6 - go Września.
BŁOGOSŁAWIONEGO CZESŁAWA
ZAKONU KAZNODZIEJSKIEGO.
Żył około roku Pańskiego 1242.
(Żywot jego napisany przez ojca Abrahama Brzewskiego, tegoż zakonu kapłana).
Błogosławiony Czesław pochodził ze starożytnego Odrowążów domu. - Urodził się okolę roku Pańskiego 1185, we wsi Kamień na ślązku, z ojca Eustachego hrabiego na Końskich. Dano mu na Chrzcie świętym imię Czesława, na pamiątkę jednego z czterech braci świętego Wojciecha, w Lubiczu za wiarę przez Czechów zamordowanego.
Z dzieciństwa jego przytaczają następujący szczegół, zapowiadający przyszłą jego świątobliwość. W kolebce był jeszcze, kiedy widząc modlącą się piastunkę i sam oczki wynosił do Nieba i bił się w piersi. Uważano także że gdy się dziecię rozkwiliło, najłatwiej można było je uspokoić zanosząc do kościoła. Gdy wzrastał w lata, coraz wyraźniejsze objawiał dowody pobożności. Małym chłopakiem będąc, zbierał swoich rówienników, miewał do nich jakby kazania, a skoro widział którego swawolącego, gromił go przypominając że Pan Bóg wszystko widzi. Rodzice wychowywali go najstaranniej najprzód w domu, i przydali mu biegłych nauczycieli, którzy już wtedy podziwiali jego niepospolitą pojętność, a szczególnie w rzeczach tyczących się Boga i religii.
Dla wyższego wykształcenia, wysłano go najprzód do szkół w Pradze, następnie .do Paryża, a w końcu do Akademii Bonońskiej, w owych czasach najsławniejszej. Tam otrzymał stopień Doktóra Teologii i prawa kanonicznego, i za pierwszego ucznia uchodził. Lecz pilnie oddając się naukom, nierównie jeszcze większy w pobożności czynił postęp. Tak wtedy w jednym z listów swoich pisał: „Przodkowie moi, poświęcali się zupełnie, dla osiągnięcia zbawienia i zachowania świętej religii ojców naszych: pobożność i powściąganie złych namiętności, oraz inne cnoty były pierwszem ich zajęciem i ozdobą, więc i do mnie należy, dawną ich nazwę nie cieniem osłaniać, ale tym samym blaskiem cnoty rozjaśniać."
Wszakże i świątobliwy ten młodzieniec, od napaści złego ducha wolnym nie był. Zdarzyło się, iż podczas pobytu jego w Bononii, szatan kilkakrotnie nasyłał na niego niegodziwe niewiasty, które go do grzechu przywieść usiłowały, lecz za laską Boską i opieką Matki przenajświętszej do której miał wielkie nabożeństwo, oparł się Czesław mężnie tej piekielnej pokusie. Rzekłszy wtedy sam do siebie: „Czesławie, stłumiaj w sobie w pierwszym zawiązku pożądliwość" od tej pory, zaczął różnymi sposobami trapić ciało i różne zadawać mu umartwienia. Tak go wszyscy znali z nieposzlakowanej skromności, że najrozpustniejsi, w jego obecności nie śmieli wymówić słowa nieprzyzwoitego. Ztąd też co było młodzieży pobożniejszej, wszyscy do niego jako do swego przywódcy się garnęli.
Skoro wrócił do ojczyzny, błogosławiony Wincenty Kadłubek, ówczesny Biskup Krakowski, poznawszy bliżej świątobliwego młodzieńca, skłonił go do wstąpienia do stanu duchownego, uczynił wkrótce potem kanonikiem katedry Krakowskiej, z tytułem Kustosza kościoła Sandomierskiego, i przy boku go swoim trzymał. Zlecił mu zarząd wielkich dóbr do katedry krakowskiej należących, i do załatwienia najważniejszych spraw Kościoła używał. Rod zarządem jego liczni włościanie na ziemiach biskupich zamieszkali, zaznali pomyślności największej, gdyż nie tylko sam obchodził się z nimi po ojcowsku, lecz i wszelkiego nadużycia ze strony zarządzających temi dobrami, nie dozwalał.
Posiadając znaczny majątek ojczysty, i wielkie dochody kościelne, żył bardzo ubogo, a wszystko na ozdoby kościołów i wsparcie ubogich obracał. Codziennie przypuszczał do stołu swojego biednych żebraków, wielu księży ubogich u siebie stołował, kilkunastu młodzieży sposobiących się do stanu duchownego swoim kosztem utrzymywał. Słusznie też, dom jego wielkim dobroczynnym zakładem nazywano.
