Ks. Piotr Skarga: Żywot św. Mikołaja Mireńskiego biskupa


6. Grudnia

Żywot św. Mikołaja Mireńskiego biskupa,

z greckich pisarzów zebrany, zwłaszcza od Metafrasta,
i od Leonarda, Justyniana, Patrycyusza Weneckiego,
i innych, położony u Lipomana Tomo I.

Żył około R .P. 300

Patara miasto jest w ziemi Licyi, w którem się urodził wielki i przesławny Mikołaj z rodziców pobożnych i zacnych, którzy jego jedynego mając, pilnie go w bojaźni Bożej i cnotach chrześcijańskich wychować chcieli. W dzieciństwie się pokazało, jako go P. Bóg sobie obrał, i na wielkie rzeczy naznaczył; bo z Ducha św. sprawione dziecię pierwej pościć niżeli jeść poczęło. Pożywając piersi, innych dni często sał, a we środę i w piątek raz tylko w wieczór pokarm brał. Dziwny i doświadczony cud, upominał rodziców, aby tem ostrożniejsi około jego wychowania byli, i zgodziła się święta skłonność do wszego dobrego synaczka, z ojcowskiem staraniem. Skoro podrósł, dany do szkoły pilnie się uczył, nauki za czasem i z laty tak wiele miał, ile dobremu sprawcy trzody Chrystusowej było potrzeba. Lecz około obyczajów i cnót większą sobie i pilniejszą święty młodzieniec szkołę czynił; sławy się strzegł ludzkiej, biesiad i towarzystwa wesołego nie używał, z niewiastami nigdy nie rozmawiał, i patrzenie na nie za jad sobie poczytał; ciała swego młodą bujność postami krócił. Szkoła jego była największa  kościół, by się stał sam Kościołem Chrystusowym, i prawie jako kto stary, stare na się obyczaje brał, bo staremu młode mieć obyczaje sromota, ale w młodym piękna jest starość.

Miał stryja tegoż imienia, który widząc w synowcu dary Boże, upominał rodzice, aby go na stan duchowny obrócili; czego oni radzi z chęcią posłuchali, dając to P. Bogu, co od niego będąc niepłodnemi mieli, i po stopniach duchownego stanu, na kapłaństwo wstąpił. Stryj takie o nim, gdy kapłanem zostawał, proroctwo wydał: Słońce ludziom i wielka światu pociecha wschodzi. Błogosławiony kościół, któremu się ten za pasterza dostanie. Co się potem dobrze ziściło. Na kapłaństwie postępował w dobrem, gotując sobie cnoty z któremi do Boga przystępują, niewinność żywota, miłość, miłosierdzie, czystość, trzeźwość. Ciało swe rozumowi podbijał, spania ujmował, czucia, postów i modlitw przymnażał; trochę wina pijąc, na wodzie przestaw ał; nic innego jedno Pismo św. nie czytał, skąpy był w mowie, skromny i cichy, i jako jaki w ciele Anioł. Stryj jego zbudowawszy jeden klasztor, Mikołaja w nim starszym uczynił, i wiele mu mnichów ku sprawowaniu poruczył; na którym urzędzie świętobliwie się zachowując, wszystkim był ku przykładowi i pomocy duchownej. Zatem mu rodzice umarli i wielką majętność zostawili, której się on nie panem, ale szafarzem być znając, tajemnie ją na wiele ubogich rozpraszał.

Był w Patarze mieście jeden szlachcic zubożały, który mając trzy córki, na podporę nieszczęśliwą domu swego, nie mając się czem żywić, głodem przywiedziony, rzucił się do niepoczciwych myśli, chcąc córki one swoje już dorosłe, na zysk z nieczystości obrócić. Ale P. Bóg wejrzał na łzy niewinnych a tem się brzydących panienek, przez jałmużny św. Mikołaja, zachować one dusze, i dać ciałom ich wyżywienie raczył; bo Mikołaj to bacząc, tajemnie w nocy, chcąc dobre uczynki swoje pokrywać, wrzucił tak wiele złota w komorę człowieka onego; iż mógł pożywienie domu swego mieć i jedną córkę za mąż wydać. Zdziwił się i płakał mąż on nad dziwnem miłosierdziem i opatrzeniem Boskiem, i żałując złych myśli swoich, a pokutę czyniąc, nie omieszkał pierwszej córki w uczciwe małżeństwo obrócić. A Mikołaj św. to widząc, i dla drugiej także uczynił; i gdy drugą za mężem widział, i dla trzeciej tymże sposobem w nocy onem że okienkiem wiele złotych wrzucił. Lecz gospodarz on nie śpiąc, gdy uczuł wrzucenie złota, wy bieżał i pogonił św. Mikołaja, a do nóg jego upadając, dziękował dobrodziejowi swemu, który duszę jego i córek jego z grzechu wielkiego wybawił, i ciele  snem pożywieniem głodne opatrzył. Wstydził się tego mąż Święty, iż onej rzeczy jako chciał zataić nie mógł; jednak prosił, aby tego nikomu nie oznajmiał. Wiele takich i innych jałmużn czynił św. Mikołaj, rozpraszając majętność i dziedzictwo swoje na ubogich.

