Ks. Piotr Skarga: Żywot św. Ambrożego biskupa Medyolańskiego, Doktora kościelnego



7. Grudnia.

Żywot św. A mbrożego biskupa Medyolańskiego, 
Doktora kościelnego,

pisany od Paulina kapłana jego rówiennika i towarzysza,
na prośbę św. Augustyna. Przydało się
z Baroniusza to, co z ksiąg samego Ambrożego i
z innych zebrał.

Ojca miał ten Święty starostę ziemi Gallii, tegoż imienia Ambrożego, a gdy jeszcze w powiciu będąc w kolebce, na odkrytem powietrzu dnia jednego leżał, przyleciał rój pszczół,  i osypał się na twarzy jego, i z ustek jedne wychodziły, drugie miód kładąc wchodziły. Co bacząc z blizka ojciec, zganiać ich mamce, która się bała, aby dziecięciu nie zaszkodziły, nie kazał; chcąc nakoniec co się dziać będzie patrzeć. A pszczółki po chwilce wzleciały wysoko w górę i złączyły się. Tern się przestraszył ojciec i rzekł: Zyweli to dziecię będzie, coś wielkiego z niego ma być. Ziściło się potem na kazaniu i pisaniu jego to, co Pismo mówi:  Dobra mowa jest jako plastr miodu. Potem rosnąc w Rzymie, z matką wdową i siostrą, która już była dziewictwo swoje Bogu poślubiła, gdy widział a ono w kościele biskupią rękę całują, on też doma jakoby igrając, rękę sobie całować domowym kazał, mówiąc: Ja też biskupem będę; co Duchem św. mówił, który go sobie na ten urząd gotował. Wyćwiczony w naukach, przy staroście najwyższym w Rzymie oratorski urząd pięknie i mądrze odprawował, tak, iż go Probus starosta do rady swej brak Potem uczyniony jest w Liguryi i w Emilii starostą.

Naonczas po śmierci Auxencyusza aryańskiego biskupa, (który po Dyonizym prawowiernym biskupie, na wygnanie posłanym, Kościół był opanował), gdy lud o obieraniu innego zamyślał, katolicy z heretykami, wielkie wzburzenie w mieście (chcąc każda strona swego obrać), uczynili. Tam Ambroży wedle powinności urzędu swego, na uskromienie wzburzenia posłany jest od Probusa z temi słowy: Jedź, a czyń nie jako sędzia, ale jako biskup. I gdy między lud niezgodny do kościoła wszedł, a słodką wymową wszystkich do zgody namawiał, dziecię jedno z niczegoż zawołało: Ambroży jest biskupem. Co widząc Ambroży szukał wszelakich obyczajów jakoby na się onego tak wielkiego i wysokiego urzędu nie brał: i tegoż dnia zasiadł na sądowej stolicy swej, i męczyć nad zwyczaj swój winne przed sobą kazały aby się onem okrucieństwem ludziom wzmierził.  Lecz lud wołał: Grzech twój niech na nas zostanie, przecie biskupem cię mieć chcemy. Wiedzieli, iż będąc tylko wiernym a do chrztu się gotującym katechumenem, na chrzcie odpuszczenie grzechów wziąść miał.

Gdy mu się to nie powiodło, jechać do domu, i filozofem, złożywszy urząd, zostać chciał. Lecz gdy mu tego nie dopuszczono, a wrócić się do Medyolanu musiał, kazał w dom swój pospolite niewiasty wodzić, aby to widząc lud, od niego się odrażał. Lecz więcej a więcej w ołał: Grzechy twoje niechaj
na nas będą. Gdy to nie pomogło, umyślił w nocy uciec, i mniemając aby ku Tyczynu jechał, skoro dzień, u bramy się Medyolańskiej, którą Rzymską zowią, znalazł; bo P. Bóg który go za mur Kościołowi swemu i za wieżą przeciwko niewierności heretyckiej dawał, uciekaniu jego przeszkodził. Potem już go lud strzegł, aby im nie uszedł, i posłali do cesarza Walentyniana większego, prosząc aby mu biskupstwo przyjąć rozkazał. Uweselił się z tego cesarz, iż z tych, które on na sądowym urzędzie swoim stawił, na biskupstwo wzywano. Weselił się i najwyższy starosta Probus, iż się jego proroctwo
ziściło. Nim odpowiedź przyszła od cesarza, uciekł jeszcze na wieś Ambroży św. kryjąc się w domu niejakiego Leoncyusza, który, gdy listy przyszły cesarskie, sam go ludziom wydał, bo tak był rozkazał cesarz, aby go nikt nie taił pod utratą wielką swoją.

