ŚWIĘTEJ AGNIESZKI
DOMINIKANKI.
Żyła około roku Pańskiego 1317.
(Żywot jej wkrótce po jej śmierci był napisany przez błogosławionego Rajmunda Kapuańskiego
Dominikana).
Święta Agnieszka przyszła na świat około roku Pańskiego 1274 w Montepulciano, mieście w Toskanii położonem. Rodzice jej byli bardzo majętni, znakomitego rodu i wielce pobożni. Cudowne światło, które napełniło pokój w chwili, gdy się ona urodziła, było jakby przepowiednią wysokiej świątobliwości, do której miała dojść z czasem. Wychowano ją bardzo starannie, a gdy uczono Ojcze nasz i Zdrowaś Marya, kiedy zaledwie mówić zaczynała, zauważono, że ciągle prawie klękała w kącie pokoju. Spytana, co tam robi; „Uczę się Bożej lekcyi“, odpowiedziała święta dziecina, i z największem nabożeństwem powtarzała paciorek. W kolebce jeszcze była, a już rwała się do każdego wizerunku Matki Bożej, byłe go jej okazano. W piątym roku wszystkim mówiła, że chce zostać zakonnicą.
Rodzice mieli wprawdzie zamiar wydać ją za mąż, gdy do lat właściwych dojdzie, lecz w końcu odstąpić od tego musieli, i ulegając jej usilnym prośbom, w dziewiątym roku umieścili ją w klasztorze w Monte-pulciano będącym, u zakonnic Sakinek, tak zwanych od habitów, podobnych do worka, jakie nosiły, po włosku bowiem worek nazywa się sakko (Sacco). Tam ćwiczyła się od lat tak młodych w cnotach zakonnych, pod przewodnictwem siostry Małgorzaty Mistrzyni. Wkrótce taką zajaśniała świątobliwością, że gdy pewna Opatka, zwiedzająca z polecenia Biskupa wszystkie klasztory w tej dyecezyi, poznała ją bliżej, powiedziała: „Że siostra Agnieszka tak się wsławi w swoim zakonie, jak jej patronka święta Agnieszka Męczenniczka wsławiła się w całym Kościele".
Czternaście lat miała, kiedy siostry podziwiając w niej roztropność dojrzałej osoby, powierzyły jej cały zarząd gospodarstwa klasztornego. Rozliczne z tego powodu zajęcia, nie przygaszały w niej wcale ducha modlitwy i pobożności, lecz nie długo cieszyło się nią to zgromadzenie. Świeżo założone zakonnice w Prociano, małem miasteczku Orwieto, słysząc o wysokiej świątobliwości siostry Agnieszki, uzyskały u Papieża Mikołaja IV zamianowanie jej na przełożoną, chociaż tylko co wykonała była śluby uroczyste i miała dopiero lat szesnaście. Nie zawiodły się na swoim wyborze. Agnieszka zostawszy Przełożoną, zrozumiała dobrze, iż przewodzić powinna siostrom przede wszystkiem w cnotach pokory, umartwienia i ścisłego zachowania Reguły. Pościła ciągle o chlebie i wodzie, sypiała na ziemi, kamień pod głowę kładąc; w skutek też tak nadzwyczajnych umartwień, zapadła na zdrowiu, i można powiedzieć, iż odtąd życie jej było tylko długą chorobą.
Lecz i w ciągu cierpień, jakie Pan Bóg na nią dopuścił, budowała przykładem swoim siostry. Najprzód poddawała się ślepo poleceniom przewodnika duchownego i swoich zwierzchników duchownych, w tem wszystkiem, w czem jej od zwykłych umartwień odstąpić kazano, a wszelkie cierpienia, jakich jej Pan Bóg nie oszczędzał, i to najcięższe dla niej, że wielu wspólnych ćwiczeń odbywać nie mogła, nietylko z pokorą i cierpliwością, ale nawet ze świętą radością znosiła. Pan Bóg też sowicie ją za to wszystko wynagradzał: często miewała niebieskie widzenia, w których rozmawiała z Panem Jezusem, i opływała w te wewnętrzne pociechy, któremi niekiedy tu jeszcza na ziemi obdarza Pan Jezus wybrane Swoje dusze, dając im zakosztować szczęścia, jakie ich w Niebie czeka.
Pomimo tego, iż coraz gorzej na zdrowiu zapadała, mieszkańcy Monte-Pulciano, pomiędzy którymi rozchodziła się ciągle sława jej wysokiej świątobliwości, zaczęli żałować, iż na jej wydalenie się z miasta tego zezwolili. Starali się przeto, aby wróciła do dawnego swego klasztoru, a nie mogąc skłonić jej do tego, uciekli się do następującego środka.
Przypomnieli sobie, że Agnieszka, kiedy jeszcze u rodziców przebywała, gorąco pragnęła, aby dom nierządnic, przy samym wjeździe do miasta będący, zamieniony kiedy mógł zostać na pokutny klasztor. Oświadczyli się więc z gotowością uczynienia tego, byle Agnieszka sama podjęła się założenia tam klasztoru. Nie mogła się oprzeć tak zbawiennym zamiarom, i otrzymawszy to potrzebne upoważnienie od władzy duchownej, gorliwie zajęła się tą sprawą. W krótkim przeciągu czasu stanął tam nowy klasztor, do którego znaczna liczba pobożnych dziewic przybyła, poddając się pod przewodnictwo Agnieszki. Zgromadzenie to stało się bardzo licznem. Święta urządziła je według Reguły świętego Augustyna i Ustaw świętego Dominika, uzyskała na nie zatwierdzenie od Legata Papiezkiego, i w końcu przeniosła do tego klasztoru i wszystkie Siostry zakonne, które w miasteczku Prociano zostawiła.
