12-go Czerwca.
ŚWIĘTEGO JANA Z FAKUNDY
ZAKONU OJCÓW AUGUSTYANÓW.
Żył około roku Pańskiego 1479.
(Żywot jego był napisany przez świętego Tomasza z Willanowa).
Święty Jan urodził się około roku Pańskiego 1430 w Hiszpanii, w mieście zwanem Pahagun, czyli świętego Fagundeza. Ojciec jego Don Jan Gonzales Kastryllo (de Castryllo), a matka Donna Sancia Martinez, z pierwszej szlachty tego kraju, byli bardzo bogaci. Przez lat szesnaście nie mieli dzieci, aż po pielgrzymce którą w celu uproszenia sobie potomstwa, odbyli do jednego z kościołów Matki Bożej słynących cudami, obdarzył ich Pan Bóg synem. Ojciec zaraz po urodzeniu wziąwszy go na ręce, podniósł w górę i zaofiarował przenajświętszej Pannie, której go zawdzięcza. W dzieciństwie jego, można już było przewidzieć czem później będzie: gromadził wkoło siebie swoich rówienników, i miewał do nich nauki, zachęcając ich do miłości Boga, albo do zgody gdy się powaśnili. Zdarzało się, że gdy niektórzy rodzice sąsiednich dzieci, upominali je że długo za domem bawiły, a te się tłumaczyły że słuchały kazania synka Don Jana Gonzaleza, wtedy za złe im tego nie mieli. Młodym będąc wstąpił do stanu duchownego, a według nagannego ówczesnego zwyczaju, otrzymał kilka razem bogatych bardzo posad kościelnych. Biskup miejscowy obdarzył go niem i, widząc w nim rzadkich cnót i zalet kapłana.
Wszakże święty Jan, wkrótce zrzekł się wszystkich swoich korzystnych duchownych urzędów, w przekonaniu iż się nie godziło kilka takowych posiadać jednemu. Osiadł przy parafii świętej Agaty, w mieście Burgos, i oddał się bogomyslności i pracom apostolskim. Oto jest tryb życia jaki prowadził: sypiał tylko trzy godziny na gołej ziemi, kamień pod głowę biorąc, kładł się o północy, a wstawał o trzeciej z rana; szedł do kościoła, i tam przez kilka godzin modląc się, przygotowywał się do Mszy świętej, którą odprawiał z takiem nabożeństwem, iż sam jego widok przy ołtarzu drugich do łez pobudzał. Resztę dnia spędzał na słuchaniu spowiedzi, kazywaniu, nawiedzaniu chorych i ubogich. Po zachodzie słońca brał dopiero posiłek, i albo w swojem mieszkaniu czytał święte księgi, albo znowu w kościele do północy się modlił.
Po i te czasy, w jednem z większych miast hiszpańskich Salamance, powstały wielkie rozruchy. Mieszkańcy podzielili się na dwa przeciwne sobie stronnictwa, i przychodziło do krwawych starć, w których wielu ginęło: lała się krew nie tylko na ulicach, ale i po Kościołach nawet, Władza królewska nie była w Stanie przykrócić tak licznych zbrodni, i coraz większe nieszczęścia groziły temu miastu. Wtedy Pan Bóg natchnął świętego Jana, aby się tam udał, dla przywrócenia pokoju między powaśnionemi. Przybywszy do Salamanki, jak drugi Jonasz, zaczął głosić pokutę, przemawiając na ulicach i placach, i wystawiając nawet ambonę na miejscach gdzie już uzbrojeni przeciwnicy do starcia się gromadzili. Powstrzymał nieco rozlew krwi, lecz w początkach niewiele mógł poradzić z rozdrażnionymi do wysokiego stopnia umysłami.