Przywiedziony tedy do Medyolanu, widząc wolą Bożą około siebie, nie chciał aby mu biskup inny chrzest dał jedno katolik. Bo się pilnie strzegł niewierności aryańskiej. Ochrzczony wypełnił urzędy, i wziął poświęcenia wszystkie kościelne, i ósmego dnia z wielkiem weselem ludu wszystkiego podniesiony jest na biskupstwo. Był przy jego poświęceniu cesarz Walentynian, i dziękując zań P. Bogu, mówił: Dziękuję tobie Panie, iżeś temu, któremum ja ciała zlecił, dusze poruczyć raczył, i pokazałeś, iż sprawiedliwe było moje o nim rozumienie. Skoro był poświęcony, srebro i złoto kościołom i na ubogie rozdał i wsi swoje i imiona, siostrze dożywocie zachowawszy, kościołom zapisał. Naprawiać zaraz począł niektóre złe obyczaje i prawa, od cesarza samego i jego urzędników poczynając, i mówił mu cesarz Walentynian, jako dokłada Teodoretus: dawno znam twój wolny język, i dla tegom się twemu obieraniu nie sprzeciwił, i do niegom pomagał. A tak jako cię prawo Boże naucza, lecz i naprawuj błędy dusz naszych. Prosił Damaza Papieża św. Ambroży, aby mu na pomoc do sprawowania Kościoła posłał do rady i upominania kogoby sposobnego rozumiał. I posłał mu kapłana Symplicyjana, którego czcił jako ojca, rady i nauki jego słuchając. Domowe porządki bratu Satyrowi zleciwszy, sam się kościołem bawił. Mszę ustawicznie sprawował, kazania czynił, i sądy świeckie, na pokój swoim prędszy, odprawo wał. Drzwi nikomu do niego zamknione nie były, ciało postem trapił, ubogie karmił, panny i wdowy czasem na uczcie miewał, ale sam do nikogoż na obiady nie nachodził. Trzech posług ludziom nie czynił, żadnemu żony nie raił, żadnemu na żołnierstwo nie radził, do żadnego proszony na obiad nie szedł. Gdy spowiedzi słuchał, sam nad grzesznemi, a pokutującemi płakał, do płakania je przywodząc.

W kilka lat do Rzymu do ojczyzny swej przyjechawszy, siostrę żywą a matkę umarłą znalazł. A gdy panna jedna przy siostrze służebna, z innemi rękę jego biskupią całowała, rzekł jej: Otoż, jakom mówił, kapłańską rękę całujesz. W Rzymie za Tybrem, jedna zacna pani prosiła go, aby w domu jej ofiarował (to jest Mszę ś. miał); tam jedna niewiasta powietrzem zarażona, dowiedziawszy się, iż tam być miał Ambroży św. nieść się tam kazała. I gdy się modlił i ręce kładł, sukni się jego dotknęła i onę całowała, i wnetże ozdrowiała. Ten cud jako był wielki, tak też nie był tajemny. Jam się też o nim będąc w Rzymie dowiedział, mówi Paulin.

