Błogosławionego Wincentego Kadłubka (8 marca)




l l - go  P a ź d z i e r n i k a .

BŁOGOSŁAWIONEGO

WINCENTEGO KADŁUBKA BISKUPA

Żył około roku Pańskiego 1225.

(Żywot jego był napisany przez księdza Tarłę).


Błogosławiony Wincenty urodził się w roku Pańskim 1161 z bogobojnych rodziców: ojca Boguchwała Kadłubka, ze starej szlacheckiej rodziny przy domku Poraj herbu Róża, a z matki Bogny. Przyszedł na światwich dziedzicznej wsi Karłów w Województwie Sandomierskiem, dziś gubernii Radomskiej, blizko miasta Opatowa położonej. Nie schodziło Wincentemu od lat najmłodszych w rodzinnym domu, i na przykładach cnót chrześcijańskich i na pobożnem wychowaniu, gdyż rodzice jego przede wszystkiem starali się od kolebki wszczepiać w sercu jego zasady wiary świętej. W początkowych naukach wykształcony w domu, gdy lat młodzieńczych doszedł wysłany został za granicę do akademii, dla słuchania wyższych wykładów. Zdolny i pilny w pracy Wincenty, przewyższał w postępie w naukach wszystkich swoich współuczniów, nie ostygając wcale w duchu pobożności jaki wyniósł z pierwotnego wychowania. Unikał płochych rozrywek jakim się oddawała młodzież, a czas który jego towarzysze na to obracali, on spędzał po kościołach, starając się jak najczęściej do świętych Sakramentów przystępować. Ukończywszy akademią, na której głównie oddawał się Teologii, otrzymał stopień Magistra, powrócił do ojczyzny i wstąpiwszy do stanu duchownego, wkrótce na kapłana wyświęcony został.

Pełka ówczesny Biskup Krakowski, zwrócił zaraz na niego uwagę, a widząc w nim wysoką świątobliwość, jako też i znakomite w naukach teologicznych wykształcenie, używał go do rady i do załatwiania najważniejszych spraw swojej Dyecezyi. Po niejakim czasie uczynił go Proboszczem przy kościele przenajświętszej Maryi Panny w Kolegiacie Sandomierskiej. Przyświecał na tym obowiązku Wincenty życiem wzorowego kapłana i gorliwego plebana, kiedy król Leszek Biały wybrał go na posła, aby Salomeę księżniczkę córkę jego zaręczoną z królewiczem Węgierskim Kolomanem, odwiózł do ojca jego Belli Króla Węgierskiego. Przebywając czas nie jaki na dworze tym, zbudował wszystkich świątobliwością jaką jaśniał. Wkrótce potem zmarł Biskup Pełka, a Katedralna Kapituła Krakowska, jedno głośnie wybrała Wincentego na Biskupa. Był zaś tak powszechnie i szczególnie poważanym, że  chociaż nie należał do grona kanoników , wszyscy temu wyborowi przyklasnęli.

Skoro toż na biskupiej stolicy zasiadł, przekonano się że Pan Bóg obdarzył Krakowską Dyecezyą Pasterzem według serca swojego. Posiadając nie pospolity dar wymowy, a pełen ducha Bożego, w gorliwych kazaniach i naukach, zasilał słowem Bożem powierzoną mu owczarnię. Skażone obyczaje, gdziekolwiek się pojawiły gromił i wykorzeniał. Sam w życiu pobożnie  wysoko wyćwiczony, przygasłą w ludzie pobożność rozżywiał i utrwalał;  przywilejów Kościoła ani niezachwianie bronił. Był przy tem ojcem wszystkich ubogich wdów i sierót. Znaczne dochody Biskupstwa obracał całkowicie na miłosierne uczynki, gdyż na skromne, owszem ubogie jego własne utrzymanie, dziedziczny majątek, jak i porodzicach otrzymał, aż nad to  wystarczał, a i z tego jeszcze znaczne włości różnym Klasztorom pozapisywał, a mianowicie wioski; Czerników i Sojezów Cystersom w Jędrzejowie, a Nie kiściółkę i Karłów Cystersom Koprzywnickim. Ktokolwiek z prośbą o wsparcie do niego się udawał, znajdował w każdej dnia porze przystęp, a prócz tego chorych ubogich po mieszkaniach sam nawiedzał i hojnie wspierał.

Lecz święty ten Pasterz, o ile dbałym był w zaspakajaniu potrzeb dusz mu powierzonych, tych żywych przybytków Ducha Świętego, tak podobnież i o stan materyalnych i przybytków Pańskich, to jest kościołów pilne i miał staranie. Kościołowi przenajświętszej Maryi Panny w Kielcach nadał bogaty fundusz, na wieczyste utrzymanie przy nim dziesięciu Kapłanów Prebendarzy. Gdy wskutek piorunu, który uderzył był w skarbiec katedralny na Wawelu, spłonęło bardzo wiele najbogatszych sprzętów kościelnych, Wincenty sprawił swoim kosztem nowe, a także tej że Katedrze na światło i wino do Mszy świętych i na lampy do przenajświętszego Sakramentu, znaczne dochody ze stołu biskupiego odstąpił.

