6. Czerwca.
Żywot świętego Norberta, biskupa.
ks. Ojca O. Bitschnau’a ,,Żywoty świętych pańskich podług najlepszych źródeł" str. 502-505
Wzniosłym i miłym nader pom nikiem niezgłębionego miłosierdzia Bozkiego jest Święty, którego żywot w dniu dzisiejszym rozważać nam przychodzi.
Urodził się w Ksanten, w księztwie Cleve, w r. 1082, ze znakomitej rodziny i jako piękny, bogaty, utalentowany, wesoły i pełen dowcipu młodzieniec był ogólnie lubianym i duszą wszystkich towarzystw, to też używał pełną czarą wszystkich przyjemności świata.
Obrał sobie wprawdzie stan duchowny, ale dał się wyświęcić tylko na subdyakona, aby zmysłowych uciech używać w całćj pełni. Wysokim stosunkom rodowym zawdzięczał, że został kanonikiem przy dworze arcybiskupa kolońskiego, oraz jałmużnikiem cesarza Henryka V., ale przytem nie zmienił życia wesołego i oddanego wszelkim uciechom światowym. Jakkolwiek serce jego nie brało żywego udziału we wszystkich tych zmysłowych rozkoszach, to jednakże nie miał dość siły, aby się ich wyrzec zupełnie.
Kiedy pewnego razu na ognistym rumaku we wspaniałym i bogatym stroju wybrał się na zabawę w sąsiedztwo na wieś, nastała wielka burza, a piorun uderzył w pobliżu; ogłuszony spadł z konia. Gdy przyszedł do przytomności, uznał ze skruchą, w jakiem przed chwilą był niebezpieczeństwie życia i co jego duszy zagrażało, gdyby był piorun bliżej uderzył; zawołał tedy z głębi serca, jak Saul przed przybyciem do Damaszku: ,,Panie, cóż chcesz, abym czynił ? "Wewnętrzny głos mu odpowiedział: ,,Unikaj złego, czyń dobrze, szukaj spokoju i wszelkie myśli zwróć w tą stroną " (Psalm 33.)
Norbert zrozumiał to wołanie łaski Bozkiej i przytrzymał niewidzialną rękę, niosącą mu pomoc. Nie powrócił już na dwór koloński lecz do Ksanten; zamienił jedwabne szaty na odzież pokutnika, pościł o chlebie i wodzie i tem serdecznejszy wzbudził w sobie żal za grzechy, im głębszego doznał miłosierdzia Bozkiego w tem, że uniknął nagłej śmierci, a z nią wiecznego potępienia za wielkie swe grzechy.
Aby utwierdzić się w tem nawróceniu na drogę prawdy i cnoty, przepędził dwa lata w klasztorze w Siegburgu pod Kolonią jako gorliwy pokutnik i mając lat 30, wstąpił do stanu kapłańskiego.
W dzień uroczysty prymicyi swych miał Norbert w Ksanten kazanie wzruszające o krótkości życia, o znikomości uciech światowych i o straszliwej sprawiedliwości Boga wobec tych, którzy zdala omijają drogi do cnoty wiodące. Na drugi dzień wobec duchownych gromił ostro ich własne nadużycia, przez co zyskał sobie zaraz nieprzyjaciół, którzy oskarżali go przed legatem papiezkim, posądzając go o oszczerstwo i o obłudę. Norbert nie uniewinniał się wcale z tych zarzutów jedynie z pokory, jaką sobie ślubował, ale Bóg sam niewinność jego wykazał. Wierny powziętemu zamiarowi, złożył dotychczasowe urzędy, rozdzielił wielki majątek pomiędzy ubogich, wybrał się w podróż do St. Giles w Langwedoku, gdzie się naówczas znajdował Papież Galazyusz II. i u niego wyprosił sobie łaskę, ażeby mu wolno było udać się na misye.