Potem zdjęła go tęskność do żywota pustelniczego, który jest w odłączeniu od ludzkiego towarzystwa, pokoju serdecznego, jako mamka i matka, bogomyślności pożyteczny korzeń, i jako dziewoślubstwo małżeństwa dusznego z P. Bogiem. Chcąc tedy jechać do ziemi Świętej, a oglądać te miejsca, po których Chrystus Bóg nasz chodził, puścił się do Alexandryi morzem, gdzie gdy widział jako czart w okręt wszedł, i wszystkim strząsnął, oznajmił żeglarzom, aby się niepogody i nawałności spodziewali; która gdy wnet straszliwa uderzyła, a już prawie okręt zatapiała, Mikołaj św. modlitwą wszystko niebezpieczeństwo odpędził, i jednego, który spadł z masztu i umarł, dziwną mocą Bożą ożywił i wskrzesił. A gdy do Alexandryi przypłynęli, i żeglarze one cuda jego rozsławili, wiele chorych i opętanych od czartów do niego niesiono, które on wszystkie modlitwą uleczył.

W ziemi świętej odprawiwszy swe uabożeństwo, na puszczę iść umyślił, lecz głos usłyszał: Mikołaju, wróć się do swych owiec, któreś opuścił; rozumiejąc, iż wola jest Boża, aby się do sprawowania klasztoru onego, który mu stryj jego poruczył, wrócił, zaprzawszy się swej woli, wrócił się do ojczyzny swej Patary, i tam w klasztorze onym przy miłej braci żywota swego dokonać umyślił. Lecz potem, gdy się raz w zamknionej komórce swojej modlił, usłyszał głos: Mikołaju, wrócić się między ludzie świeckie musisz, jeżeli być odemnie koronowany pragniesz. Przeląkł się na on głos, i myśląc co P. Bóg chce po nim, zaś drugie słowo usłyszał: Nie to jest rola, na której pożytek z ciebie mieć mam; idź między ludzie, aby Imię moje uwielbione w tobie było.

Zrozumiawszy wolę Bożą, puścił się do Miry miasta głównego w Licyi, gdzie go nikt nie znał, naonczas po zeszłym biskupie, zjechali się byli przylegli biskupi na obranie pasterza, a gdy się długo rozmyślali, a nikt im na upodobania nie przychodził: udali się z ludem na modlitwę, prosząc aby im Pan Bóg ukazał drogę do obrania tego, któryby był najwierniejszym sługą jego. I zjawił P. Bóg jednemu starszemu biskupowi nabożnemu, aby u drzwi kościelnych pilnował, a męża, któryby nazajutrz najpierwej do kościoła wszedł, godnym być biskupstwa onego osądził. Przyszedł w nocy Mikołaj, nie wiedząc o niczem do kościoła, i zatrzymany od onego biskupa, gdy mu pokornie imię swoje oznajmił, wprowadzony jest od innych biskupów i stała się wielka radość (w której acz się on bardzo wymawiał), jako ten którego Bóg sam ukazał, pomazany i wsadzony jest na stolicę biskupią.

