16. Czerwca.
Żywot świętego Benona, biskupa.
Przy łożu śmiertelnem świętego Bernwarta, biskupa Hildesheimu, klęczał młodzieniec pełen życia, przyciskał rękę jego do ust i całował ją ze łzami wdzięczności. Umierający położył rękę na głowie młodzieńca i tak mówił: »Synu mój, widzisz jak cierpię od lat tylu, ale do Boga inaczej się nie dostajemy, tylko przez łzy i cierpienia. Jeśli bogobojni już cierpieć muszą, cóż się stanie z bezbożnym? Rozważ to sobie, idź za moją radą: unikaj świata, albowiem on jest pełnym ułudy, obłudy, nędzy, niepokoju i złości, miej Boga zawsze w sercu, unikaj złych towarzyszy, słuchaj kierownika twego i kochaj go jak ojca.«
Piękne te słowa wyryły się głęboko w sercu pełnego nadziei Benona, hrabiego Bultenberga, który ze swym znakomitym nauczycielem Opatem Wigerem przybył, aby otrzymać ostatnie błogosławieństwo. Benon wstąpił potem do klasztoru Benedyktynów, pod opieką św. Michała w Hildesheimie, oddawał się naukom z największym zapałem; został potem doktorem teologii, a mając dopiero lat 32 został obrany opatem, ale tak błagał braci zakonników, że innego obrali, a jemu pozostawili zaciszę w celi zakonnej.
Naówczas budował cesarz Henryk III. wspaniały kościół w Goslarze, i chciał go obsadzić najuczeńszymi i najpobożniejszymi duchownymi. Między innymi powołał i Benona, ale on się wzbraniał i dopiero rozkaz papieża Leona IX. go do tego zniewolił. Papież nowy ten kościół i klasztor w Goslarze sam poświęcił w roku 1049. W klasztorze tym Benon przebył lat 17 i dużo w nim dobrego zdziałał uczonością, miłością ku Bogu i szczodrobliwością, rozdzielając jałmużnę pomiędzy ubogich. — Proboszczem zakładu tego był Hanno, późniejszy arcybiskup koloński, sławny swą świątobliwością i rozumnem sprawowaniem rządów za czasów małoletności Henryka IV. Z Benonem żył on w nierozerwalnych węzłach przyjaźni i wysoko go poważał. Z tego powodu starał się, aby go obrano biskupem w Misnii w Saksonii, a gdy się to stało, a Benon znów dla skromności nie chciał przyjąć tej godności, natenczas zmusił go do tego.
Objąwszy stolicę biskupią Benon, zaprowadził zaraz porządek wśród duchowieństwa i wiernych, odwiedzał wszystkie części a nawet zakątki dyecezyi, i nigdzie nie skąpił dobrodziejstw. Jego dobroci i gorliwości zawdzięczał Kościół św., iż wielu Sasów porzuciło pogaństwo, a nowonawróceni takie powzięli ku niemu zaufanie i przywiązanie, że przybywali do Miśnii, aby go widzieć i słuchać jego nauki.
Z tego pięknego działania pokojowego wyrwała go wojna. Sasi powstali przeciwko ohydnemu uciskowi cesarza Henryka IV. Benon nie brał udziału w tych ruchach wojennych, ale nie mając zasobów pieniężnych, nie mógł cesarzowi nadesłać żądanych posiłków w oddziałach wojowników, z tego powodu popadł w podejrzenie u cesarza, że mu był nieżyczliwym. Henryk IV. wpadł z wojskiem
do Miśnii, zburzył stolicę biskupią, łupił i rab o wał w dyecezyi i biskupa wziął w niewolę. Jednocześnie powstał zatarg o inwestyturę, (jest to prawo nadawania wysokich urzędów i godności kościelnych, jakie mieli królowie i książęta w swych krajach. Biskupi i opaci, którzy otrzymali taką godność, obowiązani byli stawać przed książętami i składać wobec nich przysięgę na wierność, za co otrzymywali z ich rąk pierścień, pastorał, i. t. p. oznaki godności; to nazywano inwestyturą — niejako przyobleczeniem w godność.) Grzegorz VII. wyklął cesarza Henryka IV. z Kościoła, a ten znów powołał biskupów niemieckich do Wormacyi, aby ci Papieża z tronu strącili. Cesarz uwolnił wszystkich pojmanych w niewolę Sasów, aby ich sobie zjednać. Benon uwolniony nie przybył jednakże do Wormacyi, lecz tam się udał gdzie była prawda i słuszność, to jest do Papieża do Rzymu.