Pełen gorliwości dla wiary Jezusa Chrystusa i dla zbawienia dusz przeszedł całą Francyą jako misyonarz. Miał na sobie białą suknię zakonną z grubej wełny, pościł bardzo ściśle, chodził boso, nawet w śniegu, napominał lud i z wielkim skutkiem nawracał go na drogę cnoty, a grzeszników skłaniał do natychmiastowej pokuty. W tej pielgrzymce misyjnej przyłączyło się do niego trzech towarzyszy, ale wszyscy pomarli, nie mogąc znieść wielkich trudów swego powołania. We Valenciennes znalazł Norbert niespodzianie nowego doskonałego ucznia. Przybywszy do tego miasta, odwiedził Burkarda, biskupa z Cambrai, przyjaciela z młodych lat. Skoro. biskup poznał Norberta, pełen wzruszenia objął go za szyję i zawołał z zadziwieniem: ,,O Norbercie, któżby był pomyślał, że takie będą twego życia koleje!" Po tych słowach biskup spostrzegłszy zadziwienie na twarzy kapelana swego Hugona, odezwał się do niego: ,,Patrz, ten którego tutaj widzisz w tem ubogiem odzieniu, był ze mną razem na dworze cesarskim młodzieńcem pełnym życia i chęci do zabaw i innych światowych rozkoszy!" Hugon tym cudem łaski Bozkiej tak się wzruszył, że natychmiast się rozpłakał i na klęczkach błagał Norberta, aby go przyjął za ucznia i towarzysza w swych podróżach misyjnych.
Norbert nie oparł się tym błaganiom, wziął Hugona ze sobą i zyskał w nim bardzo pożądanego ucznia i pomocnika. Hugon odznaczał się tem, że umiał z łatwością godzić powaśnionych i załatwiać najtrudniejsze zatargi pomiędzy największymi przeciwnikami.
W Laon prosił biskup Norberta usilnie, aby ten zreformował pewien zakład zakonny, w którym zakonnicy nie chcieli się poddać surowszym przepisom.
Norbert widząc ich wielki upór obrał dolinę Premontre, którą biskup mu podarował, będąc jej właścicielem i w niej założył nowy zakon Norbertanów czyli Premonstratensów.
Liczba zakonników doszła wkrótce do czterdziestu, a w nowym tym klasztorze przepisano regułę św. Augustyna z rozmaitemi obostrzeniami.
Pomny na to, że zakonnicy na ziemi mają jakoby obowiązki aniołów nieść pociechę strapionym, rozporządził aby habity zakonników tych były białe z grubej wełny; przytem nakazał ścisłe posty, stałe milczenie i gościnne przyjmowanie podróżnych. Zakon rozszerzył się bardzo szybko na cały ówczesny
świat katolicki, a w piętnastym stuleciu liczył już przeszło tysiąc opactw, trzysta probostw i pięćset klasztorów żeńskich.
Około tego czasu zjawił się w Belgii wichrzyciel, Tanchelin, wielki fanatyk, który wmawiał w lud, że Sakramenta święte są zupełnie niepotrzebne, że Sakrament ołtarza nie ma nic w sobie świętego; dalej, że Kościół nie ma prawa wybierać danin od swych owieczek.
Wobec tego wichrzycielstwa biskup z Cambrai przyzwał przyjaciela Norberta do pomocy. Norbert przybył z gorliwymi towarzyszami do Antwerpii i wkrótce kacerstwo stłumił; a działał z wielką łagodnością. ,,Nie dziwcie się, bracia kochani, — mówił do nawróconych, — popełnialiście grzechy z czystej nieświadomości, przyjmowaliście kłamstwo za prawdę, gdyż brakło wam pouczenia." Takie przekonywania łagodne i czyny nauczyciela pełne wzniosłości prawdy spowodowały, że obałamuceni
wkrótce licznie powracali na łono prawdziwego Kościoła i znosili święte hostye, które przez lat kilkanaście byli pochowali po rozmaitych skrytkach. Z wielką radością i uroczystością u stanowił Norbert święto na przebłaganie Boga i na oddanie czci przynależnej św. Sakramentowi.
We ważnej sprawie udał się Norbert do króla Lotara II. do Spiru. Jednocześnie przybyli tam dotąd delegaci z Magdeburga, którzy prosili o następcę po zmarłym arcybiskupie. Sława i świątobliwość Norberta zwróciła oczy wszystkich na jego osobę i zażądano jego na arcybiskupa, ale Norbert w skromności wielkiej wzbraniał się przyjąć tej godności i dopiero rozkaz wyraźny legata papiezkiego zniewolił go do przyjęcia urzędu arcybiskupa magdeburskiego.