Na której już siedząc, tak sam sobie mówił: Mikołaju, miejsce to inakszych obyczajów potrzebuje, już nie sobie, ale innym żyć masz. A poczynając urząd i naprawę dobrego od duchownych, widział w nich zbytnie ubiory i kochanie w drogich szatach, przeto acz się nigdy w drogiem odzieniu nie kochał, jednak już w prostej i pospolitej sukni chodzić począł, rozumiejąc, iż takim przykładem ukarać się miał zbytek innych. Raz tylko na dzień w wieczór jadł, chcąc na sprawy i trudności mieć czasu więcej i to mu przy stole odprawy ubogich pokoju mu dały. I pokarm jego postny a mierny był, mięsa od młodości jeść przestając, nigdy go me używał, sam na jednej potrawie przestawał, chyba gdy dla gości wezwanych, co innego i lepszego dać musiał. Stół jego nigdy nie był bez czytania, a po stole rozmowa
o rzeczach poważnych: bo miał zawsze u stołu swego kilku kapłanów uczonych i dobrego żywota, z których się też rozmowy karmił. Spanie jego tylko do pracy służyło ranne modlitwy z kapłany, zorze uprzedzało wschód słońca do kościoła go na odprawienie służby Bożej prowadził. Starał się pilnie, aby każdy kościół jego miał dobre i pilne pasterze, ażeby go upominali o to, gdzie jego samego pomocy na duchowne i cielesne nędze było potrzeba.

Trudno wymówić z jaką chucią i pracą wszystkim służył, żadnej drogi, nakładu, starania nie żałując. Na co nie tylko Mireńczykowie, ale i z postronnych sąsiad niektórzy wielkie do niego jałmużny przynosili, i gdy mu nie stało, pożyczał, albo darem brał u którego bogatego, jakich miał nie mało; sam nie miał nic, okrom szatek, a domowego naczynia, i ksiąg, których gdy mu było potrzeba, pożyczał. Tak się bardzo w dobrowolnem ubóstwie kochał. Miał niektóre nabożne białegłowy, ku miłosierdziu niżeli mężczyzny skłonniejsze, których używał, aby niemocnym i więźniom ubogim służyły. Miał i stateczne sąsiady w mieście, którzy mu sprawę dawali, co się między ludźmi dzieje, o czem było radzić, zabiegać i poprawiać w obyczajach ludzkich potrzeba. Synod prowincyalski w każdy rok miał, złe obyczaje kapłańskie wykorzeniając, a dobre mnożąc.

Na wstępie biskupstwa swego był bardzo strworzony, uważając jako za każdego w tak wielkim poczcie ludzi, liczbę miał dać P. Bogu i zwątpiwszy o sobie, prosił P. Boga, aby urząd on z niego złożył. Lecz głos usłyszał: Nie bój się Mikołaju, nie opuszczę  ja tego, który rzeczy moje wiernie sprawuje. W tem utwierdzony, nadzieję wielką w Bogu miał ale każdej rzeczy wszystką siłą która rady i pomocy potrzebowała, zabiegał. Bo P. Bóg nie opuszcza tych, którzy się sami zaniedbaniem me opuszczają. Do pracv swej  zacnych sobie towarzyszyów dwu obrał, Pawła z Rodu i Teodora Askalonitę, ludzie we wszystkiej Grecyi zacne, którzy przy nauce i cnocie mieli w rzeczach kościelnych ćwiczoną dzielność i u ludzi poważność, tych rady używał, i sam się z ich upominania poprawiał, wiedząc iż go miłują, i Bożej mu łaski życzą.  

Zatem wzruszył Dyoklecyan i Maxymian cesarz wielkie na chrześcijany prześladowanie, i obwołany jest w Mirze wyrok na nie srogi: żeby albo bogom ofiarowali, albo gubieni i do tego niewoleni byli. Nie przeląkł się święty biskup, ani uciekał, ale i inne do mężnej dla Chrystusa śmierci upominając, sam najprzód pojmany jest. Długo w ciężkiem i smrodliwem więzieniu siedząc a wiele dusz w wierze św. posilając, i do męczeństwa przywodząc, doczekał się lepszych czasów gdy p. Bóg okrutniki potracił, a dał Kościołowi swemu pierwszego cesarza chrześcijanina, onego Konstantyna, który za niebieskim znakiem krzyża świętego wierze św. Chrystusowej wolność dał, kościoły pogańskie obalać, i więźnie dla Chrystusa posadzone wypuścić, i wracać wszystko, co było pobrano chrześcijanom, kazał.