Kiedy błogosławiony Wincenty Kadłubek, zrzekając się godności biskupiej aby wstąpić do zakonu, wysłał Iwona Odrowąża Prałata Krakowskiego do Rzymu, aby uzyskał na to od Papieża pozwolenie, ten za towarzysza podróży, przybrał błogosławionego Czesława. Przybywszy do Rzymu zastał tam świętego Dominika, który tylko co założył był swój zakon. Zdarzyło się iż był obecnym, kiedy ten Patryarcha cudownie przywrócił życie synowi Kardynała Stefana, Napoleonowi, który spadłszy z konia na miejscu umarł. Iwo, który także na to patrzał, prosił świętego Dominika, aby z nowo założonego zgromadzenia wysłał kilku braci do Polski. Gdy się Święty od tego wymawiał, z powodu iż nie miał braci którzyby po polsku umieli, błogosławiony Czesław, prosił aby jego przyjął do nowieyatu, co też święty Dominik z chęcią uczynił.
Skoro Czesław przywdział suknię świętego Dominiką, okazał się niezwłocznie godnym jego naśladowcą. W posłuszeństwie, pokorze umartwieniu wyrównywał albo i przewyższał najstarszych swoich towarzyszy. W świętem ubóstwie zakonnem, żadnemu wyprzedzić się nie dał. Po kilkomiesięcznej tylko próbie życia zakonnego, za zezwoleniem Papieskiem wykonawszy śluby uroczyste, które przyjął od niego sam święty Dominik, w raz z bratem swoim stryjecznym świętym Jackiem wysłany został do Polski. Błogosławiąc go na drogę święty ich zakonodawca rzekł do niego: „Idź opowiadać pokutę, na odpuszczenie grzechów. Pamiętaj, że kto grzesznika na drogę prawą sprowadzi duszę jego zbawi, a sobie nieocenioną nagrodę w Niebie zaskarbi."
Wracając na ojczystą ziemię, Czesław dopomógł Jackowi do założenia pierwszego w północnej części Europy klasztoru ojców Dominikanów w mieście Fryzaku, i ztamtąd udał się do Pragi, gdzie za wstawieniem się Andrzeja Biskupa, otrzymał kościół świętego Klemensa, i założywszy tam Klasztor Dominikanów, w krótkim czasie m iał pod sobą stu dwudziestu sześciu zakonników. Z tego też powodu i drugi tam klasztor założył, mając nawet i tę wielką pociechę, że Biskup Peregryn następcą Andrzeja, został także Dominikaninem. Święty pracując niezmordowanie na ambonie i w konfesyonale, rozbudził
ducha pobożności w całym ludzie, i znalazło się wiele niewiast, pragnących pod Regułą świętego Dominika życie zakonne prowadzić. Założył więc błogosławiony Czesław i klasztor żeński, do którego wstąpiła Małgorzata, wdowa po cesarzu Henryku, a następnie kilka takichże klasztorów i w okolicy powznosił.
Ustaliwszy w Pradze to zgromadzenie, udał się sługa Boży do Wrocławia, gdzie go poprzedziła sława jego świątobliwości, i gdzie go Biskup Wawrzyniec przyjął jak wielkiego Apostoła, i dał mu kościół świętego Wojciecha, przy którym Czesław założył klasztor Dominikanów. W tem mieście przyświecał on znowu swoją świątobliwością, a w pracach apostolskich niezmordowany, całą ludność garnął do Boga, nawracając grzeszników i zachęcając wiernych do uczęszczania do Sakramentów świętych. Tu znowu i mężczyzn i niewiast tak wielką liczbę do zakonu przyciągnął, że nietylko w Czechach lecz i w Polsce, Morawii, na Pomorzu i na Rusi, wiele pozakładał i męzkich i żeńskich klasztorów. Wśród życia nadzwyczaj czynnego, nie zaniedbywał wielkich umartwień ciała, jakie zwykł był zadawać sobie, a szczególnie od chwili wstąpienia do zakonu. Całe dnie poświęcając na prace około zbawienia bliźnich, większą część nocy na modlitwie i srogiem biczowaniu się trawił, zażywając zwykle snu na gołej ziemi, gdzie go potrzeba spoczynku do tego zmuszała. Zdarzało się też, że po kilka miesięcy nie gdzieindziej nocowywał, jak albo w kościele drzemiąc na stopniach ołtarza, lub w jakim kącie klasztornym. Dbały o jak największą czystość sumienia, codziennie się spowiadał, podobnież codzień po Mszy świętej miewał kazania.
