Żywot św. Ludgardy (16 czerwca wspomnienie)



ŻYWOT Ś. LUDGARDY pisany od brata Tomasza Kantyprateńskiego Dominikana, który ją znał i jej był dobrze świadomy. Żyła około Roku Pańskiego 1220.


W mieście Turgów w Flandryi, kupiec jeden w ziął za żonę szlachecką białogłowę, z którą mu Pan Bóg dał tę pannę Ludgardę; tę ojciec bardzo miłując, we dnie i w nocy myślił, jakoby jej dobrą majętność zostawił. I wnet oddzielił dwadzieścia grzywien srebra i dał do kupca jednego, aby z tego już córce posagu przymnażał. Panna dorastając, a znając ojcowską miłość, świat miłować i stroje, pochlebstwa, rozkosze i zabawy jego, poczęła. Lecz Pan Bóg który ją był do swego małżeństwa czystego obrał, ojcowskie myśli o posagu jej obracał wniwecz i nic mu się około tego nie powodziło, gdyż i pieniądze one, które do kupca dał, utracił. A jednak ojciec do świata jej applikować nie przestał. Aż Pan Bóg wzbudził matkę jej, pobożną żonę, która widząc w córce myśli bardzo świeckie i zbytnie w ubiorach kochanie, rozmowy i zabawy cielesnością śmierdzące, do których ojciec oną nie mądrą miłością, którą jej pokazował ,przyczynę dawał, poczęła ją często napominać, zawstydzać, grozić, prosić, aby Pana Boga i czystość miłowała, a świeckich nikczemności zdradę znała. Mówiła jej nakoniec: Jeśli Chrystusa sobie za męża obierzesz, zjednam ci klasztor najlepszy, który się podobać będzie; a jeśli śmiertelnego oblubieńca wolisz, za jakiego pastucha pójdziesz. I poszczęścił Pan Bóg matce, iż się myśli panienki mienić pomału i od świata odrażać poczęły. A chociaż zaraz ubiorami i piększeniem się wzgardzić nie mogła, jednak się rozmów świeckich, igrzysk i próżności już strzegła; jeszcze prawie  Panu Bogu ze wszystkiem się nie oddawszy, coś już Boskiego w sercu czuła.

Młodzieniec jeden bogaty bardzo serce jej przy rozmowach do siebie przyciągał, i już się była zachwiała panna, ale Pan Bóg ją obronił. Bo gdy miejsca i czasu szukał, w nocy tam, gdzie ona pokój miała, wkradł się; wnetże zastraszony nie wiem pzem uciekać musiał. A nie przestając swego uporu, słowami pochlebnemi panieński umysł w rozmowie miękczył i ra da z nim panna świegotała. Lecz gdy się raz na onych bajkach i próżnej rozmowie z nim bawiła, Chrystus jej dziwne widzenie do serca puścił, iż jakoby rany jego; bok przekłóty i świeżą krew z niego widziała, z słyszeniem takiego głosu: Tu patrz i tu obróć miłość twoję, a dalej się w te próżności nie wdawaj. O jako skuteczna łaska Boska do powstania i upamiętania naszego, którą nas uprzedza wtenczas nawet, gdy się mało do niej sposobimy, którą gdy ochotnie przyjmujemy, łacno uchodzić grzechów możem! On głos taki i widzenie bardzo jej serce przeniknęło, iż jej myśl od świata odpadła. A gdy on młodzieniec potem przyszedł, jako druga ś. Jagnieszka mówiła: Odstąp odemnie, pobudko grzechu, podnieto nieczystości, potrawo śmierci wiecznej! już cię inny do mnie uprzedził; i prędko potem dana jest do klasztoru ś. Trudona w Hasbanii, do zakonu panien ś. Benedykta

