12-go Lipca.
Święty Jan Gwalbert.
.Jeżeli przebaczycie współbraciom waszym
obrazy, przebaczy wam i Ojciec niebieski
grzechy wasze.“ Mat. 6, 14.
Święty Jan Gwalbert był synem szlachcica florenckiego i urodził się we Florencyi na początku XI-go wieku. I Ojciec jego, który piastował wysoką godność wojskową, starał się w młodym synu wzbudzić wojenne usposobienie i wpoić w serce jego wojowniczego ducha. Dlatego też kazał mu pomścić śmierć brata zamordowanego. Kiedy razu pewnego we Wielki Piątek powracał Jan w towarzystwie zbrojnego orszaku ze swych posiadłości, zastąpił mu drogę morderca brata jego w tak wązkiej uliczce, że nie mógł go wyminąć. Nieszczęśliwiec spostrzegłszy się w niebezpieczeństwie nieuniknionej śmierci, padł na kolana przed Janem i błagał go o przebaczenie ze złożonemi na krzyż rękoma, zaklinając go na krew Jezusa, aby przy dzisiejszym dniu, w którym Chrystus krew Swoją za grzechy ludzkie przelał, życie mu darował. To była chwila łaski dla Jana. Wspomnienie o śmierci Jezusa Zbawiciela zrobiło na nim tak głębokie wrażenie, że wyciągnął rękę do mordercy na znak przebaczenia i rzekł do niego: „Bracie przebaczam ci, tylko proś Boga, aby i O n mi grzechy moje przebaczył!“ — W tej chwili powziął Jan myśl i postanowienie żyć tylko dla Tego, który za niego umarł i całkowicie poświęcić się Jego służbie. Udał się więc do poblizkiego kościoła opactwa Benedyktynów i tam w gorącej modlitwie do Ukrzyżowanego prosił o przebaczenie grzechów swoich. I oto podczas modlitwy jego schyliła się głowa Ukrzyżowanego ku niemu, na znak odpuszczenia grzechów, i od tej chwili zmieniło się zupełnie serce Jana. Natychmiast udał się do opata klasztoru i prosił go o przyjęcie. Ojciec Jana sprzeciwiał się wprawdzie początkowo temu, ale później, do wiedziawszy się o całem zajściu, chętnie się zgodził na przedsięwzięcie syna. Wskutek gorliwości swej doszedł młody zakonnik wnet do podziwienia godnej doskonałości. Ciało swoje umartwiał postem, czuwaniem i twardem łożem, a ducha ożywiał modlitwą i pobożnemi rozmyślaniami, i tak w pokorze i posłuszeństwie czynił szybkie postępy. Wskutek swej cnotliwości zyskał sobie także zaufanie i szacunek u swych współbraci zakonnych, że go po śmierci opata wybrać chciano na następcę zmarłego. Tymczasem Jan, który raczej słuchać niż rozkazywać pragnął, nie przyjął tej godności i usunął się do pustego ustronia w górach Apenińskich zwanego Yallum brosa, aby tam bez żadnej przeszkody służyć Bogu. Tutaj zastał dwóch pustelników, uczniów św. Romualda, za pomocą których wybudował sam klasztor i tak założył zakon, który polegał na pierwotnych regułach św. Benedykta. Pobożny założyciel był dla wszystkich zakonników, których liczba szybko wzrastała, swoją miłością i zamiłowaniem do samotności i milczenia, gorliwością w modlitwie i wyrzeczeniu się wszystkiego ziemskiego — prawdziwym i żywym wzorem cnoty. Umarł w śród swych współbraci w 73 wieku życia, w roku 1073-im.
Modlitwa.
Użycz nam, o Panie laski Swej, abyśmy wyrządzone nam krzywdy i przykrości
chętnie zapominali, wstrzymywali się od wszelkiego rodzaju rozgoryczeń i pomsty,
chciwość wszelką w sobie plenili, a czyniąc to, zasłużyć zdołali w Obliczu Twojem na
odpuszczenie grzechów naszych. Przez Jezusa Chrystusa Pana naszego. Amen.
Rozmyślanie.
1) Jezus nam przykazał: „Miłujcie swych wrogów , czyńcie dobrze tym, którzy was nienawidzą, módlcie się za tych, którzy was obrażają i prześladują!“ — i to czego nas Zbawiciel uczył, stwierdził nam własnym przykładem. On bowiem modlił się za tych, którzy Go ukrzyżowali. Czyż nie jest to dostatecznym dowodem, że jest naszym obowiązkiem przebaczać naszym nieprzyjaciołom?
2) Chrystus powiada wyraźnie: „Jeżeli bliźnim swym nie przebaczycie ze serca waszego, nie przebaczy też i wam Ojciec niebieski.“ Prawdę tę wyznajemy co dzień w modlitwie: „Odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom!“ Jeżeli więc nie przebaczysz twemu wrogowi, lub też tylko pozornie mu przebaczysz, a w sercu przecież nosić będziesz dalej nienawiść i złość ku niemu, czegóż więc możesz od Boga oczekiwać?
3) Natomiast obiecuje nam Boski Zbawiciel wyraźnie: „Jeżeli przebaczycie urazy waszym współbraciom, przebaczy wam Ojciec niebieski też i wasze grzechy!“ Któż może wątpić o tej obietnicy? Czyż nie są to słowa samego Boga? I czyż nie jest to tak ogromna obietnica, że przeważa ona wszystkie nasze cierpienia, zaparcie się siebie samego i wszelkie trudy połączone z wykonaniem tej cnoty?
Ksiądz Ojciec Grozes T.J ,,Żywoty Świętych Pańskich" str. 500-502