Kiedy błogosławiony Jordan, generał zakonu kaznodziejskiego, zamianował go Prowincyałem wszystkich klasztorów w Polsce, Czesław podwoił ścisłości w zachowaniu ustaw zakonnych. Zwiedzając wszystkie klasztory, a podróżując zawsze pieszo i o żebranym chlebie, wszędzie utwierdzał braci w duchu ich powołania, przedstawiając na sobie żywy wzór najdoskonalszego zakonnika.
Za jego czasów, Tatarzy wtargnąwszy do Polski, wpadli na Szlązk, i Wrocław obiegli. Załoga miejska w żaden sposób oporu stawić nie mogła: niechybnem więc było dla mieszkańców nieszczęście dostania się w ręce tych barbarzyńców'. Wśród takiego strapienia wszyscy udali się do Czesława, aby swojem wstawieniem się do Boga ich ratował. Sługa Boży, całą noc spędził na modlitwie, wkrótce po północy odprawił Mszę świętą, a gdy jeszcze nie świtało, wyszedł na mury zamkowe, jakby sam chciał stawić czoło niemiernej liczbie wojska tatarskiego. W tejże chwili otoczył go cudowny ogień z Nieba spuszczony, a współcześnie słupy ogniste zaczęły spadać na obóz Tatarów, wielkie ich mnóstwo paląc. Wskutek tego wszczął się między nimi największy popłoch, i w rozsypce jakby na głowę pobici odstąpili od miasta i uszli już więcej niewracając.
Wielu i innemi cudami uświetnił Pan Bóg naszego Świętego. Zdarzyło mu się razu pewnego iść z kazaniem za rzekę Odrę, nad którą nie zastał ani łodzi, ani przewoźników. Czesław ufny w moc Boską, rzekł: „Wiem że Zbawiciel szukając dusz straconych, chodził po morzu "jak po stałym lądzie: mocno ufam że dla mnie, który z miłości dusz ludzkich na drugą stronę rzeki chcę się dostać, przestanie ona być płynem .“ I to rzekłszy rozpostarł na wodzie płaszcz swój, przeżegnał go, stanął na nim i na drugi brzeg Odry przepłynął. Kilku także umarłych wskrzesił, a między innymi utopionego młodzieńca, który cały tydzień pod wodą leżał. Nie miał jeszcze lat sześćdziesięciu, kiedy Pan Bóg objawił mu iż go ma do chwały Swojej powołać. Uwolniwszy się wtedy za pozwoleniem przełożonych od wszelkich innych prócz zakonnych zajęć, pilnie na śmierć się gotował. Czując ją zbliżającą się zwołał do siebie braci, i w długiej przemowie przedstawiał im szczęście jakie ich spotkałe w powołaniu do zakonu, zachęcaj do wytrwałości w temże powołaniu, polecając szczególnie jak najściślejsze zachowanie trzech ślubów zakonnych. O przyjęciu ostatnich Sakramentów świętych, ciągle się już tylko modlił słodkiemi nawet zalewając się łzami, i zasnął spokojnie w Panu, wymawiając te słowa: „Jezu, ciebie Samego żywo pragnąłem , racz z miłosierdzia Twojego przyjąć mnie w Twoje objęcia." Umarł roku Pańskiego 1242, a przez Papieża Klemensa XI, w poczet błogosławionych w pisany został.
POŻYTEK DUCHOWNY.
Święty Czesław, jak to czytałeś w jego żywocie, młodym jeszcze będąc, mówił do siebie: „Czesławie
stłumiaj w sobie w pierwszym jej zawiązku pożądliwość,“ i wiernie to spełniając, przyozdobił duszę swoją nieskażoną cnotą czystości. Pamiętaj, że kto cnotę tę pragnie zachować i uchronić się ciężkich przeciw niej upadków,, najmniejsze zmysłowe pokusy powinien nie lekceważyć sobie, lecz z niemi zaraz, za łaską pańską, jak najmężniej walczyć.
MODLITWA (Kościelna).
Boże! któryś błogosławionego Czesława,
nieskazitelnej czystości obyczajami jaśniejącego,
i gorliwością o zbawienie dusz przejętego,
w różnych narodach cudami i pracami
apostolskiemi wsławił; spraw prosimy, abyśmy
za jego wstawieniem się, w wierze świętej
utrwaleni, do Ciebie któryś jest wiecznego
zbawienia Twórcą i dawcą, za łaską miłosierdzia
Twojego dojść potrafili. Przez Pana
naszego i t. d.
Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.
Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna, str. 555-558