Wiedząc tam o niej drugi żołnierz, który jej małżeństwa pragnął, śmiał się o to ważyć, aby ją z klasztoru wyprowadził; i kilka lat o tern myśląc, upatrzył czas, gdy panna do siostry jechała, w lesie jednym zastąpiwszy jej z wielą żołnierzami, mocą ją wziąść chciał. Lecz ona mocno się z ich ręku wyrwała i do lasu uciekła, gdzie się całą noc kryjąc i błądząc, skoro dzień, za prowadzeniem anielskiem, w dom matki swej trafiła i bezpiecznie się do klasztoru wróciła. W zakonie w prostocie serca uprzejmością się wielką Chrystusowi oddając, od wszelkiej się pociechy świeckiej i ludzkich rozmów oddaliła, a wszystka w nabożeństwo, modlitwy i posty udała się, tak, iż drugie mówiły: Takci na początku żelazo to gorące, ale gdy potem oziębnie, będzie jako i drugie. Ona tych słów bardzo się bała, aby się to kiedy na niej nie spełniło; przeto codzień więcej prosiła Oblubieńca swego, aby ją im dalej, tem więcej w miłości i w służbie swej pomnażał.

Była takiej uprzejmości z Panem swym, iż gdy jej z komórki na jaką sprawę zawołano, jakoby na Pana swego w komórce swej patrzyła, mówiąc tak: Poczekaj mię tu, Jezu mój, wnetże się odprawię, a do ciebie wrócę. Onę jej prostotę i szczerość wielkiemi Pan Bóg pociechami wnętrznemi i widzeniem cudownem wdzięczną sobie być pokazował. Czego ona pokornie używając, tern więcej się każdemu stworzeniu i siostrom swym uniżała. Wielkiego była ku nędzy ludzkiej politowania, więcej się żałością nad nimi męcząc, niźli się oni nędzą swoją męczyli; a nie mogąc i nie mając co ubogim dawać, Pan Bóg wejrzawszy na gorącą jej ku bliźniemu miłość, dał jej to, iż gdy kto miał jaką wadę i ból w oku, albo na ręce, albo na którym członku, skoro śliną swoją pomazała, a ręką dotknęła, wnetże zdrowie członkom onym wracała. Co gdy się wsławiło, wiele ludzi do niej przychodziło, którzy przerywali nabożne zabawy jej, tak, iż ztąd tęskność miała i mówiła do Pana swego: Panie, odejmij odemnie ten dar twój, oto się tobą bawić tak dobrze nie mogę! a miasto tego, daj mi dla lepszego nabożeństwa ku tobie Psałterz zrozumieć.

Uczynił Pan Bóg wolę jej, on dar do leczenia odjął, a oczy jej duszne na wielkie tajemnice w Psalmach otworzył, z których gdy więcej do głowy, niżeli do serca brała, a nie taki miała pożytek z tego, jako się spodziewała, znowu rzekła do Pana swego: Panie, a cóż mnie prostej i nieumiejętnej mniszce po tych tajemnicach Pisma ś., które doktorom i uczonym służą? daj ty mnie raczej serce swoje, a mnie odbierz moje; abym tylko ciebie miłowała, a czyniła wolę twoję. Oną prostotą i pokorą, wiele sobie chęci ku miłemu Oblubieńcowi przyczyniła; i tak czyste serce dał jej Chrystus Bóg jej, że i myśl przez nie nieczysta nie przechodziła.

Jednej nocy, gdy na jutrznię siostry wstają, przypadł na subtelne i młode jeszcze ciało jej pot wielki, i w nim mdłość, tak, iż myśliła na jutrznię nie wstawać. A potem rozmyślając się, usłyszy jakoby głos do siebie: Co leżysz, a temu osłowi wygadzasz ? czyń pokutę za ludzie grzeszne, którzy w śmiertelnym grzechu leżą; i porwała się, skoro zaczęto jutrznię, a w tem zachwycona była i zdało się jej, jakoby z boku Chrystusowego wielką słodkość ssała. Po tern widzeniu, dziwnie miała wielką pociechę i słodkie kochanie w służbie Bożej i w miłości swego Oblubieńca. Dziwną rzecz, ale potem doznaną! od niej objawioną, powiem: Ślina jej długo po onem widzeniu słodsza, niżeli miód jaki była, iż z duszy na ciało też znak jakiś onej rozkoszy wystąpił. Gdy się modliła przed krucyfiksem, w takiem podniesieniu ducha i kosztowaniu słodkości niebieskiej bywała, iż mdlała, a członki jej i stawy rozpuszczały się, zkąd nie raz upadać na ziemię musiała. Ja (powiada ten, co pisze) przyznać to muszę, czego świadomy jestem; zdała się prostą w rozmowie potocznej, ale nigdym żadnego, jak żyję, w duchownej rozmowie nie słyszał, z któregoby ust tak gorące i ogniste w duchu prawdy słowa wychodziły. Czasem na jej rozmowie byłem, jako głupi i niemy. Pomnę czas i miejsce, gdym się na jej o Bogu i rzeczach Boskich słowa tak zdumiał, i takem się słodkością i niewymowną rozkoszą nakarm ił, iż gdybym był długo o niej myślił, musiałbym był albo od rozumu odejść, albo zaraz umrzeć.