W ciągu tych jego prac apostolskich, dotknął go Pan Bóg bolesną chorobą: zapadł na ciężkie cierpienie kamienia, A gdy nie zważając na takowe, pracował póki mu sił starczyło, zachorował niebezpiecznie i lekarze zawyrokowali, iż niezbędnem było odbycie jednej z najcięższych operacji. Poddał się jej Jan święty, spokojnie przygotowując się na śmierć mu grożącą, i zrobił ślub Bogu, że jeśli przy życiu zostanie, wstąpi do zakonu. Po odbytej operacyi, którą przeniósł z największą cierpliwością, wkrótce przyszedł do zdrowia, i wstąpił do zakonu ojców Augustyanów, do którego pociągnęła go ścisłość w zachowaniu Reguły i odosobnienie w jakiem żyli zakonnicy tego klasztoru. W nowicyacie będąc, od pierwszej chwili przyjęcia, habitu, stał się wzorem doskonałego zakonnika, i już w tedy cnoty jego uświetniał Pan Bóg darem czynienia, cudów. Był to rok wielkiego nieurodzaju na wino, napoju pospolitego i niezbędnego niemal w owym kraju. Zakonnicy klasztoru w którym przebywał święty Jan, mieli go tak mało, iż i na pół roku wystarczyćby im nie mogło. Nasz Nowicyusz, miał sobie powierzony dozór piwnicy, i wina cały rok nie zbrakło, gdyż ile razy beczka była z niego wypróżnioną, napełniała się na nowo skoro ją przeżegnał.
Jak o wielu Świętych, tak i o Świętym Janie którego żywot na dzień dzisiejszy przypala, czytamy że zaofiarowany w dzieciństwie przenajświętszej Maryi Pannie, stał się potem wielkim sługą Bożym. Niech to pobudza każdą chrześcijańską matkę, aby dziatki swoje opiece Matki naszej niebieskiej w szczególny sposób oddawała, i w sercach ich gorące do Niej nabożeństwo zaszczepiała jak najwcześniej.
Jak tylko wykonał śluby uroczyste, został Magistrem Nowicyuszów, wkrótce potem Definitorem prowincyi, a następnie Przeorem klasztoru w Salamance. Posłali go tam przełożeni głównie w tym celu, aby dalej prowadził dzieło uspokojenia miasta, ciągle w walce będącego, co też on niezwłocznie rozpoczął.
Dnia pewnego, dano mu znać że zbrojni przeciwnicy już się ścierać mają. Pobiegł na plac boju, i tam wśród walki obalony na ziemię, zdeptany nogami, zaledwie żywy się podniósł, a wszedłszy na wzniesione miejsce, z tak ą siłą i gorliwością wołał na walczących, iż ich niezwłocznie od dalszego krwi przelewu powstrzymał.
Jeden z dowódców niezadowolony z tego, rozkazał swoim stronnikom, aby innemi udając się ulicami, przy jego domu się zgromadzili. Święty pośpieszył na to miejsce, przy samej bramie pałacu tegoż dowódcy kazał wznieść naprędce ambonę i zaczął do gromadzących się groźnie przemawiać. Herszt ich wysłał kilku zbrojnych, aby dostawszy się na ambonę Zamordowali Jana. Rzucił się na niego motłoch krzycząc: „Śmierć temu świętoszkowi, niech zginie z rąk naszych,“ a sługa Boży zstępując z kazalnicy, pewny iż go męczeńska korona czeka, sam się w ich ręce oddawał. Lecz w chwili gdy oni podnieśli na niego miecze, Pan Bóg wstrzymał ich ręce: stanęli jak w ryci, ani kroku stąpić nie mogąc. Przerażeni tym cudem, zaczęli wołać o ratunek do tegoż samego którego zamordować mieli. Święty pomodlił się, a zbrodniarze odzyskawszy władzę, rzucili się tłumem do nóg jego, przyrzekając iż już, odtąd niesnasek wszczynać nie będą.
Dotrzymali mu słowa, lecz Wielkorządca sąsiedniego miasta Ledezmy, pobudzał ich na nowo do zatargów i bójek. Święty pośpieszył do tego niegodziwego buntownika, i z całą gorliwością i odwagą apostolską upomniał go za ciężkie szkody jakie przynosi duszom; grożąc mu Sądem Bożym. Wielkorządca, człowiek nadzwyczajnie gwałtowny i okrutny, kazał go schwytać przez swoich zbirów, ochłostać rózgami publicznie, i wygnać z miasta. Święty Jan Uszczęśliwiony, iż mu dane być uczestnikiem zniewag jakie ponosił Pan Jezus, powrócił do Salamanki, te swoje zniewagi ofiarując Panu Bogu właśnie za lud któremu się poświęcał. Pan Bóg przyjął miłościwie jego ofiarę. Wypadek ten, w którym dla dobra mieszkańców tego miasta, Święty tyle wycierpiał, zjednał mu ostatecznie
serca wszystkich. Wojujące z sobą stronnictwa pojednały się i uroczyście podpisały zgodę.
