Świętego Romualda, Założyciela Zakonu Kamedułów (7 lutego/19 czerwca)


 7-go LUTEGO

ŚWIĘTEGO ROMUALDA

ZAŁOŻYCIELA ZAKONU KAMEDUŁÓW

Żył około roku Pańskiego 1027

(Żywot jego napisany był przez świętego Piotra Damiana)

Święty Romuald, ze znakomitej książęcej rodziny Honestów pochodzący, narodził się we Włoszech w mieście Rawennie, w połowie X wieku. Wychowany był w wielkich zbytkach zamożnego rodzicielskiego domu, i do dwudziestego roku wieku swojego, prowadził lekkomyślny sposób życia, zwykły młodzieży wyższego stanu. Wszelako już i wtedy miał pociąg do samotności, i w myśliwskich wycieczkach swoich wśród lasów, roił o szczęściu pustelniczego życia. Książe Sergiusz, ojciec jego, wyzwał był na pojedynek jednego z blizkich krewnych swoich. Romuald nie chcąc zrazu towarzyszyć ojcu w tym niegodziwym postępku, w końcu uległ jego woli. Gdy zaś w potyczce tej nieszczęsnej, przeciwnik Sergiusza poległ z jego ręki, Romuald lubo świadek tylko, a jak u nas nazywają Sekundant, tej zbrodni, tak silne uczuł z tego powodu wyrzuty sumienia, iż udawszy się do klasztoru Benedyktynów, w okolicach Rawenny będącego, w którym spoczywały zwłoki świętego Apolinarego, na czterdziestodniową najostrzejszą skazał się pokutę. Tam jeden z braciszków zakonnych, zaznajomiwszy się z nim bliżej, silnie go namawiał, aby został zakonnikiem. Razu pewnego, gdy na to nastawał, a zawsze napróżno, tak się do niego odezwał: „Jeśli ujrzysz na jawne, w tym kościele świętego Apolinarego, czy pójdziesz za moją radą?" „Poprzysięgam ci, odrzekł Romuald, że w takim razie nie wrócę już do świata ."— „Czuwaj więc ze mną całą noc w kościele," powiedział braciszek. Co gdy uczynili, przez dwie noce następne, i w jednej i w drugiej około pienia koguta, okazał się im święty Męczennik w wielkiej światłości z ołtarza zstępujący. Romuald niezwłocznie postanowił wstąpić do Zakonu. Poczem ukląkłszy przed ołtarzem. Matki Boskiej, wielkiej doznał wewnętrzne pociechy, i wprost z tamtąd udał się do Przeora, prosząc o suknię zakonną.

Zrazu nie chciano zadośćuczynić jego żądaniu, z obawy ojca, który był temu przeciwny; lecz w końcu wytrwałość Romualda, wszystkie trudności przezwyciężyła. W nowicyacie będąc, wielką swoją świętobliwością i nadzwyczaj umartwionem życiem, tak wszystkich przewyższył, iż zakonnicy wielce od ducha swojego odbiegli, Zaczęli go prześladować, a jeden z nich nawet na życie jego czyhał: Romuald wtedy udał się w okolice Wenecyi do pewnego pustelnika imieniem Marynia, który mieszkał tam na puszczy, i poddał się jego przewodnictwu duchownemu. Ten obchodził się z nim z nadzwyczajną surowością, do tego stopnia, iż często uderzał go kawałkiem drzewa w głowę. Święty, razu pewnego, gdy mu ten rodzaj kary zadawał mistrz jego: „Ojcze drogi, powiedział mu z największą pokorą, proszę mnie uderzać w drugą stronę głowy, bo na to ucho już nie słyszę."

Po niejakim czasie, świętobliwość Romualda tak się głośną, stała, iż najprzód wielu pragnących prowadzić życie pustelnicze, zgromadziło się pod jego przewodnictwo, a następnie Pan Bóg użył go do wprowadzenia w klasztorach Benedyktyńskich, ścisłego zachowania pierwotnej Reguły. W tem trudnem dziele, tak mu Pan Jezus błogosławił, iż w przeciągu lat kilku, zreformował on wszystkie klasztory znajdujące się we Włoszech, i wiele we Francyi, a nowych około stu założył, wszędzie najściślejsze pustelnicze życie, bogomyślności i pracy poświęcone, ustalając. Sam zaś, wśród tej niezmiernej liczby świętych pustelników, był wzorem najwyższych cnót zakonnych. Lubo innym nie pozwalał dnia całego bez żadnego przepędzać posiłku, sam to zwykle co dni kilka czynił, a codziennie, prócz niedziel, raz tylko na dzień, około zachodu słońca, jadał trochę warzonego grochu. W miłości dla braci szczególnie chorych, i w jakimkolwiek  strapieniu zostających, nikt go nie wyprzedzał. Niezliczoną ich liczbę mając pod swoim zarządem, według słów Apostoła Pawła: wszystkiem był dla wszystkich. Ksiąg świętych z rąk nie wypuszczał, a szczególnie lubił czytać Żywoty Świętych Pańskich, których jak najwierniej naśladował.

