Żywot świętego Hugona, biskupa


1. Kwietnia.

Żywot świętego Hugona, Biskupa.

Hugon święty pochodził ze zacnej rodziny. Ojciec jego wstąpił w późniejszych latach do klasztoru Kartuzów, a umierając jako stuletni starzec, miał tę pociechę, że z rąk kapłańskich syna swego przyjął Najświętszy Sakrament. Kiedy jeszcze matka chodziła brzemienną z świętym Hugonem, widziała we śnie, jakoby narodziła pięknego chłopczyka, a otóż Święci przyszli i ofiarowali dziecię Bogu. Pomiędzy Świętymi, objawionymi we śnie, był także Piotr św. Widzenie to wielce wpłynęło na póżniejsze losy Hugona, albowiem rodzice uważali to zjawisko za objawienie z nieba, że pacholę jest do wielkich rzeczy na świecie powołanem. Skoro chłopiec doszedł odpowiedniego wieku, dali go rodzice do szkół na nauki. Widzenie się ziściło, albowiem Hugon, będąc na soborze w Awionie, został wybrany na biskupstwo gracyanopolskie, mając zaledwie lat dwadzieścia siedm.

Hugon był wzrostu wysokiego i postaci przyjemnej i skromnej. Długo wymawiał się od przyjęcia takiej godności, zwłaszcza będąc jeszcze stosunkowo młodym. Obawiał się bowiem, aby tak wysokiego dostojeństwa własną winą nie złamał i nie zelżył. Jednakże z posłuszeństwa dla starszych Biskupów i obecnego tamże posła papiezkiego, przyjął ten urząd. Ale przez całe swe życie uważał się za niegodnego takiego zaszczytu i w każdej chwili był gotów urząd swój złożyć. Jeszcze nie będąc kosekrowanym na Biskupa, popadł w ciężką pokusę, dręczącą go powątpiewaniem, i to tak silnie, że ze zmartwienia Hugon wpadł w ciężką chorobę. Święty Biskup nie myślał inaczej, jak, że to kara, iż przyjął biskupstwo. Chcąc więc Pana Boga przeprosić, umyślił złożyć swój urząd.

Gdy temi myślami się coraz więcej trapił, zwierzył się wreszcie jednemu braciszkowi, który mu doradził, aby się udał po radę do Papieża, naonczas Grzegorza VIII. Hugon umyślił tak uczynić i zamiar swój niebawem uskutecznił. Papież, usłyszawszy o pokusie, wręcz mu powiedział, że to są nagabywania i chytrości szatańskie. Wyćwiczony w pokusach Papież powiedział mu, że kiedy szatan widzi, że człowieka nie zdoła usidlić, natenczas trapi go pokusami, aby mu rozerwać serce i duszę, i tak przywieść go do upadku. Radził mu więc Papież nie rozpaczać, ale owszem z pokorą i uległością przyjąć to dopuszczenie Boże jako krzyż i umartwienie, a grzechu nie ma się obawiać, owszem przez mężne zwalczanie pokusy zyskać zasługę przed Bogiem.

Hugon pocieszony temi słowy wziął święcenia biskupie, i wrócił do swej dyecezyi. Jednakże pokusa nie opuściła go prędzej, aż dopiero na łożu śmiertelnem.

Dyecezya jego była przez poprzednich Biskupów zaniedbaną; nie było karności kościelnej, księża żenili się jawnie, trudnili się lichwą i kupiectwem. Ponieważ z dóbr biskupich nie było dochodu, przeto Hugon nieraz musiał ze swoją służbą przymierać głodu. Zgorszenie, jakie księża dawali, odbiło się też na ludność. Hugon postanowił temu zaradzić. Olbrzymia to była praca, a frasunek nie mały, a gdy widział, że mało jego napomnienia skutkują, wtedy płakał. Ale Pan Bóg mu jednakże dopomógł, bo w dwa lata już zaprowadził porządek w kościołach. Widząc teraz już jaki taki ład, opuścił wszystko, a wstąpił do klasztoru kluniackiego, aby tam się wyćwiczyć w pokorze i cnotach kapłańskich. Byłby chętnie całe życie tam pozostał, ale Papież zmusił go do powrotu na swoje biskupstwo. Przejęty świętością klasztornego zacisza, pełnił teraz swe obowiązki tem gorliwiej, stosując się do słów apostoła, świętego Pawła, to jest z chorymi chorował, a nad grzechem i upadkiem swych owieczek ubolewał. Wielce się weselił, gdy się Kościołowi dobrze działo, a z niczego się więcej nie cieszył, jak gdy widział ludzi w cnotach postępujących i miłością ku Bogu się przejmujących.