Przed wyjazdem dał klucze kościoła dwom najwierniejszym kanonikom i kazał im wrzucić je w Elbę, gdyby cesarz wyklęty z otoczeniem usiłował wejść do katedry. Kiedy cesarz po długiem szamotaniu i uporze nareszcie uległ, powrócił Benon jako nieznany wędrowiec do Miśnii. Podanie głosi, że w paszczy wielkiej ryby, którą mu podano do stołu, znajdowały się klucze wrzucone przez kanoników w Elbę. Po tem cudownem objawieniu poznano biskupa, a lud z tryumfem zawiódł go na stolicę. Odtąd pracował Benon usilnie nad szczęściem powierzonej sobie dyecezyi, goił rany zadane przez zaburzenia wojenne Słowianom, naówczas zamieszkującym kraj nadelbiański. (Elba dzisiejsza nazywała się pierwotnie Łabą i płynęła przez kraj zamieszkały przez Słowian; z kraju tego Słowianie powoli ustępowali pod naciskiem Niemców; dziś słabe tam tylko ślady po Słowianach zostały.)
Mając lat 96 życia zniewolony był powierzyć rządy dyecezyi młodszemu, a sam usunął się do zacisza w Naumburgu, by tam przygotować się na śmierć blizką, którą mu Pan Bóg naprzód zwiastował.
Otoczony czcią i miłością duchowieństwa i ludu umarł dnią 16 Czerwca roku 1106.
Na grobie jego doznali ludzie dużo cudów. Papież Adryan IV. w r. 1523 zaliczył go w poczet Świętych Pańskich. Kiedy z Miśnii wyparto katolicyzm, przenieść kazał książę Albert V. w roku 1576 relikwie św. Benona do Monachium. Od tego czasu św. Benon uważany jest za patrona Bawaryi. Na obrazach przedstawiają go w szacie biskupiej, trzymającego w ręku rybę i klucze kościelne.
Nauka moralna.
Pokora jest tą wielką cnotą, za pomocą której rozumem uznajesz, a siłą woli przyznajesz, czem jesteś istotnie. Żadna inna cnota nie jest ci tak konieczną, jak cnota pokory, abyś poznał samego siebie i zdołał uznać, czem jesteś wobec Boga i bliźnich, albowiem tak tylko odkryć możesz prawdziwą drogę życia, którą ci postępować należy.
Bez pokory nie zdołasz pojąć, czem są kardynalne cn oty: wiara, nadzieja i miłość. Obok cnoty pokory miał św. Benon jeszcze jedną cnotę: że uznawał władzę Namiestnika Chrystusowego, tj. Papieża. Wołał narazić się na nieprzyjaźń i zemstę cesarza. Wiedział dobrze, że tym sposobem idzie za wolą i wskazówkami Jezusa Chrystusa, który Sam św. Piotra na stolicy duchownej osadził, a Papieży tym sposobem uznał za jego i Swoich następców.
Niewierni kościołowi katolickiemu mówią, że Pismo święte rozstrzyga w sporach o artykuły wiary. Czy to prawda? Pismo św. jest księgą, która siebie samej objaśniać nie może i powinna być objaśnioną. A któż ma objaśniać, jeśli nie duchowni? A czy są oni jednomyślnego usposobienia? Nie jeden z nich rozumuje tak, drugi inaczej. Jedni uważają jedną i tę samą naukę za prawdziwą, drudzy za mylną, a co dziwniejsza, każdy powołuje się na Pismo święte. Zatem widzimy, że powinien być ktoś taki, który rozstrzyga w miejscach niezrozumiałych, a tym jest Papież, ustanowiony Namiestnikiem Chrystusa na ziemi.
Modlitwa.
Bożki Zbawicielu, niewidzialny
Stróżu Kościoła świętego, udziel mi łaski,
abym unzawał to, co Ty postanowiłeś
dla dobra i zbawienia naszego.
Amen.
ks. Ojca O. Bitschnau’a ,,Żywoty świętych pańskich podług najlepszych źródeł" str. 533-535