Teodoryk rodem Francuz, drugi po wystawieniu tego klasztoru Opat Cysterski, przyjął świętego Prałata nie tylko z radością, lecz z największem uszanowaniem , i przy uroczystem w kościele nabożeństwie, wobec licznie zgromadzonego ludu, włożył na niego habit. Już w roku nowicyatu wszyscy ojcowie patrzyli ze zbudowaniem na błogosławionego Wincentego, który w tedy mając lat blizko sześćdziesiąt, żadnemu z najmłodszych nowicyuszów wyprzedzać się nie dawał w jak najwierniejszem spełnianiu wszystkich przepisów Reguły ostrej w ogólności, a jeszcze bardziej dla będących na próbie obostrzonej. Nietylko nie przyjął żadnych zwolnień, które mu dać chcieli przełożeni, przez słuszny wzgląd i na sam wiek jego i stargane na usługach Kościoła siły, lecz i dobrowolnemi umartwieniami trapił ciało. Nosił ciągle ostrą włosiennicę, i każdej nocy zadawał sobie krwawe biczowanie. Prócz długich i ścisłych postów Regułą nakazanych, przydawał jeszcze i inne z własnej woli, lecz za zezwoleniem przełożonego, na którego każde skinienie był posłuszny. Najniższe usługi klasztorne: w kuchni, w ogrodzie, przy chorych braciach, pełnił ze szczególnem upodobaniem, i widać było po nim, że w tedy był najweselszy i najrzeźwiejszy, gdy go do takowych przeznaczono. Na wszystkie obowiązki, a szczególnie do chóru w dzień i w nocy był zawsze pierwszym. Zdarzyło się, że razu pewnego nie był obecny na Jutrzni o północy zwykle odmawianej. Zdziwiony tem Opat, który znał Wincentego w tej mierze pilność, poszedł do jego celi i przez rozpadlinę we drzwiach ujrzał go w zachwyceniu, wzniesionego w powietrze o kilka stóp od ziemi i niebieską światłością otoczonego. Sługa Boży wyszedł w tejże chwili z zachwycenia, a upadłszy do nóg Opata, przepraszał go pokornie że nie był w chórze, i prosił o naznaczenie mu za to pokuty. Przełożony uściskał go i uspokoił, a później dla zbudowania braci, zdarzenie to im opowiedział. 

Go tylko pozostawało m u czasu od obowiązków zakonnych i innych jego ćwiczeń bogomyslnych, ten obracał  Wincenty na pisanie dzieł uczonych, które po nim pozostały. Z tej liczby wielkiej są ceny ułożone przez niego dzieje czyli Kroniki narodu Polskiego, z dawnych rękopismów i podań wiernie zebrane, w kształcie rozpraw wytwornym językiem łacińskim spisane. W dziele tem skreślił on nie tylko dzieje swojego kraju, lecz i postronnych obszernie dotyka.

Pięć lat spędził w życiu zakonnem, budując cnotami doskonałego syna świętego Benedykt a ni etylko swoich braci lecz i kraj cały, pozostawiwszy w nim najprzód pamięć po sobie jako Biskupa świętego, a potem również świętego zakonnika, wielkiego pokutnika i wysokiego bogomodlcy. Zapadłszy w ciężką chorobę, którą z niezachwianą znosił cierpliwością, widząc nadchodzącą chwilę przejścia z tego świata na tamten, zażądał ostatnich Sakramentów świętych, które przyjąwszy z oznakami najżywszej wiary i pobożności, na ręku braci zakonnych oddał Bogu ducha, 8 Marca roku Pańskiego 1223. Po śmierci licznymi przy grobie swoim za słynął cudami, wskutek czego Papież Klemens XIII ogłosił go błogosławionym, a na obchód święta jego drugą niedzielę Października wyznaczył.

POŻYTEK DUCHOWNY.

W jakichkolwiek różnych co do położenia i zwyczajów krajach, w jakichkolwiek wiecach i w jakimkolwiek stanie pojawiali się święci Pańscy, wszyscy to mieli sobie wspólnego, że ten wszystkiem za czem świat goni, oni wzgardzali, a ciało ostrą pokutą trapili. Masz tego dowód i w życiu błogosławionego Wincentego, który najwyższe godności złożywszy, w wieku już podeszłym i w ostrym klimacie naszym, wiódł życie jak najsurowsze. Niech cię to uczy, że dla każdego nie masz innej drogi do nieba zawsze, wszędzie i w każdym stanie, jak wzgarda dóbr doczesnych i życie pokutne.

MODLITWA (Kościelna).

Boże, Któryś Błogosławionego Wincentego
wyznawcę Twojego i Biskupa, gdy on wzgardził
zaszczytami tego świata, chwałą pokory
przyozdobił, spraw prosimy, abyśmy z tylu
cnót jego korzystając, za jego zasługami
współuczestnikami chwały niebieskiej się stali.
Przez Pana naszego i. t. d.
Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.



Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna, str. str. 644-645