Tymczasem jego ojczyste miasto Sakagun, ciężką kleską dotknięte zostało. Wybuchło tam morowe powietrze, wielką liczbę ofiar porywając. Przełożeni zakonni, na żądanie mieszkańców tego znowu miasta, błagających aby: dla ich pociechy przysłano im świętego Jana, wyprawili go tam niezwłocznie. Przybywszy, słowem Bożem ich pokrzepiał, do modlitwy pobudzał, chorych dzień i noc, już to Sakramenta święte im udzielając, już doglądając w chorobie, nawiedzał, i wielką ich liczbę modlitwami swojemi uzdrowił. Rodzony brat jego Don Martinez Kastrylio, stracił był jedną z córek swoich Izabellę. Ciało jej złożono na katafalku, i już się zabierano do pogrzebu, gdy mąż Boży nadszedł. Przystąpił do trumny, pomodlił się chwilę, a wziąwszy za rękę dziewczynkę, podniósł ją i żywą oddał matce.
Udzielny książę Alby, uciemiężał swoich poddanych, którzy się burzyli z tego powodu. Słysząc jak skutecznie święty Jan przemawiał w podobnych razach do ludu, zaprosił go z kazaniem na wielką uroczystość Matki Bożej Różańcowej, w którym to dniu odprawiał nabożeństwo dziękczynne, za odniesione zwycięstwo nad Maurami. Święty w przemowie swojej, przypomniał poddanym obowiązek uległości władzy, lecz oraz i obowiązki panujących w żywych kolorach przedstawił. Książe biorąc to wszystko do siebie, do tego stopnia uniósł się gniewem, iż wysłał kilku zbrojnych za świętym Janem gdy odjechał, aby go w drodze zamordowali. Towarzysze jego podróży chcieli stawić opór zbójcom gdy na nich natarli. Jan nie pozwolił na to, mówiąc: „Spuśćmy się na Pana Boga, Sam on temu zaradzi." Jakoż, w chwili gdy zbójcy na niego uderzali, konie ich się spięły, a zrzuciwszy jeźdźców na ziemię, kości im połamały. Co widząc Sługa Boży, przejęty litością, przeżegnał ich mówiąc: „Niech wam Bóg odpuści, i przywróci zdrowie, a na przyszłość nie ściągajcie na siebie gniewu Jego." Potem podniósł ich i zdrowych odprawił. W tejże zaś samej chwili, książę zapadłszy w śmiertelną chorobę, poznał w tem karę Bożą, posłał po Świętego co prędzej, a gdy ten przybył, upadł mu do nóg i prosił o miłosierdzie, Jan modlitwą swoją uzdrowił go niezwłocznie, i zbawienne dawszy upomnienie odszedł.
Wróciwszy do Salamanki, przepowiedział dzień swojej śmierci. Zdarzyło się, iż nawrócił pewnego wielkiego pana, który szczerze pojednawszy się z Bogiem, rozstał się ze swoją nałożnicą. Ta zadała truciznę Janowi, wskutek której Święty zapadł w ciężką chorobę, przez kilka miesięcy nadzwyczaj cierpiał, i nakoniec w dniu który przepowiedział, oddał Bogu ducha. Umarł 11 czerwca, roku Pańskiego 1479, mając lat czterdzieści dziewięć.
Przy grobie jego tak wiele zaszło cudów, że w roku 1690, przez Papieża Aleksandra VIII kanonizowanym został.
POŻYTEK DUCHOWNY.
Jak o wielu Świętych, tak i o Świętym Janie którego żywot na dzień dzisiejszy przypala, czytamy że zaofiarowany w dzieciństwie przenajświętszej Maryi Pannie, stał się potem wielkim sługą Bożym. Niech to pobudza każdą chrześcijańską matkę, aby dziatki swoje opiece Matki naszej niebieskiej w szczególny sposób oddawała, i w sercach ich gorące do Niej nabożeństwo zaszczepiała jak najwcześniej.
MODLITWA (Kościelna).
Boże dawco pokoju, i w zajemnej miłości
lubowniku, któryś błogosławionego Jana wyznawcę
Twojego, przedziwnym darem jednania
powaśnionych przyozdobił; spraw za jego
zasługami i pośrednictwem, abyśmy w miłości
Twojej utwierdzeni, żadnemi od Ciebie
pokusami oddzieleni nie zostali. Przez Pana naszego i t. d.
Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.
Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna, str. 365-367