Pod jej przewodnictwem nowy ten klaszjtor stanął na stopie najściślejszej karność zakonnej, i na miejscu gdzie przedtem piekło swoje panowanie założyło, liczne grono dziewic, poślubionych Panu Jezusowi, miłą w oczach Jego składało ofiarę za zbrodnie tam że dawniej popełniane. Święta Agnieszka, której przykład wszystkie siostry pobudzał i w duchu ich powołania utwierdzał, postawiła to nowe przez siebie założone Zgromadzenie na tak im stopniu do skonałości, że je wszystkim podówczas klasztorom za wzór przedstawiano. Podziwiano w niej wytrwałość, z jaką przy nieodstępujących ją cierpieniach, trudnym obowiązkom swoim jako przełożonej nowo zakładającego się Zgromadzenia, podołać umiała. Lecz nie tę jednę wielką łaskę Bożą przychodziło w niej uwielbiać. Im ktopotliwszemi obarczona była zajęciami, tem pilniej strzegła wewnętrznego skupienia; i zdawało się, że tem większej nabywała w modlitwie łatwości, i tern częściej w objawieniach widywała już-to świętego Anioła Stróża, już świętego Dominika, świętego Franciszka Serafickiego, Królowę Niebieską i samego Pana Jezusa, którzy ją na duchu krzepili, oświecali i na drodze coraz wyższej świątobliwości jakby za rękę prowadzili.
Obdarzał ją Pan Bóg i darem proroctwa i czynienia cudów. Razu pewnego gdy w okolicach klasztoru zabrakło było wody, za jej modlitwą wytrysnęło źródło, mające cudowną własność uzdrawiania chorych wodą, którą dotąd nazywają woda świętej Agnieszki. Jedna z zakonnic wzrok straciła; Święta dowiedziawszy się, że jej rodzice chcieli z tego powodu wziąść ją do domu, aby się leczyć mogła, pomodliła się nad chorą, i ta w tejże chwili wzrok odzyskała. Wskrzesiła dziecię, które się w rzece utopiło, i wiele innych uczyniła cudów, które imię jej po całych Włoszech rozniosły.
W trzydziestym czwartym roku zakonnego życia, objawił jej Pan Bóg wyraźnie, iż nadeszła chwila, w której z wygnania tego świata już miał ją do Siebie powołać. Trudno wyrazić jaką to ją napełniło radością: utaić jej przed drugiemi nie mogła, a trudno było odgadnąć jaki był tej że powód.
W ostatnich dniach życia swojego coraz więcej oddawała się modlitwie, i chociaż doznawała nadzwyczaj dolegliwych cierpień, z taką je znosiła cierpliwością i tak się okazywała swobodną i wesołą nawet, że ci co na nią patrzyli, sądzić mogli, iż nie tylko nie zbliża się do śmierci, lecz że nawet odzyskuje zdrowie. Tem bardziej zaś to przypuszczać można było, że zdobywając się na ostatnie wysiłki, starała się o ile tylko mogła wszystkim swoim obowiązkom i zakonnicy i przełożonej zadośćczynić. Tymczasem nadeszła już ostania Agnieszki na tej ziemi chwila. Sama ją przewidując, gdy inni jeszcze poznać tego nie mogli, przyjęła ostatnie Sakramenta święte z najżywszą pobożnością. Otoczona gronem ukochanych córek swoich, rozwodzących się w płaczu, zasnęła spokojnie w Bogu dnia 20-go kwietnia roku Pańskiego 1317. Miała lat czterdzieści trzy, z których trzydzieści sześć w zakonie spędziła.
Liczne cuda na grobie jej zaszłe, sprowadzały tam wielu pielgrzymów. Ńa żądanie mieszkańców miasta Montepulciano, Ojciec Święty Klemens VII od roku 1532 dozwolił obchodzić jej święto, i odmawiać o niej pacierze kanoniczne. Papież zaś Klemens VIII, to pozwolenie do wszystkich klasztorów Reguły świętego Dominika rozciągnął.
POŻYTEK DUCHOWNY.
Święta Agnieszka od lat najmłodszych Panu Bogu służąc, wysokiej dostąpiła świątobliwości. Ty może już i w lata zapuściłeś się, a niedbale około zbawienia swego chodzisz. Zacznij przeto niezwłocznie z całego serca służyć Panu Jezusowi. z tem większą ochotą, że on tym co o południu przychodzą do roboty, a szczerze się do niej biorą, tęż samę co i od rana pracującym przyrzeka nagrodę.
MODLITWA.
Boże! któryś błogosławioną Agnieszkę,
w młodocianym wieku do służby Twojej powołać
raczył, spraw prosimy za jej przyczyną,
abyśmy od tej chwili całem sercem Ci
służąc, wraz ze wszystkimi wiernymi Twoimi
sługami, chwalił i Cię w Niebie na wieki.
Przez Pana naszego i.t.d.
Na tę intencyą. Zdrowaś Marya.
Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna, str. 237-238