Po śmierci Walentyniana starszego, gdy Gracyan syn jego na cesarstwo zachodnie nastąpił i na Gotty wojenną wyprawę czynił, prosił aby mu wyznanie wiary katolickiej Ambroży napisał. On pochwalając jego prośbę, napisał księgi o Wierze,  gdzie mu też o zwycięztwie, i chorągwiom jego, które Imię Chrystusowe nosiły, błogosławił. Odniósł sławne zwycięztwo Gracyan nad Gottami. Lecz wdowa po ojcu jego pozostała Justyna macocha jego cesarzowa, będąc aryanką, przykrzyła się św. Ambrożemu. Gdy w Syrmium stolica biskupia osierociała, jechała tam Justyna, aby aryanina na ono biskupstwo postawiła, jechał też tam św. Ambroży, jako do swej arcybiskupiej dyecezyi, i nie dbając na niewieście przepychy, Awencyusza niejakiego w kościele na ono biskupstwo poświęcić chciał. Przeszkadzała
mu Justyna i jednę niewiastę wysłała, aby go z jego stolicy ściągnęła, i między niewiasty wprowadziła, żeby od nich bity i wygnany był z kościoła. I gdy się tego wszetecznie ważyła, pogroził jej sądem Bożym, i nazajutrz umarła, i do grobu ją św. Ambroży, dobre za złe oddając, prowadził. Zastraszył cud on aryany iż z pokojem mąż święty poświęcenie ono odprawił.

Za tejże Justyny potuchą, dwa jej komornicy śmieli św. Ambrożego na gadanie wyzwać. Czekał ich z ludźmi w kościele, a oni nie przyszli; bo tegoż dnia gdzieś z wysoka spadli i szyje połamali. A św. biskup długo na nie czekając, lud, kazanie o onem gadaniu uczyniwszy, rozpuścił. A gdy Gracyana cesarza Maxym tyran w Galli i przez swoje zdrajcę zabił, nastąpił na państwo brat jego z innej matki, to jest z Justyny onej aryanki, Walentynian młodziuchny, który iż się oprzeć Maxymowi, który już był Hiszpanią i Gallią opanował, nie mógł; musiała ona Justyna aryanka, która państwo Ezymskie imieniem młodego syna sprawowała, używać św. Ambrożego, aby do Maxyma jechał, i onego ubłagał, i pokój zjednał. Jechał z samą w Bogu nadzieją, i sprawił to u niego, iż tego roku do Włoch się nie puścił, i w Gallii się zatrzymał. Odważył był się w ręku onego tyrana dla potrzeby pospolitej umrzeć, aby Włoska ziemia wojowana nie była, a majętności i zdrowie ludzkie i czystość białychgłów cało zostawała. Umiał powagą i językiem swoim prorockim onego okrutnika ująć, a modlitwą go swoją wiązać.

Walentynian za usiłowaniem Symmacha poganina, wielkiej przemożności senatora, służbę pogańską bałwochwalską do Rzymu i indziej chciał już przywrócić; odstraszył go od tego św. Ambroży pisząc i upominając; aby się w rzeczy kościelne cesarz nie wdawał, i groził mu, iż go biskupi o taki grzech do kościoła nie puszczą, i mówić będą: Darów twoich nie chce Kościół, boś kościoły pogańskie darami ozdobił. Ołtarz Chrystusów dary twoje odmiata, boś ołtarzów bałwochwalskicb dopuścił. Co więcej dla Justyny tak pisał, bo ona rządziła, i odpaść od tego dozwolenia poganom musiała. Nie przestała jednak aryanom pomocy czynić, wymogła to na młodym synie, aby taki wyrok wydał, żeby aryanom wolno było schodzić się, nauczać i swoje nabożeństwo jawnie sprawować. Mandat on obwołać kazała Benewolowi, przezacnemu urzędnikowi dworskiemu, który powiedział, iż ja słów niezbożnych przeciw Bogu mówić nie będę; a gdy mu wyższe urzędy obiecowała, on rzekł: I ten mi, który jest weźmijcie, jedno mi sumienia nie ruszajcie. I to mówiąc, pas rycerski z siebie rzucił. Zatem obrali sobie biskupa aryani Medyolańscy, niejakiego Auxencyusza drugiego, rodem Scytę, albo Tatarzyna, który do takiej śmiałości przyszedł, iż na gadanie o wierze do pałacu cesarskiego wzywał św. Ambrożego. Czego mu pomagała Justyna, i wysłała Dalmacyusza trybuna do Ambrożego św. aby się na pewny dzień w pałacu stawił. Pismem na to do cesarza odpowiedź dał, w którem, Boże mi i cesarskiemi, i ojca jego prawy, wywody daje, iż laikowie i królowie o wierze sądzić i biskupiemi sędziami być nie mogą, a iż w kościele a nie na pałacu o wierze mowa być ma. — Jeszcześ się, prawi, cesarzu wiary nie nauczył (bo tylko był katechumenem, to jest do chrztu się gotującym), jeszcześ młody, a o tajemnicach wiary sędzią być chcesz? jeszcześ się wiary nie douczył, a mistrzem kapłańskim być pragniesz?