Wypuszczony też między innymi Mikołaj, i Mira się z swego biskupa przywrócenia niezmiernie uradowała, takiego, któremu nie na woli i męstwie, ale tylko na skutku do męczeńskiej korony schodziło. Gdy swój urząd sprawował, z onąż pilnością jako pierwej, stał się u ludzi w wielkiej powadze i podziwieniu. Wiele bałwochwalnic pogańskich zwojował, na żadną się bojaźń ludzką nie oglądając, a osobliwie kościół Dyany, nad który wszystko miasto nic piękniejszego nie miało, który Mikołaj św. wielką liczbę młodych i mocnych ludzi zebrawszy, nie tylko z wierzchu rozsypał, ale i z fundamentów rozebrał. A iż pogaństwo, których jeszcze była moc wielka, o to nic mówić ani czynić nie śmieli, za cud prawie poczytać się ma. Słyszane były smutne i straszliwe czartów narzekania, iż je z ich Siedliszcza zganiano.

A gdy Aryuszowe na Syna Bożego bluźnierstwo rozdział w Kościele czyniło: zebrał się zbór, albo koncylium 818 Świętych Ojców w Nicei, między którymi nie pośledniejszy był Mikołaj św. który nauką, modlitwą i powagą żywota swego, błąd on z niemi potępił, a jednoistnego Ojca z Synem być wyznał, i tak z zwycięstwem nad niezbożnością kacerską do swoich się owiec wrócił. Roku jednego w Mirze głód się wielki wszczął, żałując umierających ludzi Mikołaj św. do gumna się modlitwy swojej udał, a owo jednemu kupcowi, który z Sycylii do Hiszpanii zboża wiele wiózł, ukazał się we śnie Mikołaj zmawiając z nim zboże, i trzy mu złote zadając, aby je do Miry prowadził. Ocknął się, i znalazłszy złote przy sobie, znając Boską wolą i zjawienie, zboże do Miry przywiózł, i zmówione pieniądze za nie wziął. I tak P. Bóg lud on i owce Mikołajowe od głodu wyzwolił.

Naonczas w Frygii wszczęło się niejakie wzburzenie, na którego uspokojenie wysłał trzech posłów swoich cesarz Konstantyn: Nepocyana, Ursa i Herpiliona, którzy gdy na powiat Miryjski z morza dla żywności wysiedli, a żołnierze ich (jako swawolny mają obyczaj), mocą ludziom majętność brali, zebrali się na nie obywatele, i już bitwę zwieść z niemi mieli. Lecz o tern dowiedziawszy się Mikołaj św. przybieżał, i na samo spojrzenie jego; oboją strona miecz porzuciła; a on ukarawszy słowy oboję stronę, prosił do miasta posłów onych. Tam się trafiło, iż starosta Mireński spotwarzone trzy zacne sąsiady na gardło skazał. O czem się Mikołaj dowiedziawszy przybieżał na plac, na którym już oni niewinni oczy zawiązane i ręce opak obrócone mając, spuszczenia siekiery czekali, i wyrwał katowi z ręki siekierę, i do starosty wskazał, aby znowu sąd wznowił. I znalazła się niewinność onych na śmierć potępionych. Taka była poważność tego Świętego i na wybawienie onych męstwo.

Trafiło się potem, gdy oni posłowie cesarscy sprawdziwszy wszystko, i uspokoiwszy do Carogrodu się wrócili: także spotwarzeni o zdradę od swych nieprzyjaciół, jakoby zdradliwie cesarzowi w Frygii służyli, pojmani i już na gardło skazani zostali. Tedy nie mając już nadziei jeno w P. Bogu, wspomnieli
sobie jako trzech niewinnych św. Mikołaj w Mirze wybawił; poczęli wołać nań dalekiego i przyczyny jego do P. Boga szukać. Nocy onej, po której wywiedzeni być na śmierć mieli, ukazał się przez sen Mikołaj św. Konstantynowi cesarzowi, mówiąc: Wstań cesarzu, a trzech niewinnych, Nepocyana, Ursa i Herpiliona od śmierci wyzwól; jeżeli tego nie uczynisz, rękę i karanie Boskie uczujesz. Cesarz spytał, ktoś ty jest? On rzekł: Jestem Mikołaj biskup Mireński. I tak zniknął cesarzowi. Staroście Alabianowi także się we śnie ukazał św. Mikołaj toż mu mówiąc i grożąc. Tedy przestraszony cesarz posłał do starosty, dając znać o widzeniu onem; a starosta w tymże strachu będąc, przyszedł do cesarza przestraszony, oznajmując mu takież widzenie swoje przyzwawszy więźniów onych, gdy wszystko od nich zrozumieli, i niewinność się ich pokazała, puszczonym, i na dostojności pierwsze powróconym, rozkazał cesarz aby sali, a za wyzwolenie św. Mikołajowi dziękowali, i jego imieniem oznajmili co dla niego uczynił. Posłał mu też cesarz upominki, złotą kadzielnicę z drogiemi perłami, i parę złotych lichtarzów, aby przy tem ofiary czyniąc, P. Boga zań prosił.