A mając takie dary Boskie, pragnęła pokornie przez biskupa być Chrystusowi poślubioną i od Huarda Leodyeńskiego biskupa z innemi zaślubiona i poświęcona jest. Widzieli niektórzy, gdy biskup kładł na inne panny wedle zwyczaju wieniec prosty, a gdy do Ludgardy przyszedł, że korona złota z drogiemi bardzo kamieńmi i świetna w ręku biskupich pokazała się, i na głowie jej stanęła. Potem jeszcze ochotniej szła za barankiem , pokory jego, ubóstwa, miłosierdzia, krzyża cierpliwości, czystości, postów i innych dróg zbawiennych naśladując, i tem ich więcej sobie przyczyniając. Doznana rzecz była, gdy wiersz na responsoryi w jutrzni Panny Matki Bożej śpiewała, iż głos jej, jako anielski, każdego człowieka, który słyszał, do nabożeństwa wzruszył.

Obrana niebawiąc za ksienię onego klasztoru i dwanaście lat z wielką czcią Boską, rozmnożeniem cnót panieńskich i zakonnej doskonałości siostry sprawowała. Potem mistrz jej duchowny, Jan  Liranus, człowiek żywota świętego, z dyecezyi Leodyjskiej, wiedząc o jej świętobliwości, radził, aby przełożeństwo złożyła, a sama poszła do Francyi, do klasztoru Akwitanu Cystercyeńskich panienek. Z czego gdy się długo wymawiała, mieniąc, iż języka francuzkiego nie umiała, bo tylko niemieckim mówiła, Krystyna niejaka (którą dobrze wspomina wielebny Jakób kardynał, w żywocie ś. Maryi Egnińskiej) z natchnienia Ducha Bożego poszła do niej i mówiła: Czemu się Boskiej woli sprzeciwiasz, a do Akwitanu nie idziesz? Ona się także językiem wymawiała; a Krystyna jej rzecze: Jabym wolała z Chrystusem i w piekle być, niźli w Niebie z Aniołami bez niego; (dobrze mówiła, bo i najgorsze i najtęskliwsze miejsce z Chrystusem Niebem nam być ma, gdy jego wolę pełnimy). To słysząc Ludgarda, zezwoliła i tam poszła, prosząc pilnie Pana, aby siostry, które opuszczała, w opiece swojej miał, a nie dał im w służbie swej słabnieć. Co bez wątpienia u Pana Boga zjednała; gdyż widzimy po dziś dzień, jako w tym klasztorze cnoty panienek zakonnych, które w innym osłabiały, kwitną. Na przyjście ś. Ludgardy do Francyi, wiele się panienek do czystości pobudziło i wiele klasztorów przyczyniło się, które jej sobie za ksienię prosiły; a ona w sercu mówiła: Nie dopuść tego, Panie. I dobrze tem Pan Bóg dał znać, iż jej na przełożeństwie mieć nie chciał; bo do Francyi dwadzieścia cztery lat mająca przejechawszy, przez czterdzieści lat, po francuzku ledwie chleba dobrze prosić umiała. Co widząc ludzie, dali jej z przełożeństwem pokój, a ona z radością wielką Panu Bogu, w gorącem nabożeństwie swem i bogomyślności służyła.