Usadziła się na to potem Justyna, aby kościoły w Medyolanie aryanom swoim podała. I gdy posłała do św. Ambrożego imieniem syna swego, aby wielki kościół i skarby w nim oddał, on się mężnie sprzeciwił, mówiąc: Co mego to dam na cesarskie rozkazanie, i samo zdrowie moje położę, ale co Bożego jest, tego dać nie mogę, i cesarz brać tego nie ma. Posłał tedy żołnierze i wojsko cesarz, aby mocą kościół wzięli. O czem lud w mieście usłyszawszy, zbiegł się do kościoła, i w nim się z biskupem
swoim zamknęli, żołnierzów nie puszczając. Trzy dni byli w oblężeniu onem, i brano im majętności i domy ich, z pieniędzy na karanie odzierano; ale na to oni nie dbali. Przez one trzy dni w nocy i we dnie chwalili P. Boga, i śpiewali; i zatem się Antyfony z Psalmów i Hymny zaczęły, i po każdym Psalmie Trójcę św. wyznawając śpiewali, Chwała Ojcu i Synowi... a jednak kościoła moc żołnierzom nie dali. I pomógł im P. Bóg, iż Justyna statku się ich przelękła, i żołnierzom w poniedziałek przed Wielkąnocą od kościoła odstąpić kazała.

Wtenczas św. Ambrożemu P. Bóg objawił ciała zacnych w Medyolanie Męczenników Gerwazyusza i Protazyusza. Co mu było ku wielkiej pomocy przeciw aryanom, gdy przez one święte kości P. Bóg cuda wielkie czynił. Sewer niejaki znaczny a wszystkim znajomy ślepym będąc, dotykaniem się skrzyni, albo truny męczeńskiej, wzroku dostał, i wiele się innych chorych zleczyło, i czarci odegnani od ciał ludzkich byli. O czem i św. Augustyn napisał (Confess. I. 9. c. 7), bo sam tam był w Medyolanie z matką swoją Moniką. A będąc Justyna zawstydzona, iż o kościoły przewieść nie mogła, tajemnie w dom św. Ambrożego, posłała, aby zabity był. Lecz go P. Bóg bronił, bo on mężobójca posłany, ręki podnieść nie mógł i grzech wyznał, i od kogo naprawiony był, powiedział.

Uczynił P. Bóg nakoniec dziw wielki, iż się ona Justyna św. Ambrożemu ukorzyć musiała. Bo gdy Maxym tyran do Włoch się na syna jej Walentyniana młodszego z wojskiem z Gallii wyprawował, pokornie używała przez pany, syna swego, aby Ambroży drugi raz do Maxyma posłem był, i onego od najazdu ziemi Włoskiej odwiódł, pokój zjednał. Jechał do Maxyma z wielkiem swoim niebezpieczeństwem św. biskup, nie pomnąc na złości niewiasty onej, i na krzywdy swoje od niej; ale sprawić nic u hardego tyrana nie mógł, który Rzym i Włoską ziemię posiąść chciał. Klątwę jednak nań włożyć śmiałem i kapłańskiem sercem, tyrana onego o zabicie Gracyana cesarza wyklinając. A już też czas przychodził pomsty Boskiej na Justynę i na syny jej. Ona kościoły katolikom wydzierała, a P. Bóg jej i synowi jej państwo i cesarstwo wydrzeć dopuścił; bo w krótkim czasie, Maxyraus do Włoch wtargnął, i miasta włoskie opanował, iż Walentynian z Justyną oną heretyczką matką uciekać aż do Greoyi do Tessaloniki pod obronę Teodozyusza cesarza wschodniego musiał, który potem Maxyma zwyciężył i zabił, i w Medyolanie przemieszkiwał.

