Żywot świętej Julianny, zakonnicy augustiańskiej (7 kwietnia)

 6. Kwietnia.

Żywot świętej Julianny, zakonnicy.

,,Dziękuję Ci, Ojcze, Panie nieba i ziemi, żeś te rzeczy zakrył przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je maluczkim." (Mat. I I , 25.) Tę modlitwę dziękczynną wzniósł Jezus i za Juliannę, która się urodziła roku 1193 w Retinnes przy Leodium. Rodzice jej byli majętni nie tylko w dobra ziemskie, ale i w dobra wieczne. Mając lat zaledwie pięć, utraciwszy rodziców, została Julianna sierotą i zakonnicom w Kornelibergu na dalsze wychowanie oddaną. Okazywała nienasyconą żądzę wiedzy i nie zwykły zmysł pobożności. W krótkim czasie nauczyła się psałterza na pamięć, i czytywała z głębokiem pojęciem tak Pismo święte, jak i pisma świętych Augustyna i Bernarda. Do żadnej pracy się nie leniła, owszem najniższa praca była jej tem milszą. Pościła bardzo surowo, a ze swych czynności tworzyła niejako bezustanną modlitwę, i miała największą pociechę w Jezusie w przenajświętszym Sakramencie i w Jego Przenajświętszej Matce Maryi. Gdy siostry na nią nalegały, aby jadła, i pytały, co lubi, wtedy odpowiadała z nadobnym uśmiechem:  ,,Lepszego chciałabym,  przez to chciała wyrazić, że pragnie jak najprędzej przystąpić do Komunii świętej, albowiem na niej spełniły się słowa Pisma św.: ,,Którzy Mnie pożywają, głód zawsze mają, a którzy Mnie piją, pragnienie zawsze mają" (Ekkl. 24, 29.)

Prośbie jej o przyjęcie do zakonu chętnie zadosyć uczyniono, a po śmierci przeoryszy obraną została na tę godność, choć to nie zgadzało się z jej pokorą i dziewiczą skromnością. Dobroć Boska wspomagała ją tu widocznie, albowiem udzieliła jej daru przewidywania przyszłości, i spraw w oddaleniu się dziejących, a nawet daru przenikania serc i myśli ludzkich, tak jakby w nich czytała. Z roztropną miłością macierzyńską kierowała swe duchowe siostry na wązkiej drodze do doskonałości, i wielu uciśnionym, chorym i w pokusach będącym dopomagała tak modlitwą, jak radą.

Tymczasem jej czysta dusza dojrzała do wielkiego dzieła, do którego Opatrzność Boska ją wybrała. Już od szesnastego roku widywała w czasie modlitwy cudowne zjawisko: zdawało jej się bowiem, że widzi księżyc w całym blasku swej pełni, mający na jednej stronie tarczy ciemne miejsce, jak gdyby wyłamane. Tego widzenia nie mogła sobie wytłómaczyć, i z czasem stawało jej się przykrem, bo gdy klękała do modlitwy, stawało jej zaraz przed oczyma i mimo usiłowania pozbyć się widzenia nie mogła. Wreszcie uważała to za pokusę, modliła się gorąco, i prosiła inne zakonnice o przyczynę, aby Bóg dobrotliwy od tego ją uwolnić raczył. Ale zjawienie nie znikało; prosiła więc Jezusa ze łzami, aby jej dał poznać, czy zjawisko ma jakie znaczenie, albo czy jest tylko pokusą.

Wreszcie sam Jezus Chrystus dał jej takie oświadczenie: ,,Księżyc oznacza Kościół katolicki, czarna plama na tarczy wyraża brak uoczystości na cześć najświętszego Sakramentu, którą to uroczystość pomiędzy wiernymi na całym świecie zaprowadzić należy. Wolą Moją jest, aby na pamiątkę zaprowadzono szczególnie uroczyste święto, albowiem w wielki czwartek wierni więcej rozmyślaniem Mojej męki są zajęci." Zarazem polecił jej rozgłosić to po całym świecie. Julianna pokornie wymawiała się swoją niegodnością i słabością, prosząc gorąco, aby słodki Jezus zechciał jakiego uczonego i świętego kapłana do tego zdania wybrać. Milczała więc, ale widzenie trwało, i to przez dwadzieścia lat. W końcu odprawiwszy swe modlitwy ze łzami, doniosła o swem objawieniu rozmaitym dygnitarzom kościelnym i uczonym, którzy się wszyscy z tego cieszyli, a Biskup w Leodyum już w roku 1246 naznaczył dzień uroczystości i obchodzenie jej w swej dyecezyi zalecił. I tak obchodzono pierwszy raz uroczyście ,,Boże Ciało". Julianna rozgłosiła tę sprawę w szerszych kołach. Radość nowego nabożeństwa była wielka, ale nie miało się obyć i bez burzy. Tysiące poczęły się pytać: ,,po co znowu nowe święto? Czy nam dziennie Msza św. nie wystarczy? Owóż znowu jedno święto więcej I I to jeszcze święto z poręki marzycielki, z poręki wybujałej fantazyi zakonnicy!"