W trzy lata, kiedy Hugon klasztor opuścił, przybył do niego święty Brunon, założyciel Kartuzów, wraz ze siedmiu towarzyszami, szukając miejsca na założenie pustelni. To przybycie świętego Brunona miało styczność z widzeniem świętego Hugona we śnie. Zdawało mu się, że mu Pan Bóg na puszczy zgotował mieszkanie, i że siedm gwiazd do niego go prowadziło. Udał się więc sam z świętym Brunonem na puszczę, i tam wspólnie wyszukali stosowne miejsce na pierwszy klasztór Kartuzów. Hugon odtąd zamieszkał w nowo zbudowanym klasztorze i najniższe pełnił posługi. Wtedy mieszkali
jeszcze bracia zakonni po dwóch w swoich celach, i ręczne prace, ochędóztwo, było ich wspólnym obowiązkiem. Ale Biskup sam wszystko robił, tak, że się braciszek przed Brunonem użalał na to. Byłby tam całe życie chętnie przepędził, ale Brunon mu radził, aby wrócił na stolicę biskupią, bo tam jest potrzebniejszy.

Usłuchawszy tej rady, wrócił do Gracyanapola, i zajął się odtąd jeszcze gorliwiej swą dyecezyą, aniżeli poprzednio. Słuchając świętego Brunona, jakoby on więcej znaczył, czynił wszystko, co mu tenże doradził. Biskup bowiem umyślił teraz sprzedać wozy i konie, i ze zamiłowania ubóztwa pieszo obchodzić dyecezyą. Ale odradził mu to święty Brunon, powiadając, że za wielkie siebie poniżenie jest rodzajem pychy, a przytem przez sprzedaż koni i wozów obraziłby innych biskupów, którzy byliby jego przykład naśladować zmuszeni; chodząc pieszo po drogach, nadtoby swe siły wyniszczył, oraz głodem i postem utrapił, a wtedy mógłby wpaść w chorobę, którąby sam na siebie sprowadził.

Hugon usłuchał rady i pozostał na swem biskupstwie przez czterdzieści lat. Pan dopuścił na niego dwa krzyże, bo cierpienia żołądka i ową pokusę. Mimo tego Hugon nie ustawał w gorliwości we wypełnianiu obowiązków i na modlitwie. Modlitwa była jego najmilszą pociechą. W starości, gdy siedział przy obiedzie, kazał sobie co budującego czytywać. Lecz kiedy zachodziły rozczulające miejsca, wtedy tak rzewnemi łzami się zalewał, że nawet obiadu nie tknął. Drudzy więc bracia kiwali na czytelnika, aby szybko prźebiegł z czytaniem, iżby się biskup mógł posilić. Kiedy słuchał kogo spowiedzi, to nieraz tak się nad spowiadającym rozpłakał, iż temuż łzy z włosów na twarz zciekały. Niewiast nie lubił słuchać spowiedzi, a jeźli musiał, to jawnie w konfesyonale widnym wszystkim
przytomnym. Tego samego zwyczaju przestrzegał w rozmowie z niewiastami. Jak ze starszemi paniami chętnie rozmawiał, tak unikał lekkich, wystrojonych dam tego świata. Mianowicie nienawidził obmowy i plotkarstwa, również i sam nowin nikomu nie powiadał, ani też nikogo o nie pytał. Był wielkim jałmużnikiem, ale wspierał tylko ubóztwo, a nie swych przyjaciół. Raz cierpiąc ze służbą niedostatek, sprzedał złoty kielich i pieniądze rozdzielił pomiędzy ubóztwo. Kiedy czeladź szemrała na
to rzekł: ,,Bądźmy ubodzy z ubogimi, którzy nie zawsze mają to, czego chcą."