Magdeburg nowemu arcybiskupowi zgotował wspaniałe przyjęcie — ale on przybył w ubogich szatach i boso przed bramy miasta. Kiedy pochód wyruszył z kościoła i stanął przed pałacem arcybiskupim i duchowieństwo z panami świeckimi wyszło naprzeciw arcypasterza, a w tym samym czasie zbliżało się do miasta kilku ubogich zakonników, stróż przy bramie miejskiej nie chciał ich wpuścić, wołając: ,,nie
wolno! żebraków i tak już dość dużo mamy w mieście." Kiedy owemu stróżowi oświadczono, że sam arcybiskup jest pomiędzy tymi ubogiemi zakonnikami, wtedy osłupiał i ze strachu zabierał się do ucieczki, ale Norbert zawołał nań łagodnie: ,,nie uciekaj przedemną bracie, ty mnie widocznie znasz lepiej, niż ci, którzy gwałtem chcą mnie wepchnąć do tego wspaniałego mieszkania."
Nowy arcybiskup znalazł w kościele i w zarządzie dużo niedomagań i nieporządków. Z prawdziwie świętą troskliwością i gorliwością pouczał, urządzał, ulepszał a nawet karał. Świątobliwość jego życia była nieznośną księżom złych obyczajów; to też kilkakrotnie przekupywano skrytobójców, aby go życia pozbawili, a lud podszczuwano do niepokojów i rokoszu przeciwko niemu, ale on okazywał zawsze wielkie męztwo, pragnął nawet męczeństwa; nie zgadzało się to jednak z wolą Opatrzności.
Skoro urządził wszystko po swej woli i w dyecezyi zaprowadził porządek, a tą wielką i usilną pracą wyczerpał siły żywotne, zakończył żywot doczesny spokojnie i błogo, mając lat 52, dnia 6 Czerwca 1134 roku.
Papież Grzegórz XIII. policzył go w r. 1582 do grona Świętych Pańskich. Jego ciało święte było we wielkiej czci złożone w Magdeburgu; dopiero później po reformacyi, gdy luteranie zawładnęli Magdeburgiem, przeniesiono ciało za czasów Ferdynanda II. w r. 1627 do Pragi z wielką uroczystością, gdzie się dotąd znajduje.
Nauka moralna.
Nawrócenie się św. Norberta pokazuje nam, jak to zrządzenie Bozkie dziwnie wplata się w życie człowieka. Jednem uderzeniem pioruna Opatrzność Bożka zwróciła św. Norberta z drogi szerokiej, wiodącej ku potępieniu, a skierowała go na ciasną i niewygodną drogę cnoty. Kiedy dawniej oddawał się wszelkiem namiętnościom ciała, to potem po nawróceniu największej doznawał radości i szczęścia, gdy mógł obcować z Bogiem.
I my także winniśmy się starać iść za przykładem świętego Norberta i uznać, że to życie doczesne, chociaż ma wiele uroku i wabi człowieka, nie zdoła jednak zapewnić mu, nawet na tym tu świecie ciągłej, nieprzerwanej szczęśliwości; żaden człowiek na świecie nigdy zupełnie szczęśliwym nie był i nie będzie, zawsze się mieszają chwile goryczy, które mu zatruwają szczęście i dają poznać, że tylko tak żyć należy, aby się po śmierci stać uczestnikiem szczęścia wiecznego, niczem nieprzerwanego.
W tem przekonaniu żyjmy i tak życiem naszem pokierujmy, to przy jego końcu zamiast obawy przed śmiercią radość będziemy czuli, że nas Pan Bóg woła do wiecznej radości i szczęścia.
Modlitwa.
Boże, który św. Norberta przywiodłeś
do uznania, iż wszystko na
świecie jest przemijającem i znikomem,
dozwól i nam bystro wejrzeć w przyszłość
i trzymać się zawsze drogi
cnoty i miłości ku Tobie, przez Jezusa
Chrystusa Pana i Stworzyciela naszego.
Amen.
ks. Ojca O. Bitschnau’a ,,Żywoty świętych pańskich podług najlepszych źródeł" str. 502-505