12. Czerwca.
Żywot świętego Onufrego, pustelnika.
Przed chatą pobożnego pustelnika Pafnucego siedzieli ongi bracia i słuchali z uwagą świętych słów, płynących z ust jego. W tem odezwał się jeden z młodszych braci: Ojcze, opowiedz nam jaką powieść, a starzec skinął głową i tak zaczął opowiadać: Pewnego dnia uczułem chęć udania się na puszczę, aby tam odwiedzić świątobliwych pustelników, patrzeć, jak żyją pełni pobożności i od nich się nauczyć, jak Bogu służyć najlepiej. Wybrałem się w drogę, nie wziąwszy ze sobą nic więcej, jak nieco chleba i wody. Szedłem wiele godzin nie spotkawszy człowieka. Żywność moja się skończyła a mnie głód dokuczał. W tej potrzebie prosiłem o pomoc u Boga a On mnie dziwnie wzmocnił i dodał mi otuchy. Znużony położyłem się pod drzewem i kiedy w duchu dziękowałem Bogu, że mnie dotąd utrzymywał przy siłach, wtem usłyszałem, że ktoś idzie, obróciłem się i spostrzegłem człowieka, z którego głowy spływał długi włos; biodra miał okryte liśćmi palmowemi a kij sękaty w ręku. Uciekłem i z bojaźni schowałem się w poblizkim krzaku, a on zawołał: nie bój się, jestem tak sam o człowiekiem jak i ty. Ośmielony temi słowy powstałem, przybliżyłem się i padłem mu do nóg, a on rzekł do mnie głosem pełnym łagodności: wstań, jesteś Pafnucym, sługą Bożym, przyjacielem Świętych. Powstałem, usiadłem obok niego na kamieniu i prosiłem go, aby mi powiedział kim jest, i zkąd pochodzi.
Nieznajomy tak się odezwał: ,,Bracie kochany! Jestem Onufrym i jestem synem księcia pasterzy z Abisynii. Kiedy liczyłem 6 lat życia, nie przyjaciele zabili mi ojca; mnie ocalił od śmierci pewien kupiec i zawiódł mnie do pewnego klasztoru w Egipcie, gdzie mnie dobrzy zakonnicy wychowali w bojaźni i miłości Boga. Pewnego razu opowiadali mi dużo o życiu Ojca Eliasza i o św. Janie Chrzcicielu na puszczy. To opowiadanie wywołało we mnie chęć naśladowania tychże Świętych tak samo na puszczy.
Wśród cichej nocy powstałem z łoża, zabrałem nieco chleba i jarzyny i opuściłem klasztor. Ufając w Bogu, udałem się na puszczę w pewnem oczekiwaniu, że mi Bóg wskaże, gdzie mam obrać siedzibę; wtem ujrzałem światło, które się powoli ku mnie zbliżało. Z obawy chciałem ujść, gdy w tem z promienia światła wystąpił młodzieniec pięknej postaci i przemówił: nie miej obawy, jestem twym Aniołem Stróżem, Bóg mi polecił, abym został przy tobie i towarzyszył ci na tej puszczy. Po tych słowach pozostał przy mnie i dawał mi dużo dobrych rad, jak i co miałem czynić.
Po 14 godzinach drogi przybyliśmy do pięknej jaskini. Przybliżyłem się, aby zobaczyć, czy kto w niej się
nie znajduje. Wyszedł z niej sędziwy starzec, przed którym zgiąłem kolano, a on mnie podniósł, mówiąc: wstąp do tej jaskini i bądź mi bratem i towarzyszem w samotności.
Uczyniłem jak sobie życzył i wiele dni u niego przebyłem. Udzielał mi nauki z wielką łagodnością i pouczał mnie, jak mam unikać sideł szatana. Pewnego dnia przemówił do mnie: Synu, zabież się i pójdź ze mną. Winieneś teraz udać się w głąb puszczy i mieszkać sam w jaskini, gdzie Bóg cię doświadczy, czy wykonasz jego przykazania. Usłuchałem i przez cztery dni szliśmy w głąb puszczy. Piątego dnia przybyliśmy do małej chatki, stojącej pod drzewem daktylowem. Tutaj — rzekł starzec — jest mieszkanie, które Opatrzność Bożka tobie przeznaczyła.
Przez trzydzieści dni ów pustelnik przebywał jeszcze ze mną, uczył mnie, jak się mam coraz więcej doskonalić, polecił mnie potem w modlitwie Bogu i powrócił da swej jaskini, pobłogosławiwszy mnie i pożegnawszy.
Później odwiedzał mnie co rok i dawał mi ojcowskie napomnienia, jak wieść życie cnotliwe i skromne.
Gdy pewnego razu znów przybył do mnie i przywitał serdecznie, naraz padł na ziemię i życie zakończył, a ja pełen smutku, pochowałem ciało jego obok mej chaty.
Odtąd żyłem zupełnie osamotniony na puszczy; często miewałem godziny, w których ze smutku i osłabienia czułem się blizkim śmierci, ale Anioł codziennie zaopatrywał mnie we wodę i daktyle. Co niedzielę przynosił mi przenajświętsze Ciało i Krew Pańską, tak jak i innym zakonnikom przepędzającym żywot w samotności na puszczach.