Tam z Teodozyuszem Ambroży kapłańskie po dwakroć potarczki na grzechów niektórych jego ukaranie, mężnie odprawił. Pierwsza ta była: dowiedział się św. Ambroży, iż cesarz Teodozyusz biskupowi na wschodnich stronach, bożnicę żydom w Kalliniku od pospólstwa za jego dopuszczeniem zburzoną, budować znowu rozkazał. Co była rzecz niesłuszna i niesprawiedliwa. I nie mogąc tak rychło Ambroży do Medyolanu z Akwilei przybyć, napisał list do cesarza, prosząc, aby on wyrok swój odmienił, a kapłana swego posłuchał, i ukarać się dał. I pogroził mu, mówiąc: Lepiej że mię w pałacu
usłuchasz, niżelibyś mię w kościele słuchać miał. To jest, jeżeli nie uczynisz co radzę, na kazaniu na cię wołać będę, &c. Nic nie uczynił cesarz na ten list. Lecz gdy do Medyolanu wrócił się biskup, kazanie na cesarza uczynił przy bytności jego. I gdy z kazalnicy zszedł, rzekł mu cesarz: Przeciw mnie kazanieś uczynił biskupie. On odpowie: I owszem, po tobiem je uczynił cesarzu. A cesarz łaskawie rzekł do niego: Prawda żem przykre dał na biskupa o budowanie bożnicy rozkazanie, ale już je odmienię i odwołam, i toć obiecuję. I dopiero św. Ambroży do sprawowania tajemnic Mszy św. przystąpił.

Drugi raz mężniej się jeszcze z tymże cesarzem uganiał. W Tesalonice lud pospolity poburzony zabił Beteryka wojewodę. O co tak się rozgniewał Teodozyusz, iż najechać na miasto żołnierstwu kazał, i zabijali wszystkie wobec po rynkach, ulicach i domach, nie pytając kto winien albo nie winien, i zginęło o 7000 ludzi. Domyślili się żołnierze więcej, niżeli im kazano. Był wtenczas Teodozyusz w Rzymie, i pisał do niego św. Ambroży list uczony i wolnym językiem, którym mu on srogi grzech rozważa. Żałował przeczytawszy występku onego cesarz, i wróciwszy się do Medyolanu, chciał bez winnej pokuty do kościoła przyjść. Przestrzegł go biskup, aby z pałacu nie wychodził, a wiedział, iż go do kościoła puścić nie chce, ażby jawną przed kościołem pokutę czynił. A jednak szedł cesarz do kościoła. I zastąpił mu św. Ambroży w przysionku, mówiąc: Nie wchodź cesarzu, a jako temi rękoma
Ciało Pańskie weźmiesz, któreś tak niewinną krwią pomazał? jako do tych ust Krew jego przyjmiesz, którycheś na tak okrutne rozkazanie używał? Mówił mu cesarz: Dawid też król zgrzeszył mężobójstwem i cudzołóztwem, a łaskę u P. Boga znalazł, a biskup odpowiedział: Naśladowałeś grzeszącego, naśladujże pokutującego. I wrócił się cesarz do pałacu, a potem przygotowawszy się, jawną pokutę przed kościołem leżąc między innymi pokutującymi, jako jeden z pospólstwa czynił, i tak dopiero do kościoła wszedł, i do używania tajemnic świętych przypuszczony był. O czem św. Augustyn pisze, (de civ. I. 5. c. 23).