Za czasu jej nastali piekielni heretycy Albienses, którzy wszystkiemi Sakramentami gardzili. Pannę Matkę Bożą i świętych jego bluźnili; ona się o to wielce frasowała i miała widzenie, jakoby bardzo smutną widziała Matkę  Pana naszego, tak mówiącą: Oto Syn mój znowu od heretyków i fałszywych chrześcian oplwany jest i ukrzyżowany. Tedy panienka święta, na pomoc Kościoła Bożego, a wykorzenienie kacerstwa, siedm lat pokuty obiecała, chleb tylko jedząc, a piwo pijąc; co czyniła bardzo ochotnie i z podziwieniem. Bo gdy z posłuszeństwa jeść jej co innego kazano, i ziarna grochu
przełknąć nie mogła. Wszakże bardzo się tem cieszyła, gdy inne siostry wygodę swoję i potrzebną żywność miały i jadły. Zkąd zwykła mawiać Na jeden miesiąc przyczynia mi się zdrowia i posilenia, gdy siostrom jaką potrawę nad zwyczaj przyczynią. Bo widziała i znała to, iż nie każda dar taki do poszczenia mieć mogła, a im dłużej sama pościła, tem dłuższa była na ciele i na duszy. Upraszała u Pana Boga około ludzkich dusz, co jedno chciało ono czyste pokorne i Boga pełne serce.

Jakób z Witryaku kaznodzieja, z nabożeństwa na wiedzając jedną niewiastę chorą, choć nic sprośnego jeszcze nie myślił, ale miłość ku niej już nie praw ie duchowną, lecz cielesnością nieco pachnącą, mieć począł. Poznała to święta panna i pilnie za niego Pana Boga prosiła, aby mu oczy na obaczenie onych sideł djabelskich otworzył. Uprosiła, iż się postrzegł i nieporządny on afekt oddalił od siebie. Opata Foniceńskiego Symona, który ją bardzo w Bogu miłował, a trochę surowy był na bracią i nagle umarł, za pewnem objawieniem, z czyśca wybawiła modlitwami swemi.

Gdy umarł Innocencyusz trzeci papież, ukazał się jej w ogniu, cierpiący mękę wielką, do którego rzekła: Jako wszystkiego chrześciaństwa ojciec takie męki cierpi? A on odpowiedział: Dla trzech przyczyn słusznie mię Chrystus do piekła potępić mógł; jednak mi przyczyna Matki jego, której imieniem zbudowałem klasztor, pomogła, iżem na te męki czyścowe jest skazany. Wszakże mi i to uprosiła, abym ci się ukazać  mógł w tych tak ciężkich mękach czyścowych, a ciebie o pomoc prosił, i z tern zniknął. Nie tylko sama, ale i sióstr wiele prosząc, trudziła się rozmaicie, chcąc onej duszy pomoc uczynić. Mnie (mówi ten, co pisał żywot) one trzy przyczyny powiedziała, ale ich ogłaszać nie chcę.

Jan Liranus miał z nią zmowę, aby się jedno drugiemu, ktoby pierwiej umarł, po śmierci ukazał, jeśli Pan Bóg dopuści. I do Rzymu idąc, o zakonników się, które miał w poruczeniu, zastawując, w górach umarł i tego się jej dnia, we dnie w krużganku ukazał. Ona m nieinając, aby był żywy w ciele, kiwnęła na niego, aby szedł na miejsce, rozmowie sióstr naznaczone; a on jej rzekł: Iżem ja umarł, jedno dosyć czyniąc zmowie, pokazałem ci się. To usłyszawszy, padła na ziemię i pytała, co to za trzy szaty na tobie widzę? biała szata znaczy dziewictwo, które z matki zachowałem; czerwona prace, dla których zdrowie i życie straciłem o sprawiedliwość i prawdę; m odra znaczy doskonałość żywota duchownego, i z tern zniknął. Ona to siostrom powiedziała i tak się pokazało potem, iż tego dnia umarł. Płakała go jednak ś. Ludgarda, jako mistrza duszy swej; ale głos usłyszała po łacinie: Nunquid non melior sum tibi, quam decem filii? czego ona jako prosta nie rozumiejąc, sióstr o wykład prosiła.

Skończywszy siedm lat postu za wykorzenienie heretyków, drugie siedm lat za leżących w grzechu śmiertelnym obiecała, do chleba a piwa tylko jarzynę przydając. Tegoż wieku żyła ona dziwna panienka Marya Egnińska; ta o Ludgardzie mówiła: Nie ma teraz świat gorętszej bogomodlcy za umarłych dusze w czyścu i za grzesznych w żywocie; cuda duchowne czyni za żywota, a cielesne po śmierci czynić będzie. Na każdą niedzielę ciała Chrystusowego używała, czego zabroniła jej nieroztropnie ksieni; a ona rzekła: Jać słucham, ale cię Pan Bóg na ciele skarze; i tak się stało, zachorowała; a skoro jej dopuściła zwyczaju świętego, ozdrowiała. Nieprzyjaciele duszni, często do niej przychodzili, a nowiny jej różne przynosili; ona na nich się dobrze znając, plwała im w twarz, a krzyżem świętym jako psy biła, i tak się jej bali, iż na miejsce, gdzie się modliła, nigdy przyjść nie śmieli.

