Michał Bobrzyński: Bolesław Chrobry - Budowa państwa.



§. 13. Bolesław Chrobry (992—1025)
Budowa państwa.

Zaledwie nie zmarniała błoga w następstw a trzydziestoletnia działalność Mieszka, bo liczni jego synowie i krewniacy podług ówczesnego obyczaju podzielili się państwem, a rozdrobniwszy jego siły, zburzywszy jedność wskutek wzajemnych waśni, postawili je nad przepaścią ostatecznej zguby. Pomiędzy tymi synami znalazł się jednak jeden najstarszy, który nie przebierając w środkach, braci i krewniaków siłą oręża z ich siedzib wypędził, wytępił i całe dziedzictwo Mieszkowe pod swoje berło zagarnął.

Objąwszy dziedzictwo, objął jednak mądrą politykę ojca, a siłą swego geniuszu nieskończenie ją podniósł i niedościgłe jej zakreślił granice i cele. Synem tym był Bolesław, nazwany Chrobrym. Jeżeli Mieczysław przygotował dla państwa i narodu polskiego trwałą podstawę, to Bolesław Chrobry na tej podstawie Polskę dopiero zbudował i wskazał jej drogę, po której w dalszym swoim rozwoju kroczyć była powinna.

I Chrobry mimo swego bohaterstwa postępował spokojnie, z rozwagą. Przez dziesięć pierwszych lat swego panowania nie naruszał w niczem stosunków, jakie już ojciec jego z Niemcami zawiązał, a tymczasem wytężył wszystkie swoje siły celem ostatecznego podboju i połączenia Słowiańszczyzny polskiej w jednolite państwo. Odziedziczywszy po ojcu prawdopodobnie tylko Polan i Mazowsze, przyłącza Śląsk, Chrobacyą i Słowaczyznę węgierską, rzuca się w r. 994 na Pomorzan, a podbiciem ich otwiera Polsce przystęp do morza. Następne lata poświęca podbojowi Słowian połabskich, ażeby przezto dalszemu pochodowi Niemców na wschód postawić nieprzepartą tamę, i granice naturalne Polski po raz pierwszy zakreślić. Od południa stanowiły je Karpaty i Sudety, wał ochronny od zachodu stanowiła Łaba, od najazdów zaś wschodniej dziczy strzegła groźna Wisła, na której dwie tylko pod Zawichostem w Sandomirskiem i pod Płockiem na Mazowszu istniały przeprawy. W ten sposób społeczeństwo nadgoplańskie wychodzi z ciasnych swych granic, szukając wielkiej drogi handlowej, ktoraby była w stanie połączyć je z cywilizowanym światem i wymianę surowych płodów na wyroby przemysłu i sztuki ułatwić, skupia się teraz nad Odrą i wytęża odtąd wszystkie swe siły, ażeby się w posiadaniu tej rzeki ze wszystkiemi jej dopływami od źródeł aż do ujścia utrzymać.

Niezadawalniając się podbojem i zaprowadzeniem polskich urządzeń, myślał tymczasem Bolesław nad utrwaleniem całego dzieła, nad zdobyciem mu uroczystego uznania ze strony papieża i cesarza. Sprzyjały temu nadzwyczaj okoliczności. Patrzyły wprawdzie na zdobycze Bolesława zazdrośnem okiem Niemcy. Stara ich a wielka potęga groźną się mogła stać dla młodego polskiego państwa, gdyby ją mogli zjednoczyć i całą siłą na Polskę się rzucić. Niemcy jednakże ówczesne składały się z kilku odrębnych szczepów, Franków , Sasów, Bawarów i Szwabów, a każdy z tych szczepów odrębnych swoich dziedzicznych miał książąt i ze wszystkiemi innemi współzawodniczył. Do wspólnego trwałego działania nie mógł nakłonić ich król niemiecki, bo król ten obierany dożywotnie przez książąt szczepowych i od ich poparcia zależny, musiał się z nimi samymi nieustannie ucierać i niewielką miał władzę. Ratowało to Polskę, która właściwie tylko z najbliższymi swymi sąsiadami, z książętami saskimi musiała się liczyć, a tym już łatwiej zdołała wystarczyć. Królowie zresztą niemieccy piastowali zarazem cesarską koronę, podówczas Otto IIIci, człowiek młody, wielkiej ambicyi a jeszcze większy marzyciel. Zniechęcony ciągłemi zatargami z niemieckiemi książęty, nie mogąc na nich skutecznie się oprzeć, myślał wiele więcej o swojej cesarskiej rzymskiej, niż o królewskiej niemieckiej koronie, pracował przez całe życie nad rozciągnięciem swego wpływu na wszystkie chrześciańskie narody, nad urzeczywistnieniem idei światowego cesarstwa, a zajęty tak wielkiem zadaniem, zapomniał zupełnie o interesach Niemiec, nieraz nawet wbrew interesom tym nie wahał się działać, i po za granicami Niemiec do uśmierzenia ich wewnętrznych waśni szukał niejednokrotnie oparcia. Ambicyą tę Ottona podsycał jeszcze sławny uczony Gerbert, który w r. 999 pod imieniem Sylwestra II-go zasiadł na stolicy papieskiej. Sięgał Sylwester dalej, obawiając się bowiem zbytecznej przewagi cesarzów, patrzył chętnie na wzmaganie się innych państw chrześciańskich, któreby wobec Niemiec mogły przeciwwagę stanowić. Tak więc zarówno cesarz jako też papież, każdy z innych powodów, gotowi byli uznać zdobycze Bolesława i państwo przezeń stworzone do rzeczypospolitej chrześciańskiej uroczyście przyjąć.

Sylwester wysunął naprzód Ottona, i rzeczywiście w r. 1000 cesarz ten do stolicy polskiej z całą okazałością przybywa. Za pobudkę przyjazdu posłużyła pielgrzymka do grobu słynnego wówczas męczennika św. Wojciecha. Apostoł ten pogan, Czech z urodzenia, bawił długo w gościnie na polskim dworze, a wyprawiwszy się celem nauczania pogańskich Prusaków, od nich zamordowany. Bolesław wykupił jego ciało i złożył w Gnieźnie jako przedmiot ogólnej czci i pobożnych wędrówek. Nie potrzeba dodawać, że pielgrzymującego cesarza przyjął Bolesław z całym, na jak i go stać było, przepychem. Popisy wojskowe okazywały siłę, wspaniałe uczty i hojne podarunki dla cesarza i całej jego drużyny, świadczyły o zamożności i zagospodarowaniu się nowego polskiego państwa. Niemcy byli olśnieni a przedewszystkiem Otto. Pochlebiało to jego dumie, że tak potężny monarcha jak Bolesław, oddaje mu jako cesarzowi rzymskiemu należną, cześć i pierwszeństwo, że mu przyrzeka pomoc i współdziałanie, nie tylko więc pobytem swoim w Polsce panowanie Bolesława milcząco uzn ał, włócznią św. Maurycego z gwoździem krzyża świętego go obdarzył, do założenia biskupstw, o czem później powiemy, dopomógł, ale na uroczystej biesiadzie zdejmuje ze skroni swoich koronę, wieńczy nią Bolesław a i mianuje przez to patrycyuszem tj. przyjacielem i sprzymierzeńcem narodu rzymskiego.

Dzieje Polski w zarysie przez Michała Bobrzyńskiego str. 98-101