Kaznodzieją był niepospolitym i sam miewał kazania, aczkolwiek ból głowy mu w tem przeszkadzał. Nie dbał o to, czy uczeni będą go uważali za uczonego, czy też nie; było to mu zarówno, bo chciał, aby był rozumianym od każdego. Sam zawsze wprzódy się do swego kazania stosował, i przodował wszystkim, tak duchownym, jak świeckim, przykładem w świątobliwości, modlitwie i umartwieniu.

Kiedy się już bardzo zestarzał, prosił papieża Honoryusza, aby go zwolnił z biskupstwa. Ale to nic nie
pomogło, bo Papież nietylko go nie zwolnił, ale jeszcze rzekł: ,,tyś w swem niezdrowiu pożyteczniejszy, aniżeli inni zdrowi, młodzi."

Papież Honoryusz umarł, a na jego miejsce obrano naraz dwóch Papieży, jednego z poręki cesarskiej, Piotra Leona, drugiego prawnie Inocentego. Hugon był dawniej wielkim przyjacielem Piotra Leona, ale gdy ten trwał w zarozumiałości, pojechał na Synod do Anicyum, i tam radził, aby Leona wyklęto, bo prędzej Kościół nie będzie miał pokoju, póki będzie w nim zwada. Prócz tego radził, aby wyklęto i cesarza Henryka za uwięzienie papieża Paschalisa i dane zgorszenie przez mieszanie się do rzeczy kościelnych. Klątwy obie nastąpiły, Inocenty wsadził tyarę na głowę swoją, cesarz stracił cesarstwo
i wszystko, co posiadał. Tak więc chorowity Biskup udowodnił, że w sprawach Kościoła świętego nie
wiążę go ani przyjaźń, ani strach przed cesarzem.

Skoro zachorował w domu w późnej starości śmiertelnie, ukazał mu się Anioł, odjął pokusę ale pozostawił zdwojone teraz cierpienia cielesne. Mimo tego Hugon nie narzekał, nie szemrał, i na łożu boleści był prawdziwym wzorem pokory. Nigdy się o nic nie rozgniewał, a posługi innej nie cierpiał,
tylko od zakonników. Gdy go w chorobie o co strofowano, wtedy bił się w piersi i prosił o odpuszczenie winy. Chciał nawet, aby go biczowano, ale kiedy nikt na starca targnąć się nie śmiał, odmawiał natomiast psalmy, modlitwy, litanie, i co noc 300 pacierzy odprawiał. W chorobie niczem innem się nie zajmował, jak tylko rzeczami Bozkiemi. Nawet już do rzeczy ziemskich stracił pamięć, ale nie do rzeczy Bozkich.

Pewnego razu odwiedził go hrabia Gwidon. Święty Biskup na przywitanie zgromił hrabiego o to, że zdarł z ubogich ludzi podatki. Jak się o tem chory mógł dowiedzieć, nie wiadomo. Hrabia obiecał poprawę. Biskup często na pokucie płakał, więc go gromiono, mówiąc, że przecież nikogo nie zabił, ani nie krzywoprzysiągł. Ale Biskup odpowiadał: ,,Cóż z tego? gdyby nie miłosierdzie Bozkie, toby
nas zła żądza i próżność już potępić mogła."

Umarł, licząc lat około ośmdziesiąt, roku 1132, a w poczet Świętych został zaliczonym przez Papieża Inocentego II. Przedstawiają go w odzieniu biskupiem z pastorałem w ręce.

Nauka moralna

W życiu świętego Hugona napotykamy jedyny w swoim rodzaju objaw, to jest, że go trapiła pokusa
bluźniercza względem Boga i Matki Bozkiej i rzeczy Bozkich, jako to: nauki o Sakramentach świętych i Świętych Pańskich, aż do samej prawie śmierci. Hugon udał się do Papieża po radę, co czynić a ten mu powiedział, że to chytrości i pokusy szatańskie, że walczyć z niemi wypada, ale nie dawać im ucha. Przykra to walka, bo szatan wszelkich dokłada starań, aby człowieka kusić, a chociaż i nie skusi, jak np. świętego Hugona, ale rozrywa serce i duszę, trapi wnętrzności i ciało, przyprowadza człowieka do rozpaczy, przez co ciało jego więdnieje, a siły się wyczerpują.