A nie rozumiejąc Psalm ów łacińskich, gdy słowa po łacinie mówiła, widziała dobrze, iż czarci uciekali i złych myśli zarzucać przestawali; zkąd wnosiła, że słów Boskich, chociaż nierozumianych, djabli się boją i w pokusie moc ich słabieje. Mówiąc swoje godziny i pacierze, chciała to na sobie przywieść, aby wtenczas nie tylko nic próżnego, ale nic i dobrego nie myśliła, okrom tego, co w słowach było. A gdy do tego przyjść nie mogła i wielkie gryzienie sumienia miała, nikt jej w tem ucieszyć długo nie mógł, i
wielekroć z ciężkiem udręczeniem swoje pacierze powtarzała; przeto zdało się jej, gdy się jej nie powiodło, jakoby ich nie odprawiła; aż sam Pan Bóg jednego pastucha od bydła na nię naprawił, który ją do forty przyzwawszy, rzekł: Około pacierzy nie miej żadnego gryzienia, już się tak P. Bogu podobają. Widząc, iż nieznajomy a prosty człowiek, któremu się tego nigdy nie zwierzała, to jej powiedział, wolę Boską w tern zrozumiała i wszystka się uspokoiła.

I na duchu roztropności panience tej nie schodziło. Raz po przyjęciu ciała Bożego, będąc na słodkiem rozmyślaniu i weselu duchownem, przyjdzie jej myśl, iżby lepiej na tem rozmyślaniu tak wdzięcznem zostać, a cielesnego pokarmu nie brać; a ona postrzegła, iż to pokusa, i rzekła: Panie mój, dosyć mam teraz na słodkości twej, już przestań, trzeba mi też ciało posilić; racz tej słodkości ducha tego siostrze Elżbiecie użyczyć, która kilkakroć na dzień jeść musi, aby nie tak często jadła; i  sama idąc jeść, uprosiła siostrze onej, iż ją Pan Bóg słodkością Ducha swego tak obdarzył, że raz na dzień tylko jadała. Ta siostra chora, gdy się polecała modlitwie ś. Ludgardy, choroba ją ona minąła i wstawszy czyniła to, co i drugie. Mądra bardzo panna, która duchownemi pociechami nie chciała tak mdlić ciała swego, żeby na posługą bliźniego i pracą większą, niepożyteczne zostać miało, aby każda rzecz swój czas miała.

Cząsto prosiła Pana Boga, aby krew swoją dla niego rozlać mogła, jako inne Mączenniczki. A czasu jednego tak się, o to prosząc, w duchu zapaliła i miłością niebieską rozgorzała, iż mniem ała, aby już umrzeć miała godziny onej. A w tem żyła sią jej jedna, blizka serca zerwała, że krwią wszystka spłynąła na szatach i kapicy; poznała, iż czas mączeński, jako zima minął, a Pan Bóg za oną krew obdarzyć ją koroną męczeńską miał. Gdy mąką Pańską rozmyślała, zdało się jej, jakoby wszystka krwią spłynąła, i drudzy w niej spostrzegli, iż twarz jej i ręce bywały jako krwią polane. Wiele ludziom około pomocy zbawiennej jednała.