Tymczasem zły duch, srodze w tychże czasach na tego wielkiego sługę Bożego uderzał. Nie tylko myślami o świecie, którego się tak szczerze wyrzekł, zakłócał jego pokój wewnętrzny, ale nawet nad ciałem jego się pastwił, bijąc go niekiedy dotkliwie. Przez pięć lat tym sposobem pokoju mu nie dawał. Lecz po takiej każdej z szatanem walce, w której Romuald zawsze zwycięztwo odnosił, nawiedzał serce jego Pan Jezus nadzwyczajnemi niebieskiemi pociechami.
Ojciec jego Sergjusz, pobudzony przykładem syna, wstąpił był także do Zakonu. Po niejakim czasie, nasz Święty, znajdując się we Francyi, dowiedział się, iż upadłszy on na dachu, klasztor zamierzał opuścić. Romuald widząc to niebezpieczeństwo, grożące duszy ojca, co prędzej tam przybył, a jedynie na względzie mając jego dobro wieczne, mężny gwałt zadawszy synowskim uczuciom, nie mogąc inaczej ojca od gubiącej go pokusy uratować, włożył na niego dyby. Starzec upamiętał się, zawdzięczając tym sposobem synowi wysoką świątobliwość, do jakiej potem doszedł, i w której go już i śmierć zastała.

W jednym z klasztorów, w których święty Romuald zaprowadzał ścisłość życia zakonnego, gdy nie zrażał go opór, jak i w wyrodnych synach świętego Benedykta napotykał, przyszło do tego, iż go ci nieszczęśni mnisi, zbiwszy, wypędzili za furtę. Pan Bóg cudem pomścił krzywdę swojego sługi: gdyż przywódca zbuntowanych zakonników, niezwłocznie nędzną śmiercią zginął, a inni od zawalającego się nad nimi dachu, ciężkie ponieśli rany.
Lecz zkądinąd, Romuald bardzo obfite owoce swoich świętych zabiegów odbierał. Liczba wstępujących do klasztorów, przez niego reformowanych, była nadzwyczajną. Szczególnie z wyższego stanu osób mnóstwo się do niego garnęło. Przyszło do tego, iż gdy się w którym z dworów królewskich pojawił, mało tam kto z najwyższych urzędników pozostał, tak wszyscy szli za nim. Wtedy to nasz książę Kazimierz, przezwany mnichem, wnuk Bolesława Chrobrego, wstąpił za jego wpływem do Zakonu.

Mając już lat sto dwa, poszedł był razu pewnego w góry Apenińskie, w samotne bardzo miejsce. Tam usnąwszy przy źródle wody, miał widzenie, w którem ukazała mu się drabina z ziemi sięgająca do Nieba, po której zstępowali zakonnicy, w białych habitach odziani. To podało Świętemu myśl, założenia tam klasztoru dla braci, którym by sam nowe nadał ustawy. Udawszy się do właściciela doliny, na której miał to widzenie, nazwiskiem Maldoli, od którego ziemia ta nazywała się Campo-Maldoli, otrzymał ją w darze. Tam wybudował pierwszy klasztor, założonych przez niego Kamedułów, od nazwiska tej doliny tak nazwanych. Tem nowem zgromadzeniem, a z ubiegiem czasu i w wielu innych krajach rozszerzonem, rządząc jeszcze lat ośmnaście, w roku Pańskim 1027, mając lat sto dwadzieścia, poszedł do Pana Boga po zapłatę za tyloletnią swoję wierną Jemu służbę. Dzień i rodzaj
swojej śmierci, na dwadzieścia lat pierwiej przepowiedział.

POŻYTEK DUCHOWNY.

Święty Romuald żył w czasach wielkiego pomiędzy wiernymi nawet zepsucia, a widziałeś z jego Żywota, jak zbawienny i jak powszechny wpływ wywarł. Proś gorąco Pana Boga, aby takich Świętych i za naszych czasów wskrzeszać raczył, a świat tegoczesny-uzdolnił, do odbierania zbawiennego od takich Bożych mężów wpływu.

MODLITWA (Kościelna).

Wstawienie się za nami błogosławionego Romualda Opata, niech nas Panie, miłosierdziu Twojemu poleci, ażebyśmy to, co własnymi zasługami osiągnąć nie możemy, za jego stawieniem się otrzymali. Przez Pana naszego... i t. d.

Na tą intencyę: Zdrowaś Marya


Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna, str. 77-78