Po tych słowach zaprowadził mnie święty pustelnik Onufry na pagórek, wskazał na okolicę nas otaczającą i kazał mi udać się za sobą. Po sześciu godzinach przybyliśmy do chatki otoczonej drzewami palmowemi, siedliśmy na ziemi i rozmawialiśmy o Piśmie św. Onufry spostrzegł, że byłem bardzo znużony i odezwał się do mnie: mój synu, widzę, że jesteś głodem osłabiony — wstań przeto i jedz, oto masz pożywienie; obróciłem się i ujrzałem w pobliżu chleb i wodę w naczyniu. Nie chciałem sam spożywać i oświadczyłem to Onufremu a on powiedział: uznaję twoją życzliwość dla mnie, — podzielił się ze mną chlebem i potem czuwaliśmy noc całą. Nad ranem dostrzegłem że Onufry zbladł nagle; pełen przestrachu zapytałem go, co mu się stało, a on odrzekł: ,,Bądź spokojnym, bracie, Pan Bóg zesłał tu ciebie do mnie na tę puszczę, abyś mnie pochował. Już przeszło siedmdziesiąt lat tutaj przebyłem, a teraz przyszła ostatnia moja godzina. Gdy powrócisz do Egiptu, pamiętaj o mnie wśród braci zakonnych i módlcie się tak za mnie, jak ja się za was modliłem.
Gdy kto ofiarę świętą spełni i da jałmużnę na intencyą zbawienia mego, to i ja u Boga wstawiać się zań będę we wszystkich potrzebach. A gdyby kto nie miał tyle, iżby mógł udzielać jałmużny, to niechaj tylko się pomodli do Trójcy Przenajświętszej, a wtedy ja za nim także się wstawię do Boga."
Prosiłem go jeszcze aby mi pozwolił zamieszkiwać tę samą jaskinię, ale on mi odpowiedział: ,,mój synu, to być nie może, albowiem nie dla tego cię Pan Bóg tu przysłał, abyś tu pozostał, lecz dla tego, abyś widział co się tu dzieje, i światu to ogłosił. Wróć zatem do Egiptu, pozostań tam do końca i dopełnij dzieła rozpoczętego, a otrzymasz koronę chwały wiecznej."
Po tych słowach wzniósł ręce ku Niebu, modlił się, mając oczy pełne łez, zawołał: ,,Panie Boże, w ręce
Twoje polecam ducha mojego Naraz ciało jego otoczyła jasność, a on wśród tej jasności oddał ducha Bogu.
Mnie porwał żal i boleść nad stratą tego męża świętego. Powstałem potem, rozdarłem szatę i jedną połową obwinąłem ciało Świętego; w pobliżu w skale znalazłszy wykuty otwór, pochowałem w nim ciało i ze łzami powróciłem do chaty, ale zaledwie nogę stawiłem na progu, cofnąłem się, gdyż chata zapadła pod drzewem daktylowem, które niewidzialną ręką, jakoby wyrwane z korzeniami, swym ciężarem chatę przygniotło. Doznawszy tego wszystkiego powróciłem w strony rodzinne i wypełniłem, co mi święty Onufry polecił. Tak opowiadał pobożny Pafnucy braciom zakonnym, których opowiadanie to wielce zbudowało. W r. 1171 książę bawarski Henryk, zwany Lwem, na jednej z wypraw krzyżowych do Ziemi Świętej odwiedził także i pustelnie w pustyni egipskiej. Posłyszawszy o życiu św. Onufrego i o jego łasce jako pośrednika przed tronem Boga, obrał go sobie za Patrona, wyprosił sobie u zakonników jednę część czaszki jego, i tę zabrawszy ze sobą, złożył ją uroczyście w kościele w stolicy Bawaryi, w Monachium.
Świętego Onufrego przedstawiają na pół nagiego z długiemi włosami, na głowie z koroną, w jednej ręce z krzyżem w drugiej z kijem sękatym, z biodrami osłoniętemi liśćmi palmowymi.
Nauka moralna.
Prawie na każdej stronnicy Ewangielii św. doczytać się możemy, że bez troski, walki i usilnych starań, nie osiągniemy zbawienia, do którego dąży serce ludzkie. Mamy atoli bardzo wielu chrześcijan, którzy to uznają a mimo to nie czynią, aby cel ten osiągnąć. Sądzą oni, że wystarczy, gdy odbywają zwykłe prace, gdy rano i wieczorem się pomodlą, gdy w niedziele i święta bywają w kościele, gdy co rok kilkakrotnie przystępują do Stołu Pańskiego i gdy strzegą się popełniania większych grzechów — myślą, że to już wszystko, co im obowiązek każe i że będą zbawieni, ale przytem nie panują nad sobą i ulegają namiętnościom.
Atoli Jezus Chrystus żąda od nas czego innego; żąda on ciągłej walki i natężenia wszystkich sił, by poskromnić powstające bezustannie w ciele namiętności, żąda on ciągłego żalu za grzechy i pokuty, oraz wyrzeczenia się wszelkich uciech i rozkoszy świata doczesnego. Takim był święty Onufry, który przez przeszło lat siedmdziesiąt odmawiał sobie wszystkiego, by tylko pozostać Bogu wiernym i cnotliwym. Jego naśladujmy, a Bóg udzieli nam także szczęśliwości wiecznej.
ks. Ojca O. Bitschnau’a ,,Żywoty świętych pańskich podług najlepszych źródeł" str. 520-523
Modlitwa.
Boże wszechmogący, udziel
odwagi i gorliwości, abym zapanować
zdołał nad ułomnościami ciała mojego.
Powoduj sercem mojem i dopomóż mi,
abym szedł za przykładem świętego
Onufrego i stał się godnym zbawienia
wiecznego. Amen.
ks. Ojca O. Bitschnau’a ,,Żywoty świętych pańskich podług najlepszych źródeł" str. 520-523