Mniszka jedna była w wielkiej, do rozpaczy prowadzącej pokusie; skoro za nią modlitwą uczyniła, rzekła do niej: Gdy w wielki tydzień kapłan zaśpiewa: Ecce lignum crucis, wolna bądziesz; i tak sią stało. Opat Affigieński Jan człowieka jednego, w grzechach wielkich leżącego, przywiódł do niej, aby ją tylko widział. I spytał go potem: Widziałeś panną świątą? A on rzekł: Skorom ją ujrzał, wszystkie mi
grzechy moje obrzydły i za pomocą Boską nigdy sią do nich nie wrócą. Mówiącej łacińskie słowa, cząsto Pan Bóg ich pożytek i rozumienie objawiał. Raz gdy mówiła: Tu ad liberandum suscepturus hominem, non horruisti  Virginis uterum; to jest: Ty, Chryste, dla wybawienia ludzkiego; nie w stydziłeś sią żywota panieńskiego; uczuła, jako sią na te słowa Przeczysta Panna uweseliła. I mnie (mówi ten, co pisał) jako miłego syna swego upomniała, abym to mówiąc, ciałem wszystkiem sią skłonił, sławiąc Boga w Pannie Przenajświątszej; co długo czyniłem i czynią, i czytelnika mego, aby czynił, upominam.

Raz sią zlitowała nad jednym ubogim, a dać mu czego nie miała, i smutną zostając, puścił jej Pan Bóg w myśli słowa one: Cząstka moja Panie, rzekłem, strzedz zakonu twego. Których słów takie jej rozumienie przyszło: Ty innej cząstki nie masz, jedno mnie; mówże ubogiemu: Złota i srebra nie mam, to co mam, dająć ochotnie. Módl sią za niego, a dałaś, coś miała, i to czyniąc, wypełniłaś zakon mój. Jednej mniszce skuszonej, grzech jej tajem nie (którego sią wstydziła powiedzieć na spowiedzi) objawia i ze wszystkich ją pokus uleczyła. Kapłanów, z którymi jaką znajomość miała, pilnie z wielką wdziącznością słów upominała, aby sią o dusze krwią Chrystusową odkupione starali, a z niewoli je djabelskiej wyzwalali. Ja gdym miał niepokój (mówi ten, co żywot pisał) spowiedzi słuchając, a młodym kapłanem bądąc, cierpiałem z tego, com słyszał, rozerwanie; ona mi tak swoją modlitwą, gdym sią jedno do niej uciekł, pomogła, iż napotem, jako już temu lat jest szesnaście, im szpetniejsze
rzeczy na spowiedzi słyszałem, tem jako pień i kamień nic nieodmiennym ku nim zostawałem.

Do klasztoru raz rozpaczającą niewiastą przywiedziono, którą nikt do nadziei odpuszczenia grzechów przywieść nie mógł. Ona mówić z nią nie umiejąc, zamknąła sią z onąż w komórce; z której śmieli sią wszyscy, wiedząc, iż po francuzku nic nie umie. Ale gdy niewiasta ona od niej wyszła, powiedziała: Nikt mią do tego wesela, które już mam od Pana Boga, i nadziei łaski jego przywieść nie mógł, jedno ta; czemuż mówicie, że ona po francuzku nie umie? bardzo dobrze i lepiej niż ja, umie. Ten P. Bóg cud
ukazał, widząc, że wielkie miłosierdzie ku strapionej niewieście miała Ludgarda.

Za grzechy ludzkie nigdy sią płaczem ugasić nie mogła, zawżdy jako Jeremiasz upadku ludu swego żałując. Ledwie piąć lat przed śmiercią żałość sią onej i smutku ulżyło. Jedenastego roku przed śmiercią wzrok straciła i wolniejsze oko duszne na widzenie Boga w wierze i bogomyślności miała. Tego jej tylko żal było, iż na duchownych przyjaciół swych patrzyć nie mogła. Ale powiadał o niej brat Bernardus, iż to z jej ust słyszał, że taką obietnicą i pociechą Chrystus jej był uczynił, iż za tą ślepotą czyśca ujść i wszystkich swych przyjaciół w Bogu w Niebie oglądać miała. Piąć lat niźli umarła, gdy Kościół czyta oną Ewangelią niedzielną o wieczerzy, po świątkach, rzekła do siostry Sybilli: Wiedz, siostro miła, iż z tą Ewangelią i w tę niedzielę gdy ją czytać będą, na wieczerzę Baranka pójdę.