A gdy niosąc dar swój i ofiarę na ołtarz, tamże za kratam i dla używania Ciała Pańskiego zostawał, posłał do niego Ambroży dyakona pierwszego, aby wyszedł, a za kratę między pospólstwem brania Ciała Pańskiego czekał. Bo purpura cesarze czyni, nie kapłany, co wdzięcznie cesarz pokorny przyjął, i wyszedł, mówiąc: Takim miał zwyczaj w Carogodzie zostawać, z kapłany za kratą. I potem gdy się do Carogrodu wrócił, a w kościele będąc, po oddaniu darów i ofiary, od ołtarza z krat wychodził, pytał go biskup Nektary, czemuby za kratami nie zostawał? On westchnąwszy rzekł: Nie rychłom się nauczył różności cesarza od biskupa. Nie rychłom trafił na mistrza prawdy, jednego Ambrożego znam, którego się biskupem zwać godzi.

Frytygilda królowa Markomańska albo Morawska, na sławę męża świętego, wiarę Chrystusowę przyjęła, nauki od niego prosząc. On jej katechizm napisał, i radził aby męża do tego przywiodła, żeby pokój z Rzymiany uczynił. Co ona sprawiła, i sama potem do Medyolanu widzieć męża św. przyjechała; ale go już była nie znalazła żywego. Był św. Ambroży wielkiej wstrzemięźliwości, pracowity, czujny, codzień postem ciało trudził, w sobotę tylko a w niedzielę, albo na sławne pamiątki i święta Męczenników, obiad czynił. Modlitwa jego ustawiczna była we dnie i w nocy. Pisał księgi ręką własną, chyba gdy mu niemoc nie dopuściła. Staranie o wszystkie kościoły i wstawowanie się o nie, miał wielkie i stateczne. Około Boskich rzeczy i tych, którzy szli do chrztu, tak wiele miał pracy, iż po jego śmierci 5 biskupów mieli co czynić, też urzędy odprawując. Co jeno pieniędzy i złota mieć mógł, wszystko na ubogie i więźnie obracał; i wsi sławne, siostrze tylko używanie zostawując, kościołowi darował; swego mieć nic nie chciał, ubóstwa Chrystusowego naśladując. Wiedział o czasie śmierci swej św. Ambroży, i mówił: Tylko do Wielkiejnocy przetrwam z wami. Pragnął końca tern rychlej, nie mogąc patrzeć na wielkie łakomstwo i nienasycenie, tych zwłaszcza, którzy na urzędach wysokich siedzieli, a wszystko za pieniądze przedawali. A co gorzej i ci, którzy nie mają tej zasłony na wymówkę grzechów, to jest dzieci i powinowatych; kapłani bez żon i lewitowie, których cząstka jest P. Bóg, w tejże chciwości uplecieni byli. Biada mnie nędznemu, mówił św. iż się i końcem świata nie upominamy, abyśmy sobie przyjaciół za pieniądze szukali, którzyby nas do wiecznych przybytków przyjęli. Nim legł na łóżku mąż święty, wykładał Psalm 43 — a jam to pisał co mówił, i patrzyłem, mówi Paulin: a owo ogień jakoby tarcza głowę jego pokrył, i przez usta weń pomału wszedł, i była twarz jego jako śnieg, i potem do swej postawy przyszła. Jam się przeląkł, i pisaćem nie mógł tego, co mówił, aż ono widzenie minęło. I przywodził Pismo św., którem ja jednak pamiętał, i od tego dnia pisania przestał, i Psalmu onego nie dokonał. Jam to oznajmił Kastusowi dyakonowi, u któregom był w poruczeniu; a on powiedział, iżem na nim Ducha św., jako jest w Dziejach Apostolskich, widział. Wiele czartów kładzeniem ręku, z ciał ludzkich wyganiał.

