choroby
opatrzony świętymi Sakramentami, usnął w Panu odmawiając tę modlitwę: „Przyjdź o! słodki Zbawicielu, wywiedź moją duszę z więzów ciała, a zaprowadź ją na niebieskie gody. Pragnę rozstać się ze światem , a połączyć się z Tobą o! Chryste Jezu."
Umarł 18 lipca roku Pańskiego 1482. W lat zaś blizko dwieście od jego śmierci, po wyprowadzeniu sprawy o cudach dokonanych przy jego grobie i za jego przyczyną, Papież Aleksander VIII cześć publiczną oddawać mu dozwolił.
POŻYTEK DUCHOWNY.
Błogosławione były to czasy, gdzie po jednem kazaniu, dusze wybrane setkami opuszczały niebezpieczne światowe manowce, a poświęcały się w zagonie Panu Bogu na służbę, i w których, jak to widziałeś z żywota dopiero przeczytanego, tak wielu świętych współcześnie krainę naszę zdobiło. Gdy w tak różnych pod tym względem żyjemy czasach, módl się gorąco, aby Pan Bóg wskrzesić
raczył lepsze.
MODLITWA (Kościelna).
W zechmogący wieczny Boże, któryś błogosławionego
Szymona Wyznawcę Twojego,
szczególnemi łaskami w głoszeniu Ewangelii
obdarzyć raczył; spraw miłościwie, abyśmy
dusze nasze tąż nauką którą on głosił karmiąc,
a co Tobie miłem jest spełniając, drogą
sprawiedliwości do niebieskiej ojczyzny szczęśliwie
dojść mogli. Przez Pana naszego i t. d.
Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.
Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna, str. 411-413