Czwartego roku przed śmiercią, gdy Tatarowie, Węgry, Bułgary, Ruś zwojowali i przemożnego księcia Polskiego zabili, wszystka ziemia Niemiecka, Czeska i Francuzka w wielkim strachu była. Uciekali się ludzie do jej modlitwy, powiadała, iżem ja dawno o to prosiła i pewnam tego, że do ziemi Niemieckiej teraz nie przyjdą; i tak się stało. W rok przed śmiercią, wzięła trzy nauki od Oblubieńca swego; aby za dobrodziejstwa dziękowała; aby za grzeszników na ziemi prosiła; trzecią, aby z nim być z wielkiej i gorącej chęci pragnęła. Upominała długo swoje siostry, w chorobie zostając, że niedbale godziny i pacierze odprawowały; a gdy nie widziała poprawy, mówiła: Po mojej śmierci dotknie was ręka Boska, a pilniejsze będziecie. Co się spełniło, bo czternaście sióstr przedniejszych powietrzem w krótkim czasie umarło.

Gdy umierał Baldwinus przeor z Egnii, będący przedtem u sióstr w Akwiryi kapłanem i kaznodzieją sławnym, który się był nieco w rzeczy świeckie nie bardzo przystojnie wdał, mając z ciała Maryi z Egnii palec, za drogie przy sobie relikwie, włożył go na się przy śmierci i mówił: Panno, pomnij na zmowę, którąś zemną miała, iżeś mi tej godziny pomoc obiecała; już czas, czyń, co masz. I gdy się wracał brat Bernard z jego pogrzebu, ujrzawszy go święta Ludgarda rzekła: Pochowaliście przeora? Pochowaliśmy, rzecze. Ona powie: Widziałam Maryę z Egnii, która rzekła mi: Wstań najmilsza, pokwap się do modlitwy za brata naszego Baldwina, tej godziny przed sąd Boży stawiony będzie, aby się sprawił o rzeczy dopuszczone, i opuszczone. Taki w niej duch prorocki przebywał i tak wielu ludzi umarłych duszom pomoc dać modlitwą swoją mogła.

Przyjaciel jej jeden wpadł w wielki grzech i powiedział przed nią, lekarstwa od niej szukając. Wołała z
taką pilnością, do Pana, iż rzekła nakoniec, co mówił z wielkiej miłości Mojżesz: Albo mię zgładź z ksiąg twoich, albo jemu tę złość odpuść; uczuł on człowiek wielką skruchę i pociechę duchowną. Jakób z Witryaku on zacny kardynał, biskup Achoński, spowiednik niegdy jej, w dalekiej stronie od niej umarł, którego w zachwyceniu widziała, iż duszę jego niesiono do raju i wołała na niego: Nie wiedziałam przewielebny ojcze, abyś już z ciała wyszedł; powiedz mi, jakoś dawno świat ten pożegnał? A on rzekł: Czwarty dzień dziś i byłem w czyścu trzy dni i trzy nocy. Ona się dziwując rzekła: Czemuś mi nie powiedział, żebym była modlitw sióstr naszych na wybawienie twoje z czyśca użyła. A on powiedział: Nie chciał cię P. Bóg mękami memi zasmucić, ale cię chciał koroną moją uweselić i ty też prędko już za mną pójdziesz. Powiedziała ono widzenie siostrom, i ziściła się nowina o jego śmierci i czasie; a było trzydzieści dni drogi od miejsca, gdzie kardynał umarł. Sama też potem zachorowała w sobotę przed ś. Trójcą, a we czwartek zawołała siostry Sybilli mówiąc: Siedź tu przy mnie, klasztor jest pełny dworu Niebieskiego i sióstr wiele naszych przed nami umarłych i od onego czasu przez cały piątek w zachwyceniu była, żadnego słowa nie mówiąc. A w sobotę gdy już czas jej wyjścia z ciała przychodził, oczy w Niebo podniosła i obronę z ożywiających sakramentów wzięła, a w wieczór szczęśliwie z weselem do górnego Jeruzalem w pośrodku panienek z Bogiem królujących i Aniołów weselących się, poszła; Roku Pańskiego 1216, dnia 16 czerwca, roku życia swego 64. Nieźliczonemi cudami po śmierci uczczona jest od Boga; na cześć królującego na Niebie i na ziemi Pana naszego Jezusa Odkupiciela, który z Ojcem i z Duchem  ś. równy ma pokłon od wszystkiego stworzenia na wieki wieków, Amen.


Ks. Piotr Skarga ,,Żywoty Świętych Starego i Nowego Zakonu na każdy dzień T.I", str.575-580