O jednym grzeszniku, który listy fałszował, rzekł: Dać go muszę szatanowi na trapienie cielesne, aby dusza zbawiona została. I wnet go czart trząść i trapić począł. Nicencyusz niejaki pasterz dla podagry rzadko w kościele bywając, gdy Sakrament brał od św. biskupa, nogę jego jakoś przydeptał, i gdy krzyknął od bolu Nicencyusz, Ambroży św. rzekł: Idź, od tego czasu zdrów będziesz. I tak się stało. Zachorzał potem i długo leżał Ambroży. Stilicho, on wielki hetman mówił: Zginie Włoska ziemia, jeżeli ten mąż umrze. I zwoławszy przedniejszych ludzi z miasta, o których rozumiał, iż je święty miłował, posłał je do niego, aby prosili, żeby sobie u P. Boga dłuższy żywot uprosił. Co gdy on usłyszał, rzekł one mądre słowa ; Nie takem żył między wami, żebym się zostać wstydził; śmierci się też nie boję, bo dobrego Pana mamy.

Gdy Kastus, Polemiusz, Weneryusz i Felix dyakonowie z daleka przy nim będąc, u drzwi tak cicho szeptali, ktoby po nim biskupem być miał, i gdy Symplicyana wspomnieli, zawołał Ambroży trzykroć: Stary ale dobry; tak jakoby w ich rozmowie był. I ziściło się proroctwo jego, bo Symplieyan po nim wstąpił. Leżąc na tem miejscu Ambroży św. (jako mi powiedział św. Bassyan Laudeński biskup, który się wtenczas z nim modlił) ujrzał Pana Jezusa do siebie idącego, i wesołą mu twarz ukazującego. I w kilka dni po tem widzeniu wzięty jest. Dnia tego, którego zszedł, od jedenastej godziny, aż do wypuszczenia ducha, złożywszy ręce na krzyż modły czynił. Widzieliśmy, iż wargami ruszał, aleśmy głosu nie słyszeli. A Honoracyusz kapłan Wercelleński, gdy na wyższem piętrze spać się nagotował, trzykroć głos usłyszał: Wstań, pokwap się, bo teraz odejdzie. Zstąpił, i dał Świętemu Ciało Pańskie, które skoro przełknął, ducha wypuścił. Dobie strawne z sobą wziął, aby za pomocą potrawy onej duży był, a w towarzystwie Aniołów, których żywotem na ziemi żył, z Eliaszem się weselił. Bo jako Eliasz króle i mocarze słowy karał, tak i ten Boga się bojąc, karać się ich nie bał. Ciało jego w kościele imieniem jego nazwanym, z wielką czcią położone leży.

Po śmierci swej wielom się ludziom ukazował, i wielkie dobrodziejstwa u Chrystusa jednał. Donat kapłan Medyolański źle mówiąc o Świętym, gdy się inni językiem jego brzydzili, na temże miejscu gdzie siedział, zarażony jest, i wstać sam nie mógł i krótko leżąc pogrzebiony jest. Toż się drugiemu w Kartaginie (na com ja patrzył a o temem mu karaniu powiadał) stało -- a był Murań biskup Bolitaóski. Taki koniec jest obmówców. Przetoż upominam i proszę każdego, który księgi te czytać będzie, aby żywota męża tego naśladował, łaskę Bożą chwalił, obmównego się języka strzegł: chcieli raczej mieć z Ambrożym w żywocie zmartwychwstania towarzystwo, aniżeli z obmówcami potępienie. Proszę i twego błogosławieństwa ojcze Augustynie, abyś się za mię najniższego grzesznika Paulina modlił, ze wszystkimi Świętymi, którzy z tobą wzywają Imienia Pana naszego Jezusa Chrystusa w prawdzie. A iżem z tym mężem nie był godzien uczestnikiem być takiej łaski, niech dostanę odpuszczenia grzechów moich. Będzie mi zapłatą uwiarowanie potępienia. Przez Pana naszego Jezusa, który z Ojcem, i z Duchem św. króluje jeden w Trójcy Bóg na wieki wieków, Amen.


Ks. Piotr Skarga, Żywoty świętych starego i nowego Zakonu na każdy dzień (grudzień) str. 144-162