Pokus mamy najgłówniejsze trzy rodzaje, to jest: 1) od Boga, 2) od szatana, 3) od samych siebie. Bóg nas wprawdzie wprost nie kusi do złego, bo On, jako Najświętszy, czyniłby tego nie mógł, ale na przykład przez to, że zabierze nam drogie osoby, że zubożejemy, chociażeśmy pobożni. Tu pokusa już mniej więcej wychodzi z człowieka samego. Nie szemrzemy przeciw Bogu, jeźli spotka nas co złego z własnej winy, jeźliśmy sami przyczyną naszego nieszczęścia. Ale gdy w tajemniczy sposób Bóg we wyrokach swych postanowił zabrać matce dziecię, to ta matka nie znając wyroków Boga, narzeka i lamentuje i pocieszyć się nie da. To jest pokusa od Boga, bo Bóg chce od nas bezwarunkowej uległości, czy dobre, czy złe na nas zesyła. My naszym ludzkim, tępym rozumem nigdy nie zbadamy, czemu Bóg uczynił to tak a czemu nie inaczej ? Bóg najlepiej wie, co czyni, i Jego wyroki są przedwieczne.

Bóg zsyła na nas pokusy straszliwe, a to podczas morowego powietrza, gdzie człowiek ani dnia, ani godziny nie wie, kiedy go boleści skrępują i dusza stanie nieprzygotowana przed tronem Najwyższego. My to nazywamy karą Boga, ale jest to raczej pokusa. Świat wśród zdrowia i szczęśliwości zwykle o Bogu nie pamięta, — dopiero gdy Bóg sam się przypomni.

Bóg dozwala szatanowi kusić człowieka, ale dodaje zaraz człowiekowi Anioła Stróża, któryby go strzegł od pokus. Z jednej strony odzywa się podszept szatana, z drugiej natchnienie Anioła. Walka ta pomiędzy dobrem a złem nie jest grzechem, chyba, że się człowiek odda w moc szatanowi. Ale jeźli zwycięzko wyjdzie z pokusy, jeźli zawstydzony szatan odejść musi, to nam Bóg tę walkę za zasługę
poczyta. Żadna pokusa nie jest grzechem, dopóki jej się dobrowolnie nie oddajemy, dopóki nią chętnie się nie bawimy.

Ale łatwiej szatańskie zwalczyć pokusy, aniżeli pokusy wychodzące od człowieka samego. Złe skłonności i namiętności, wrzące w sercu człowieka, wylewają się na zewnątrz, i okazują się w grzechu. Szukamy często umyślnie pokus już to w przebywaniu w złych towarzystwach, już to w rozmowach szpetnych i bluźnierczych. Kto takich sposobności nie unika, ten sam sobie jest szatanem, a szatan więcej nic nie potrzebuje robić, jak stać na uboczu i pazury z radości zacierać, aby z nim razem całe piekło się weseliło z potępienia jednej duszy. Zaiste, trudno jest człowiekowi walczyć ze złemi nałogami i namiętnościami. Przy pokusie szatana prędzej usłucha głosu Anioła Stróża, aniżeli przy pokusie, na którą sam się człowiek wystawił. Dla tego też Święci Pańscy szukali samotnej, głuchej, bezludnej puszczy, gdzie mieli głównie do walczenia ze szatanem, gdyż sposobności do grzechu na puszczy nie ma, jak np. rozpust, pijatyk, tańców i swawoli. Święci ci chcieli być doskonałymi, i stali się takimi, ale do tego potrzebną im była pomoc Boża i silna wola. Nachodziły ich pokusy, ale oni je zwalczali, prosząc Boga: ,,Od myśli nieuczciwych i głupich, a nikczemnych strzeż mnie Panie!"

Modlitwa.

Wszechmogący Boże, Stwórco nasz
i Panie, któryś nam dał przykład
w świętym Hugonie, daj nam, abyśmy
za jego przyczyną także mężnie zwalczali
szatańskie podszepty, a chętnie
słuchali natchnień Anioła Stróża; przez
Jezusa Chrystusa, Pana i Zbawiciela
naszego. Amen.


ks. Ojca O. Bitschnau’a ,,Żywoty świętych pańskich podług najlepszych źródeł" str. 256-260