Ponieważ piekło uroczystości przeszkodzić nie mogło, przeto straszliwie mściło się na Juliannie, używszy do tego zarozumiałego i złośliwego kapłana, który się wcisnął w zarząd jej klasztoru. Ponieważ Julianna mu nie chciała powierzyć dokumentu fundacyjnego, przeto znów złośliwy ksiądz oskarżył ją w Leodyum o kradzież, a obywateli tak podburzył na nią, że przemocą do klasztoru wtargnęli, i siostry sponiewierali. Julianna wcześnie uciekła, ale ją ścigano z jednego miejsca na drugie, aż wreszcie znalazła schronienie we Fasses. W krótce jednakże ciężko zachorowała. Przyjmując tę chorobę z rąk Jezusa z uległością i dziękczynieniem, zakończyła swój żywot 5. Kwietnia 1258 roku w Piątek o tej godzinie, o której Zbawiciel wisiał na krzyżu. Jej czysty duch uleciał do nieba, ale grób jej wnet licznemi zasłynął cudami.

Z śmiercią Julianny nie upadła uroczystość, owszem się wielce wzmogła. Prowincyał Dominikąnów Hugo został tymczasem Kardynałem, a Papieżem Jakób z Troyes, który pod imieniem Urbana IV. wstąpił na stolicę apostolską. Papież ten rozgorzał jeszcze większym zapałem do uroczystości Bożego
Ciała przez cud zaszły w Bolsena. Pewien pobożny zresztą kapłan zaczął we Mszy świętej powątpiewać, czy w przemienionej Hostyi znajduje się Jezus Chrystus, Pan nieba i ziemi z ciałem Swem, Bóstwem i człowieczeństwem. Kapłan ten odprawiał właśnie Mszą świętą i znowu tak silne
powątpiewanie go ogarnęło. Aliści z Hostyi podczas podniesienia zaczęły ściekać krople krwi na korporał. W przerażeniu swem chciał ten przypadek zataić i korporał złożył, ale krew przesiąkła przez korporał i wszędzie pozostawiła okrągłe znaki podobne zupełnie do Hostyi, i cztery krople upadły mu na marmurowe stopnie. Teraz już tego zataić nie można było, i ów kapłan zmuszony był rzecz tę wyższej donieść  władzy. Jeszcze pod wrażeniem przera żenią jakie cieczenie krwi z Hostyi na nim wywarło, pobiegł do poblizkiego Orvieto, do Papieża Urbana IV., który tam właśnie bawił, i ze skruchą serdeczną wyznał swoje dawniejsze powątpiewanie, jako i teraźniejsze przestępstwo. Papież Urban zbadał dokładnie tę sprawę, przekonał się na krwią zbroczonym korporale o prawdziwości tego cudu, i nie zwłocząc ogłosił w roku 1264 bulę, mocą której uroczystość Bożego Biała w pierwszy Czwartek po uroczystości Trójcy przenajświętszej obchodzić nakazał.

Tak więc słabą niewiastę wybrał Bóg, aby w tajemnicy sposób przez nią spowodować zaprowadzenie uroczystości Bożego Ciała, a kiedy i to jeszcze nie pomogło, cudem w Bolsena stwierdził Swą obecność pod postacią Hostyi. Dziś nabożeństwo Bożego Ciała należy do najwspanialszych i uroczystość odbywa się bardzo solennie po całym świecie.

Nauka moralna.

Święta Julianna, będąc jeszcze małą sierotką, kochała Jezusa pod postacią chleba i wina. Zapewne i ty, chrześcijaninie, pałasz miłością ku Jezusowi, ale Mu za mało oddajesz szacunku w przenajświętszym Sakramencie. Po wszystkich kościołach Jezus już od setek i tysięcy lat zawsze jest na ołtarzu utajony. I w naszym parafialnym kościele jest od setek lat zawsze obecnym, a dla kogóżby tu przebywał, jak tylko dla wszystkich parafian razem i dla każdego z osobna, więc i dla ciebie? Na cóż tu przebywa, tylko żeby nas strzegł, pocieszał, uszczęśliwiał, a za to nic więcej nie wymaga, jak wzajemnej od Ciebie miłości. Ale czemuż go zaniedbujesz? na czem to polega? Zapewne polega to na tem, że wpradzie wierzysz, że Chrystus jest utajony w przenajświętszym Sakramencie jako prawdziwy Bóg i człowiek, ale nie zastanawiasz się nad tem, czem On dzień i noc, całe lata i setki lat, — czem się trudni! Ty się gorliwie sprawami krewnych i sąsiadów zajmujesz, ale nie dbasz co Zbawiciel świata Jezus Chrystus w kościele czyni. A ten Jezus jest twoim bratem, twoim Zbawicielem, twoim najlepszym przyjacielem i sąsiadem.