Takiemi cudami bardzo się wsławił św. Mikołaj, i zewsząd do niego po lekarstwa z dalekich krajów bieżeli, i za pewnego w potrzebach obrońcę wszyscy mieli Tonący na morzu jedni żeglarze, tylko słysząc o św. Mikołaju, wołali nań, aby się do Boga przyczynił, a onych od śmierci srogiej wyrwał. Rzecz dziwna, ukazał się im w ónym potopie, i rzekł: Owom ja, któregoście wzywali, dufajcie w Bogu, od którego posłany jestem. I sam robiąc okręt wydźwignął i wiatrom ustać rozkazał, i zniknął. Wybawieni oni, radując się z zdrowia swego, gdy poznali, iż Mira miasto bliskie, tam się puścili, i znalazłszy św. Mikołaja w kościele pilnie mu dzięki do nóg upadając czynili i cud on rozsławili. A on milczeć im każąc a Bogu wszystko przyczytając, dusze ich zleczył, znając Duchem św. jako ludzie grzeszni byli. I tak je do pokuty i skruchy przywiódłszy, puścił. Dziwny lekarz i pomocnik ludziom dany, i tak od Boga uczczony. Miał ten św. wejrzenie wdzięczne, jakoby i z ciała jego niejaka świątobliwość patrzyła, i samem wejrzeniem wiele ich do dobrego i cnót doskonalszych pobudzał. Mowa jego była wdzięczna i namówna, która i wiele heretyków pozyskowała, i do prawdy przyciągała. Taki wiek przeżywszy, gdy jego zejścia z tego świata czas przyszedł, śpiewaniem Hymnów i Psalmów do tego się gotując, i jąż Anioły widząc, zaczął on Psalm: W tobie Panie nadzieję mam. A mówiąc one słowa: W ręce twoje Panie polecam ducha mego; z wesołem sercem do nieba na uczestnictwo Aniołów wyszedł. Ciało jego w Mirze jest pogrzebione, z którego niejaki olej płynie, pewne na wszystkie niemocy lekarstwo. Do jego grobu z dalekich krain ludzie idący, pociechę odnoszą, na cześć Chrystusowi Bogu naszemu, który z Ojcem i z Duchem św. chwalebny jest na wieki wieków, Amen.

O b r o k   d u c h o w n y.