Cóż czyni Jezus ustawicznie w przenajświętszym Sakramencie najprzód jako prawdziwy człowiek? Oto to samo, co uczynił owego pamiętnego 25. Marca, kiedy nastąpiła jego tajemnica wcielenia: On się modli! Składa On Bogu w Trójcy świętej jedynemu imieniu wszystkich ludzi najdoskonalszą i najmilszą modlitwę chwały, dziękczynienia, prośby przyczyny, —- czyni to w największem upokorzeniu, w postaci hostyi — baranka na zabicie wiedzionego — okrytego ranami na rękach, nogach, boku, głowie; czyni to dla ciebie z tem samem usposobieniem, jakiem wyrzekł raz do świętej Gertrudy, gdy przed krzyżem Jego klęczała: ,,Spojrzał na mnie, z szat obrany, wzgardzony, na całem ciele pokaleczony, mając wszystkie członki wywichnięte ze stawów, z miłości ku tobie wisiałem na krzyżu; i nadal jest płomień miłości mojej tak samo gorący, że, gdyby było potrzeba, to abyś ty sama jedna wiecznej szczęśliwości dostąpiła, wydałbym się znowu na takie same męki, jakie za świat cały cierpiałem!" W najświętszym Sakramencie nie poucza cię już słowami, gdyż te możesz czytać w ewangielii świętej, lecz własnym żywym przykładem cnót swoich, które ty w twoim stanie możesz i powinieneś naśladować. Rozważ tylko Jego posłuszeństwo dla godnych i niegodnych kapłanów, dla pobożnych i świętokradzką Komunią przyjmujących. Rozważ Jego czystość, jako Swej białej sukni niewinności nigdy nie zmienia i ołtarza nigdy nie opuszcza, chyba aby lud błogosławić, łaknących nakarmić, chorych nawiedzić, konającym przybywać z pomocą. Rozważ Jego łagodność, Jego milczenie, Jego ukrytość Jego umartwienie i t. d. Wszystko to, wszystko to dla ciebie, chrześcijanie, a ty Go nie miłujesz tak, jakeś powinien.

Co Bóg czyni na ołtarzu ustawicznie jako prawdziwy Bóg? Na to pytanie odpowiada Przenajdroższa Matka Mary a najjaśniej w Magnifikat. (Łuk. I, 46— 55.) Oto jest on nieskończenie bogaty i wszechmocny. On ci może wszystko dać, czego tylko jako dziecko Boga potrzebować lub życzyć sobie
będziesz. On jest najmędrszym, przeto wie, co dla ciebie jest najużyteczniejszego, najlepszego, tak że możesz się zupełnie na Jego mądrość spuścić. On jest samą dobrocią i miłosierdziem i   c h c e  ci dać dostatki, chce cię prawdziwie i wiecznie uszczęśliwić. Ach, jak to dobry Jezus jest zamknięty i skurczony, dopóki ty nie przyjdziesz, nie ściągniesz ręki twojej i nie dozwolisz Mu jego darów w sercu twem nagromadzić.

Miej litość nad Jezusem tak wielce Cię miłującym, albowiem jak żydzi nie chcieli uznać Syna Bożego, za co ich spotkała klątwa, tak i ciebie piekło by nie minęło. Piekło jest ciemne i straszliwe, w niem ogień trwa na wieki, jeźli nie będziemy korzystali z obecności Pana Jezusa w przenajświętszym Sakramencie. Otóż On czeka na ołtarzu, dopóki się kto z parafian nie zbliży,— ach, jak Go Serce musi strasznie boleć, gdy czeka nadaremno, i wtedy po długiem, próżnem czekaniu woła żałośnie: Jeruzalem, Jeruzalem, ilekroć razy chciałem zgromadzić syny twoje jako kokosz pisklęta pod Swoje skrzydła zgromadza, a ty nie chciałoś." (Mat. 23, 37)

Modlitwa.

Boże i Ojcze niebieski, któryś przez
Wcielenie Swego Syna i ustawiczny
pobyt Jego na naszych ołtarzach chciał
nam dać Pośrednika, udziel nam łaski,
abyśmy z pośrednictwa tego wiernie
korzystali, a potem do nieba się dostali;
 przez Jezusa Chrystusa, Pana
naszego. Amen.


ks. Ojca O. Bitschnau’a ,,Żywoty świętych pańskich podług najlepszych źródeł" str. 280-283