Jako ciało św. Mikołaja tego, wielkiego biskupa Miry, do Baru miasta w Apulii we Włoszech przeniesione jest, wypisał Joannes Barina arebidyakon Barski, z rozkazania Ursona arcybiskupa Barskiego. R. P- 1087, przed pięcia set lat mieszczanie Barscym  w sprawach swoich jechali morzem, z trzema okrętami do Antyochii, i wpadła im myśl wstąpić do Miry; i uwieść ciało św. Mikołaja, które już pod Tureckiem rozkazowaniem jako i ono wszystko królestwo zostawało. O czem też, gdy poznali, iż Wenetowie, z którym i się byli zjechali, myślili, tem ochotniej tego się ważyć poczęli; a przypłynąwszy do brzegu onego posławszy szpiegi do kościoła, gdy sprawę wzięli, iż nie masz w kościele tylko trzej mnisi, bez ludu i duchowieństwa wszystkiego, nad wieczorem trzy mile  włoskie od brzegu gdzie stanęli, mając śmiałych i zbrojnych osób z sobą około 40, weszli w kościół, i pierwiej modlitwę do Pana Boga uczynili z kapłanem Lupusem, którego z sobą mieli, mówiąc litanię, a pytając się jeżeliby to była wola Boża, aby ono ś. ciało do Włoch do Baru z ręku Tureckich przeniesione było. I gdy im serce z modlitwy urosło, zahamowali onych trzech mnichów, a straż przed kościołem zostawiwszy, zwierzyli się myśli swej onym mnichom, którzy za rzecz sobie niepodobną mając onę ich śmiałość, bezpiecznie im grób i ciało ukazali św. Mikołaja, mówiąc: możecieli? weźmijcie, ale wiemy, że się próżno pokusicie, i szkodę jaką weźmiecie od P. Boga i św. Mikołaja. Oni śmiele kamień marmurowy rozbili, i wnet dziwną woń poczuli, i znaleźli skrzynię z marmuru, której z nabożeństwem kości wszystkie św. Mikołaja olejem dziwnym polane wybrali, i głowę której długo szukali wynieśli, a nie mając w co brać onych św. kości, bo się niespodziewali takiego powodzenia od P. Boga, w suknię je jednego towarzysza z wielką czcią uwinęli i z prędkością do okrętów nieśli, i dwudziestego dnia z objawienia św. Mikołaja, który się przez sen jednemu z nich ukazał, to im opowiadając, do Baru szczęśliwie przypłynęli. Tam z wielką czcią arcybiskup Urson z duchowieństwem wszystkiem i ludem, ciało ono pierwej do kościoła św. Benedykta, polecając straż jego Eliaszowi opatowi, złożyli, a potem kościół wielki imieniem św. Mikołaja zbudowawszy, drogi skarb on przenieśli. Gdzie wielkiemi cudami ten Święty jako i pierwej słynie. 37. Dnia pierwszego, którego do kościoła Świętego Benedykta wniesione jest ono święte ciało, trzydzieści chorych P. Bóg płci obojej zleczył. Nazajutrz jeszcze więcej chromych, ślepych, niemych i opętanych od czartów zleczeni są. I było wielkie wesele, nie tylko w powiecie onym, ale we wszystkiej  Włoskiej ziemi. Nie bez sprawy i opatrzności. Boskiej Święci się Boscy z onych stron i kościołów wschodnich (które odszczepieństwem od jedności kościelnej, i rozmaitem heretyctwem ginęły, i w Turecką brzydkość i niewolę wpadły) wynosili. Aby i kości ich wołały, a one harde Greki i wschodnie odszczepieńce nauczali: iż przy jedności kościelnej i zgodzie, i przy opoczystym Piotrze trwać potrzeba, a okrom tej jedności zbawion nikt być nie może, i potępiali takiem przenoszeniem głupstwo odszczepieńskie, rozumu ich nauczając, tak jako w ciele z nimi będąc uczyli. Mało nie wszystkich Apostołów kości są we Włoszech, i doktorów onych zacnych Greckich, którzy jedność z Kościołem Rzymskim, jako stolicą Piotrową trzymali i jej bronili: Chryzostom, Atanazy Grzegorz z Nazyanzu, i inni w Rzymie, ciała swe z wschodnich stron przeniesione mają; i Męczenników wiele i Świętych panienek, do Włoch, do Wenecyi, Rzymu i indziej, wiele ztamtąd ustąpiło, przyszłą na Greki Turecką brzydkość i spustoszenie ukazując. Czem wszystkiem daje znać P. Bóg, iż jako sam mówi, gdzie jest ciało tam lecą i orłowie, gdzie prawy Kościół i głowa jego widoma Piotr św. w swoich potomkach, tam też i Święci Boscy, i po śmierci być chcą. Jako Józef, póki lud Boży i Kościół jego był w Egipcie, przenosić kości swoich nie kazał. Ale gdy się winnica ona Boża i kościół jego z Egiptu prowadził, zaklął bracią swoję, aby kości jego z sobą nieśli. To Święci wschodni, póki Grekowie i inne patryarchie, w uczestnictwie i jedności Piotra św. i kościelnem posłuszeństwie stali, póty tam radzi ciały mieszkali. Ale gdy w srogie odszczepieństwa i heretyctwa z hardości wielkiej gardzili Piotrem św. i jednością Ciała Chrystusowego, upadli, a Kościół prawy Boży, przy stolicy Apostolskiej został, oni się też do tej stolicy w te strony za zrządzeniem Bożem przenosili, wiedząc, iż ostatek Turecka ręka pokarać za grzechy i spustoszyć miała.


Ks. Piotr Skarga, Żywoty świętych starego i nowego Zakonu na każdy dzień (grudzień) str. 127-144